Polityczny Szczecin z Arłukowiczem w tle

Nowy sojusz Bartosza
Przechodząc do Platformy Obywatelskiej poseł Bartosz Arłukowicz zdemolował scenę polityczną w Szczecinie.
Rok 2001, Hiszpania. Bartosz Arłukowicz na planie programu 'Agent'.
Piotr Bernaś/Forum

Rok 2001, Hiszpania. Bartosz Arłukowicz na planie programu "Agent".

Bartosz Arłukowicz jeszcze jako mało znany lekarz pediatra.
Polityka

Bartosz Arłukowicz jeszcze jako mało znany lekarz pediatra.

Artur Balazs, choć nie zajmuje żadnych stanowisk, nadal ma mocną pozycję w szczecińskiej polityce.
Witold Rozbicki/Reporter

Artur Balazs, choć nie zajmuje żadnych stanowisk, nadal ma mocną pozycję w szczecińskiej polityce.

Przed trzema miesiącami Donald Tusk powiedział współpracownikom, że trzeba szukać popularnych twarzy, by zaprosić je na listy wyborcze PO. Bartosz Arłukowicz, któremu medialny sukces zapewniła komisja śledcza, świetnie się do tego nadawał. Niestety, był posłem SLD, więc trudno było mu proponować start z list Platformy. I wtedy ze wsparciem Platformie przyszli szczecińscy działacze Sojuszu, ogłaszając, że dla jednego z najpopularniejszych polityków lewicy nie widzą miejsca na swoich okręgowych listach.

– Żartowaliśmy sobie z tej absurdalnej sytuacji, więc często mu powtarzałem: jak cię nie będą chcieli w Sojuszu, to przyjdź do nas – opowiada poseł Stanisław Gawłowski, szef zachodniopomorskiej PO i wiceminister środowiska. Któregoś razu Arłukowicz zapytał: – A gdyby to nie były żarty?

Przeciąganie Arłukowicza trwało prawie trzy miesiące. Zanim, w ubiegłym tygodniu, ogłosił, że przechodzi do Platformy, wielokrotnie, w tajemnicy, spotykał się z Donaldem Tuskiem i Grzegorzem Schetyną, by rozmawiać o przyszłości. Stanęło na tym, że dostanie tekę ministra (pełnomocnika rządu), pierwsze miejsce na liście PO w Szczecinie i zacznie budować jej lewe skrzydło, podcięte po odejściu Janusza Palikota.

Odchodzący Arłukowicz zostawił jeszcze na polu bitwy zranionego lidera Sojuszu, który podczas kampanii wyborczej będzie się musiał zmierzyć na lokalnym gruncie z dawnym klubowym kolegą.

– Jeśli Napieralski wystartuje w Szczecinie, to zapewne przegra z bardzo popularnym tu Arłukowiczem – tłumaczy Radosław Popiela, dawny polityk formacji Lewica i Demokraci (niegdysiejszy alians SLD i środowisk Unii Wolności), który cztery lata temu startował z jednej listy z Napieralskim i Arłukowiczem. – A jeśli nie wystartuje, to pojawią się zarzuty, że zabrakło mu odwagi, by zmierzyć się z konkurentem. Grzegorz Napieralski mógłby wystartować zastępczo w Warszawie pod pretekstem udziału w „pojedynku liderów”, a przegrać z Tuskiem i Kaczyńskim nie taki wstyd jak z Arłukowiczem. Problem w tym, że teraz pretekst ten będzie naciągany, a jedynkę w Warszawie obiecano już podobno Katarzynie Piekarskiej.

Potęga z Krzywopłotów

W latach 90. były trzy osobowe filary szczecińskiej polityki: poseł Unii Demokratycznej i Unii Wolności Włodzimierz Puzyna; przewodniczący Solidarności i wicepremier w rządzie AWS Longin Komołowski oraz poseł SLD, późniejszy minister gospodarki Jacek Piechota. To oni pod koniec XX w. (obok wywodzącego się z Wolina ministra rolnictwa Artura Balazsa) mieli największy wpływ na zmiany zachodzące w Szczecinie. Wszyscy są dziś poza wielką polityką, z wyjątkiem Longina Komołowskiego, który cztery lata temu wśliznął się do parlamentu z poparciem PiS. Zaraz jednak z klubu parlamentarnego tej partii wystąpił. Byłego wicepremiera w rządzie AWS bardziej absorbuje dziś praca w komitecie paraolimpijskim i Wspólnocie Polskiej niż bieżąca polityka.

Zdaniem ministra Gawłowskiego (lat 43), zmiany pokoleniowe w Szczecinie rozpoczęły się przed dziesięcioma laty, gdy w wyborach przepadły AWS i Unia Wolności, a za burtą znaleźli się dotychczasowi liderzy postsolidarnościowych ugrupowań – Komołowski (lat 63) i Puzyna (lat 63). Jedynie Balazs, wyczuwając nadchodzącą koniunkturę, wszedł do Sejmu startując z list PO. Szybko jednak uznał, że projekt nie ma większych szans i odpłynął do założonego przez siebie koła poselskiego Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego, otwierając tym samym drzwi do polityki młodym.

Źródłem dzisiejszej potęgi zachodniopomorskiej Platformy jest porozumienie w Krzywopłotach. Tak roboczo nazywa się cykl spotkań, które na niewielkiej stacji benzynowej między Koszalinem a Szczecinem odbywali późniejsi liderzy PO: Stanisław Gawłowski z Koszalina, Sławomir Nitras (rocznik 1973) ze Szczecina i Sebastian Karpiniuk (rocznik 1972) z Kołobrzegu. Tam uzgadniano szczegóły działań i podział strefy wpływów. Minister Gawłowski mówi, że dzięki tej współpracy PO stała się politycznym liderem w województwie.

W wyborach 2007 r. kandydaci PO zdobyli w okręgu szczecińskim 8 na 13 mandatów poselskich, a w koszalińskim 5 na 8. Kandydaci Platformy wzięli też wszystkie cztery mandaty senatorskie w województwie.

Wzorowa współpraca skończyła się przed rokiem, gdy po katastrofie smoleńskiej, w której zginął Sebastian Karpiniuk, Gawłowski pokonał Nitrasa w walce o regionalne przywództwo. Nitras został zesłany do Brukseli, skąd atakował konkurenta, szykując się do politycznego rewanżu.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną