Kraj

Nie wisieć na króliku

Jak zatrudniać, by było uczciwie?

Gdzie przebiega granica nepotyzmu, a gdzie – zdrowego rozsądku, tak aby nie popadać w absurd w drugą stronę?

Krewni polityków, urzędników, prezesów i dyrektorów, a także członkowie różnych partii też gdzieś muszą pracować, aby utrzymać bliskich. Nie można przed nimi zamykać drogi do etatów także w sferze publicznej, bo byłaby to dyskryminacja. To, że ojciec i małżonek piastuje jakieś stanowisko, nie oznacza, że żona ma zostać gospodynią domową, a dzieciom pozostaje tylko sfera prywatnego biznesu, bo to z kolei byłby jakiś dziwaczny patriarchat.

Dzieci często idą w ślady rodziców, bo dziedziczą podobne uzdolnienia i zainteresowania. Tak bywa w rodzinach prawniczych, lekarskich, artystycznych czy choćby dziennikarskich. Maciej Stuhr, na przykład, oprócz tego, że jest synem Jerzego, jest po prostu świetnym aktorem i do głowy nikomu nie przyjdzie zarzucać mu, że miał łatwiej. Także menedżerowie w państwowych spółkach powinni mieć prawo zatrudniać specjalistów spośród osób, które znają właśnie z profesjonalizmu, trudno im zabronić tworzenia ekipy, która ich zdaniem najlepiej poprowadzi firmę. Żądanie, żeby zawsze szukać na stanowisko osoby, której absolutnie nikt nie zna i która też nikogo nie zna, brzmi humorystycznie. Jeśli prywatny biznes – motywowany maksymalizacją zysku – może zatrudniać, kogo chce, kierownictwo państwowych firm też powinno mieć tu jakąś swobodę. Nepotyzm pojawia się wtedy, kiedy ktoś jest zatrudniany tylko dlatego, że kogoś zna i że z racji takiego związku ma specjalne przywileje. Jasny i jawny powinien być system naboru, potem awansów. Zdolne dzieci, żony, mężowie i pociotki „znanych i ważnych postaci” powinny mieć takie same szanse na zawodową karierę jak inni, ale tylko w wolnej konkurencji talentów, umiejętności i doświadczenia. Chodzi o to, aby krewni i znajomi królika nie wisieli tylko na tym króliku, nie upatrywali w nim swojej jedynej szansy na jakąkolwiek posadę, bo są niezdolni, leniwi albo po prostu bezrobotni.

Nepotyzm jest też wtedy, kiedy do wydziału zajmującego się współpracą z zagranicą przyjmuje się człowieka nieznającego żadnego języka obcego, kiedy się podczas konkursów dodaje punkty wybranym osobom, nierzetelnie weryfikuje dane osobowe i dokumenty kandydatów czy odstępuje się od wcześniej ustalonych kryteriów konkursu, w wyniku czego np. wiceszefem centrum zarządzania kryzysowego zostaje osoba po pedagogice kulturalno-oświatowej, mimo że kilku innych kandydatów spełniało poprzednie warunki (autentyczne przypadki z raportów NIK). Wystarczy zatem stosować równe warunki, a wtedy niech sobie wygrywa i syn prezesa czy burmistrza. Słowem – ani przywileje, ani dyskryminacja.

Polityka 31.2012 (2869) z dnia 01.08.2012; Komentarze; s. 5
Oryginalny tytuł tekstu: "Nie wisieć na króliku"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Zapomniana historia Mietka Kosza

Film Macieja Pieprzycy „Ikar. Legenda Mietka Kosza” z brawurową rolą Dawida Ogrodnika przypomina wielką postać tytułowego niewidomego pianisty. To powód, by raz jeszcze zastanowić się nad wciąż nośnym mitem artysty straceńca.

Mirosław Pęczak
19.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną