Były świadek w sprawie doktora G. opowiada, jak był przesłuchiwany przez CBA

Biuro łamania ludzi
W lutym 2007 r. funkcjonariusze CBA i prokuratorzy hurtowo przesłuchiwali setki pacjentów dr. G. Operacja o kryptonimie Mengele rozlała się po całej Polsce. Dotarła także do Lucjana K.

Lucjan K. (rocznik 1929) podczas wojny zaliczył Pawiak. Mówi, że tamte wspomnienia wróciły w 2007 r. Jego żonę, której pilnie trzeba był wymienić zastawkę serca, do dr. G. wysłała lekarka, która znała się z kardiochirurgiem jeszcze z czasów jego krakowskiej praktyki. Sprawa była na tyle pilna, że już na drugi dzień po wizycie starszą panią przyjęto na odział. Trzy dni po operacji pacjentka zmarła.

Kilka dni po pogrzebie do 30-metrowego mieszkania wdowca zapukało dwóch funkcjonariuszy CBA. Nie było go w domu. Poszli rozpytać o niego sąsiadów. Po południu znów się zjawili. K., trochę zdenerwowany widokiem dwóch niezapowiedzianych gości zatelefonował do sąsiadki. – Umówiliśmy się, że wejdzie do mnie do mieszkania razem z tymi panami, choć oni nie byli z tego zadowoleni, ale inaczej bałbym się ich wpuścić – wspomina. Przez pół godziny pytali o zmarłą żonę, kontakty z kardiochirurgiem z MSWiA, a potem oświadczyli, że muszą zabrać go na przesłuchanie.

Pan Lucjan poprosił, żeby pozwolili mu jechać z zaufaną sąsiadką. We czwórkę wsiedli do cywilnego samochodu. Aby nie tracić czasu na stanie w korkach, funkcjonariusze wystawili na dach kogut i wszystkie samochody ustępowały im z drogi.

Gdy dojechali do prokuratury, sąsiadka musiała zostać w poczekalni. – Zanim Dzidek (tak mówi o swoim sąsiedzie) wszedł na górę, jeden z tych panów powiedział, bym namówiła ojca do zeznań, bo inaczej zamkną go na 48 godzin – wspomina. Sprostowała, że to nie jest jej ojciec, a ona nie ma pojęcia, o co chodzi w tej sprawie.

Po kilku kwadransach powiedzieli, że zabierają pana Lucjana do siedziby CBA, a jej kazali jechać do domu. Nie miała przy sobie żadnych dokumentów ani pieniędzy na bilet, więc jeden z funkcjonariuszy, z którym przyjechali, odwiózł ją do domu. – Ten wyglądał na starszego i spokojniejszego, to miałam odwagę zapytać, jak tak mogą traktować starszego człowieka, a on powiedział tylko, że to pierwsza praca jego kolegi i musi się wykazać – wspomina sąsiadka.

W CBA Lucjana K. przesłuchiwano kilka godzin. Pytali o zmarłą żonę, o to, jak dostał się do znanego kardiochirurga, i kilka razy o to, ile pieniędzy przekazał mu w kopercie za operację. Lucjan K. powtarzał, że nie dawał żadnych łapówek: – A oni na to: a jak panu pokażemy, że doktor powiedział, że pan dawał, to zmieni pan zdanie? To zapytałem ich, czy to możliwe, że lekarz chce mnie pogrążyć? Nie odpowiedzieli.

Zapamiętał też, że przesłuchiwał go ten młodszy agent, który przyjechał po niego do domu, ten, który chciał się wykazać. Co jakiś czas do pokoju przesłuchań wchodził jego szef i pytał, czy coś już jest. Po przesłuchaniu agenci odwieźli starszego pana do domu i zostawili pod blokiem. – Kiedy wszedł na górę, miał łzy w oczach. Nie był w stanie opowiedzieć, co się tam wydarzyło – opowiada sąsiadka.

W 2008 r. prokurator posadziła Lucjana K. na ławie oskarżonych razem z innymi podejrzanymi o wręczanie łapówek doktorowi G. W sądzie pokazali mu filmy nagrane ukrytą w gabinecie kardiochirurga kamerą. Widać na nim, jak kładzie na biurku lekarza kopertę. – To nie były pieniądze, tylko wyniki badań mojej żony z ostatnich kilku lat, o które prosił mnie doktor – tłumaczy podobnie, jak wyjaśniał w sądzie. Po kilkunastu rozprawach, w których bronił go przydzielony z urzędu adwokat, sąd nie znalazł wystarczających dowodów, aby skazać go za wręczanie łapówek. „Nie jest możliwe ustalenie, iż we wręczanych Mirosławowi G. kopertach znajdowały się środki finansowe” – stwierdził sąd. Prokurator nie zgodził się z tym wyrokiem i wiosną zeszłego roku złożył apelację.

Lucjan K., od pięciu lat wdowiec, ma dziś 83 lata.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną