Gorączka recept – skąd to się wzięło?

Trzy powody zamieszania
Nie byłoby obecnego napięcia na linii rząd – lekarze – apteki – pacjenci gdyby nie kilka czynników, które umykają analitykom w ferworze protestacyjnej gorączki. Najwyższy czas o nich przypomnieć, by infekcja się nie rozszerzyła.
Polityka.pl

***

DEBATA: Awantura o leki, kto ma rację - lekarze? aptekarze? rząd? Zapraszamy do dyskusji na forum >>

***

Po pierwsze: prawdziwy cel ustawy refundacyjnej, a było nim od początku poskromienie apetytu wytwórców leków na pieniądze z budżetu NFZ przeznaczane na refundację. Nikt przy zdrowych zmysłach, znający triki, jakich używa przemysł by poszerzać ekspansję na rynku farmaceutycznym, nie może powiedzieć, że to zły kierunek – we wszystkich krajach wydatki na leki rosną. W Polsce – być może – uda się tę tendencję wyhamować.

Ostateczne zapisy ustawy poznaliśmy jeszcze w maju 2011 r. i nie jest prawdą, że lekarze i aptekarze nie wnosili do nich wtedy zastrzeżeń. Każda uwaga odbierana była jednak przez Ministerstwo Zdrowia jako głos wspierający przemysł farmaceutyczny. W ustawie zastosowano wobec firm farmaceutycznych politykę kija i marchewki. Kijem było przymuszenie producentów do znacznych obniżek cen leków (co się udało), marchewką – obietnica, że za uzyskane oszczędności NFZ będzie mógł refundować nowe produkty - a wytwórcom bardzo zależy na tym, by wchodzić na listy ze swoimi nowoczesnymi specyfikami.

W stosunku do lekarzy – którzy przecież decydują o wysokości sprzedaży medykamentów – zastosowano sam kij, a o marchewce zapomniano. Zobowiązano do większej staranności w ordynacji leków, zarzucono dodatkowymi obowiązkami. Nie pomyślano o tym, czym je złagodzić. Nie wytłumaczono w żadnej kampanii informacyjnej, jaki jest ich cel. Stąd opór, który przez Ministerstwo Zdrowia i samą Ewę Kopacz przez długie miesiące był bagatelizowany. Teraz ten opór przyjął konkretny wymiar - tzw. protestu pieczątkowego.

Drugi czynnik: ambicje związków zawodowych. Lekarze i aptekarze w odróżnieniu od innych grup zawodowych nie walczą o swoje chwytając za kamienie i wybijając szyby w kancelarii premiera. Ale również mają swoje związki zawodowe i korporacje, w których ścierają się różne poglądy, a ludzie dzierżący w nich stery mają przywódcze ambicje. Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy nie miał ostatnio żadnej okazji do zamanifestowania swoich poglądów (zawsze przeciwnych kolejnym ministrom), zaś Porozumienie Zielonogórskie niedawno przeżyło ostry podział i obecnemu kierownictwu bardzo zależy na pokazaniu siły. Nie inaczej jest w naczelnej radzie lekarskiej i aptekarskiej – oba środowiska przygotowują się do krajowych zjazdów (aptekarze mają swój zjazd 20 stycznia, lekarze – 25 lutego). Prezesi obu samorządów muszą więc pokazać, jak twardym są partnerem dla ministra zdrowia, by delegaci mieli poczucie, że dobrze wykonują funkcję w obronie ich praw.

Trzeci powód zamieszania: media. Odnoszę wrażenie, że wiele sporów receptowych dużo łatwiej byłoby rozwiązać, gdyby dziennikarze zechcieli w nich nie uczestniczyć. Tymczasem anonimowe maile do tej czy innej telewizji informacyjnej lub telefony do redakcji gazet od pani Marii ze Słupska lub ojca trójki dzieci z Podkarpacia stały się osią komunikatów, w jak tragicznej sytuacji znalazły się miliony chorych. To spore uproszczenie. Nie można jednostkowych przykładów uważać za regułę, bo w przychodniach i aptekach - obok oddanych lekarzy i farmaceutów - pracowali zawsze ludzie, którzy są po prostu nieżyczliwi i nawet w ubiegłym roku rzucali chorym pod nogi kłody. Teraz mają tylko alibi w postaci niedopracowanej ustawy.

Choć zabrzmi to dziwnie, wydaje mi się, że obecne zamieszanie i protest lekarsko-aptekarski są na rękę Ministerstwu Zdrowia. Proszę zauważyć, że dzisiejsze skargi na droższe w aptekach leki – sprzedawane bez zniżek – wszyscy tłumaczą nieodpowiednim wypisywaniem recept. A więc winni są protestujący lekarze, przybijający swoje pieczątki „Refundacja do decyzji NFZ”. Tymczasem, gdyby tego protestu nie było, wielu pacjentów i tak dowiedziałoby się w aptekach, że ich dotychczasowe leki są droższe. Nie wszystkie, ale część na pewno tak. I wtedy Ministerstwo Zdrowia musiałoby się tłumaczyć z własnych decyzji, bez owijania w bawełnę, bo przecież poprzedni rok stale nam wkładano do głowy, że będzie taniej i lepiej. Jak jest – widzą wszyscy.

 

DEBATA: Zapraszamy Państwa do dyskusji. Kto ma rację w tej - corocznej już, rytualnej w styczniu - awanturze wokół służby zdrowia. Rząd, który chce ciąć wydatki na leki (jego zdaniem zawyżone przez koncerny farmaceutyczne)? Lekarze, którzy protestują przeciw nadmiernej - ich zdaniem - biurokracji i nałożonym na nich obowiązkom? Zapraszamy do dyskusji na forum >>

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj