Szczuka i dyskusja o aborcji

Duża awantura wokół dużej książki
Awantura, jaka wybuchła wokół „Dużej książki o aborcji” pokazuje, że to kolejny uśpiony temat publicznej debaty; otoczony tabu wymuszonego milczenia, ale nadal budzący skrajne emocje.

Kazimiera Szczuka i Katarzyna Bratkowska napisały książkę dla nastolatków, która przede wszystkim zawiera informacje: czym jest zabieg przerywania ciąży, jak się go przeprowadza, jaka jest jego historia. Autorki nie ukrywają swoich poglądów, obalają mity i pokazują manipulacje dokonywane w takich materiałach jak „Niemy krzyk” fundowanych dzieciom na katechezie. Od pierwszej strony deklarują jednak, że książka zawiera jedynie legalne treści. Akcję protestacyjną zainicjował portal Fronda, wysyłając do sieci Empik trzy tys. maili. Empik się przestraszył i przeniósł książkę z działu młodzieżowego na inny. Teraz tysiące protestacyjnych maili zapowiada Ruch Palikota. Namawia także do obywatelskiej akcji przenoszenia książki z powrotem do działu młodzieżowego. Swoją drogą o lepszej reklamie wydawca marzyć nie mógł, ale środowiska katolickie są pod tym względem niezawodne.

Można by uznać, że to zabawne przepychanki, ale dyskusji na temat aborcji dłużej unikać się nie da. Oczywiście, zaraz pojawią się argumenty typu: kompromis, temat zastępczy, manipulacja polityczna. Środowiska feministyczne podkreślają, że jeśli o jakimkolwiek kompromisie może być mowa to został on zawarty między politykami i Kościołem. I to druga strona zerwała ten kompromis, proponując projekt całkowicie zakazujący przerywania ciąży. Można się spodziewać, że wróci on w tej kadencji Sejmu. Odpowiedzią jest inicjatywa „Tak dla Kobiet”, która przygotowała obywatelski projekt ustawy o świadomym rodzicielstwie, zakładający m. in. refundację antykoncepcji, rzetelną edukację seksualną w szkołach i liberalizację zasad przerywania ciąży. Trwa zbieranie podpisów.

Tym razem jednak dyskusja powinna wyglądać inaczej. Nie ma sensu powtarzać rytualnych argumentów, bo od dawna wiadomo, że nikt nikogo nie przekona. Warto przyjrzeć się realiom, które dziś są zupełnie inne. Polki mają swobodny dostęp do zabiegów przerywania ciąży. I nie chodzi wcale o aborcyjne podziemie. Chodzi o zamawiane przez internet pigułki wczesnoporonne, które kobietom z krajów o restrykcyjnym prawie wysyła holenderska organizacja Women on Web. Chodzi o coraz prostszą i tańszą turystykę aborcyjną w Europie otwartych granic. To już nie są dalekie i kosztowne wyjazdy do Anglii czy Szwecji, ale przygraniczne kliniki w Czechach i na Słowacji, gdzie nie ma nawet bariery językowej.

Polska ustawa dotyczy tak naprawdę kobiet najbiedniejszych i najbardziej bezradnych, oraz chorych, które w szpitalach mogą zetknąć się z lekarzami, którzy odmawiają leczenia, gdy może ono zagrozić życiu płodu. Jedną z takich spraw przyjął do rozpatrzenia Trybunał w Strasburgu. Dziś słowem kluczem w debacie o aborcji nie jest wybór, ale niesprawiedliwość.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj