Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Kraj

Ciągle w boju

Najaktywniejszy przedstawiciel polskich kombatantów ma dopiero 55 lat. I kombatancką przyszłość ciągle przed sobą.
Jerzy Bukowski uwiódł swoim potencjałem organizacyjnym krakowskich kombatantów, którzy ponad piętnaście lat temu zawiązali w stolicy Małopolski Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych. Jednak jego aktywność zdecydowanie przekroczyła granice województwa i kombatanckich celów, które wyznaczyło sobie kilkanaście organizacji.

To, co robi Bukowski – dziś rzecznik POKiN – z pewnością bardziej przypadnie do gustu wyborcy Jarosława Kaczyńskiego niż na przykład Donalda Tuska. Dlatego ludzie ze sztabu Andrzeja Dudy, kandydata PiS na prezydenta Krakowa, robią podchody, by POKiN go poparł. Choćby nieoficjalnie. W 2005 r. oficjalnie poparli Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich. – Tego wymagał wtedy interes Polski – wyjaśnia Bukowski.

Niewielu zna nazwisko prezesa POKiN Władysława Zawiślaka, ale o rzeczniku Bukowskim słyszeli niemal wszyscy. Doktor filozofii, wykładowca Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, od kilku lat jest twarzą i głosem 20 organizacji. – Nasze środowisko to przede wszystkim starsi ludzie i ciężko im czasem sformułować myśli, a pan Bukowski potrafi je klarownie przekazać – wyjaśnia 75-letni sekretarz POKiN Stanisław Palczewski.

Bukowski zdecydowanie częściej występuje w roli kreatora niż przekaziciela. Ryszard Brodowski, prezes należącego do POKiN małopolskiego okręgu Światowego Związku Żołnierzy AK, mówi, że Bukowski jest bardzo sprawny intelektualnie: – Skoro często jest drukowany przez różne gazety, występuje w telewizji, to raczej trudno go krytykować. Kombatanci POKiN spotykają się dwa razy w miesiącu w jednej z krakowskich kamienic. Decyzje zazwyczaj zapadają drogą konsensu. Ostatnio zdecydowali, że trzeba zweryfikować listę członków. Na zebrania przychodzi około połowy przedstawicieli organizacji, a przecież decyzje zapadają w imieniu wszystkich.

Bukowski jest szczerze zdziwiony, gdy dziennikarz nie ma do niego telefonu komórkowego. – Przecież wszyscy w Warszawie mnie znają, dzwonią, chcą bym komentował. Komentuje się przede wszystkim poczynania Bukowskiego. Ostatnio jako przewodniczący komitetu Opieki nad kopcem Piłsudskiego w Krakowie wpadł na pomysł, aby złożyć w nim, obok ziemi z pól bitewnych uświęconych polską krwią, tę z miejsca kwietniowej katastrofy smoleńskiej.

Bukowski to ten, który wygrał z czterema pancernymi i psem. Wytrwale, z każdą zmianą prezesa TVP, ponawiał apele o wyrzucenie z ramówki popularnego serialu o załodze Rudego, bo film „lansuje kłamliwą wersję dziejów rodem spod ogona Szarika”. Wreszcie prezes Bronisław Wildstein – na krótko, bo na krótko – wsłuchał się w te argumenty i wykurzył czterech pancernych i psa z telewizji publicznej. Bukowski nie spoczął na laurach. Wezwał publicznie ks. Malińskiego, by przyznał się do współpracy z SB. Zasypywał też listami Lecha Kaczyńskiego, by pośmiertnie awansował na generała płk. Kuklińskiego. Bukowski był przez krótki czas rzecznikiem pułkownika.

Jesienią 2009 r. w imieniu POKiN ostro zareagował na propozycję resortu obrony opracowania logo dla wojska. „Powinien być powszechnie rozpoznawalny tak jak coca-cola” – tłumaczono w ministerstwie. Bukowski na to, że „porównywanie Wojska Polskiego do coca-coli uwłacza godności naszej armii. Czymś innym jest bowiem żołnierska krew niż słodki napój”.

Dzień bez polemiki jest dla niego dniem straconym. W publicznym liście wyrzucał Andrzejowi Wajdzie, że ten śmiał zaprotestować przeciwko pochowaniu prezydenckiej pary na Wawelu. W ramach przeprosin proponuje reżyserowi, aby tantiemy z filmu „Katyń” przeznaczył na stypendia dla rodzin ofiar smoleńskiej tragedii. W imieniu kombatantów apeluje do radnych Krakowa, aby jak najszybciej nadali jednej z ulic imię zmarłego prezydenta. Przedsionek na Wawelu, w którym spoczęła para prezydencka, jego zdaniem trzeba też „jak najszybciej ochrzcić na kryptę: prezydencką, smoleńską lub katyńską”, bo określanie jej mianem przedsionka „nie licuje z rangą, jaką krypta uzyskała po 18 kwietnia br.”.

Teraz walczy o odwołanie Andrzeja Kunerta, szefa Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Ten podpadł mu, gdy chciał uroczyście odsłonić mogiłę 22 żołnierzy Armii Czerwonej w Ossowie. Awantura rozzłościła prezesa Krajowego Związku Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie Włodzimierza Cieszkowskiego, któremu nic nie wiadomo, by jego związek – jak utrzymuje Bukowski – należał do POKiN: – Ta walka z pomnikiem w Ossowie wydaje mi się jakąś grą polityczną. Dodaje, że nie może narzekać na współpracę z Radą Ochrony Pamięci i Walk Męczeństwa. – Zawsze spotykamy się ze zrozumieniem, gdy wskazujemy Radzie miejsca pamięci, o które należy zadbać. Związek Cieszkowskiego grupuje ok. 250 kombatantów, najmłodszy ma 87 lat. – Nie jesteśmy zrzeszeni w żadnym porozumieniu. To choroba starszych panów, że chcą być prezesami byle czego, byleby tylko nimi być.

Bukowski, pytany o cele Porozumienia, odpowiada: – Chcemy zabierać głos w sprawach ważnych dla kraju. Pytany o plany: – One wynikają z bieżącej sytuacji w Polsce. W POKiN reagują szybko. Jak wtedy, gdy wysłali list do Donalda Tuska w obronie Mariusza Kamińskiego. Napisali, że porozumienie ich organizacji „nie może się bezczynnie przyglądać haniebnym próbom zdymisjonowania szefa CBA”. Ryszard Brodowski, związany z AK, nie może sobie przypomnieć, czy był na zebraniu, gdy podejmowano tę uchwałę: – To generalnie wykracza poza zakres naszej statutowej działalności. Bukowski się broni: – Uznaliśmy, że ministrowi Kamińskiemu dzieje się krzywda. To była sprawa wagi państwowej.

Stanisław Palczewski trochę inaczej niż Bukowski rozumie cele, dla jakich środowiska zawiązały Porozumienie: – Nie chcemy, aby wysiłek naszej walki o niepodległość poszedł na marne, dlatego uczulamy młode pokolenia, aby chodziły na groby poległych za ojczyznę, brały udział w świętach państwowych, aby programy szkolne zawierały elementy wychowania patriotycznego.

Wojciech Witczuk (rocznik 1923), szef Związku Młodocianych Więźniów Politycznych lat 1944–1956 Jaworzniacy obszaru północnego, stanowczo oświadcza, że nie wydawał zgody, aby krakowski oddział wchodził w jakiekolwiek porozumienia: – My od polityki trzymamy się jak najdalej. Mamy swoje sprawy do załatwienia: miejsca w szpitalach dla schorowanych kombatantów, występowanie o odznaczenia dla tych, którzy jeszcze żyją. Oświadczenia POKiN nie są w naszym imieniu. W podobnym tonie mówi Włodzimierz Cieszkowski: – My się polityką nie zajmujemy. Jeśli mieszamy się w nią, to tylko w takim zakresie, aby zapewnić godną końcówkę życia kombatantom, a częściej wdowom po nich. Niedawno wrócił ze Szwajcarii. Zawiózł kilkaset egzemplarzy dwujęzycznej książki o internowanych tam żołnierzach. – Po nich zostało tam półtora tysiąca potomków, niech wiedzą, kim byli ich przodkowie – opowiada. Zygmunt Łenyk, były prezes Związku Konfederatów Polski Niepodległej z lat 1979–89, zrzeszonego w POKiN: – Naszym zadaniem jest dbać o tych, którzy walczyli o niepodległość. Mnie politykowanie na posiedzeniach Porozumienia zwyczajnie męczyło i oddelegowałem tam obecnego prezesa Związku.

O Bukowskim jeden z jego kolegów opowiada: – Najpierw coś zadziała, a potem pomyśli. Po przełomie 1989 r. nie znalazł swojego miejsca na scenie politycznej i skupił się na roli komentatora. Bukowski myślał o szkole teatralnej, ale na przeszkodzie stanęły niedostatki w wymowie. Przez kilka miesięcy studiował reżyserię, ale zrezygnował. Teraz wytrwale reżyseruje swoją legendę.

współpraca Malwina Dziedzic

Polityka 46.2010 (2782) z dnia 13.11.2010; Polityka; s. 24
Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną