Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Prawybory jak wybory

Prezydenckie prawybory w Platformie miały służyć ożywieniu życia partyjnego i pokazaniu, że ugrupowanie to stać na wewnętrzną demokrację. Nie można też wykluczyć, iż Donald Tusk chciał jednocześnie zdjąć z siebie osobistą odpowiedzialność za wskazanie kandydata, gdyby ten jednak batalię o Pałac miał przegrać. Ale platformerska preelekcja wyraźnie wymyka się spod kontroli, głównie za sprawą jednego kandydata. Radosław Sikorski w Bydgoszczy rozpoczął w istocie zasadniczą kampanię wyborczą, prawybory traktując jak pretekst. Wskazuje na to oprawa jego spotkania z aktywem PO. Wypowiedzi, bon moty i złośliwości Sikorskiego wobec Lecha Kaczyńskiego były kierowane tyleż do członków Platformy, którzy mają wybrać kandydata, co do ogółu wyborców przed telewizorami. Sikorski najpewniej liczy na to, że na decyzje partyjnych kolegów wpłyną ogólnopolskie sondaże wyborcze i jeśli wypadnie w nich wyraźnie lepiej od Bronisława Komorowskiego, to trudno będzie im wskazywać mniej popularnego w elektoracie kandydata, nawet jeśli osobiście z Komorowskim sympatyzują.

Sikorski pokazuje, że jest na ostrzejszej kontrze wobec urzędującego prezydenta niż bardziej stonowany marszałek Sejmu. Chce ożywić antypisowskie nastroje z 2007 r. i zdobyć już teraz w sondażach tę nadwyżkę młodych ludzi z dużych miast, która zdecydowała wówczas o zwycięstwie Platformy. Fraza: „prezydent może być niski, ale nie mały”, wpasowuje się w język, jaki ta grupa dobrze przyswaja. Na takie grepsy szef MSZ ma jeszcze prawie cztery tygodnie. To, że Sikorski, w przeciwieństwie do Komorowskiego, oderwał się od założonego formatu prawyborów (być może Komorowski jakoś zareaguje), jeszcze raz pokazuje, że jest politykiem, który buduje swoją karierę na własną rękę, choć nie robi niczego, co podawałoby w wątpliwość jego lojalność wobec Platformy. W Bydgoszczy można było odnieść wrażenie, że wchodzi trochę w buty Tuska, trenuje jako lider, sprawdza, czy potrafi wzbudzać aplauz i skłonić kolegów do skandowania swoich haseł. Trudno wyobrazić go sobie jako potulnego prezydenta, który potakuje premierowi i usuwa się w cień, aby nie przeszkadzać w rządzeniu.

Platforma musi wygrać prezydenckie wybory także po to, aby decyzja Tuska o niekandydowaniu nie okazała się koszmarną pomyłką. Ale może się okazać, że większe szanse ma w nich kandydat, który nie najlepiej przystaje do drugiego warunku – bezszmerowej współpracy z premierem. A legitymację partyjną oddaje się przed wejściem do Pałacu. Ponieważ kandydat PO będzie oczywistym faworytem w wyścigu prezydenckim, niewykluczone, że właśnie teraz, w ciągu krótkich, nieplanowanych, marcowych prawyborów, decyduje się, kto zostanie prezydentem RP na kolejne 5 lat.

O Radosławie Sikorskim czytaj też s. 20.

Polityka 10.2010 (2746) z dnia 06.03.2010; Flesz. Ludzie i wydarzenia; s. 6
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną