Odwoływanie Nowickiej, czyli Palikot w płot

Na aferę
Sejm, jak było z góry wiadomo, nie odwołał Wandy Nowickiej, a ona sama do dymisji się nie podała, choć wielu kolegów z Ruchu Palikota było przekonanych, że się tak stanie i że skutkiem tego kandydatura Anny Grodzkiej zogniskuje emocje polityczne i społeczne.

I że będzie okazją do kolejnej konfrontacji światopoglądowej w Polsce jak i kolejną odsłoną kultury politycznej pani poseł Pawłowicz z PiS (i nie tylko oczywiście).

Z całym szacunkiem dla wszystkiego, co niesie w sobie postać pani Grodzkiej, wszystkich znaczeń i wartości, które rzeczywiście i na sposób istotny zmuszają do przewietrzenia i wypróbowania naszej tolerancji i demokracji, do postawienia pytań o jej fundamentalne znaczenia, przecież mieliśmy tu także do czynienia z czystą grą polityczną. W każdym razie w wydaniu właśnie polityków, którzy w witrynie umieszczają piękne hasła i słowa, a na zapleczu rachują i kombinują.

Janusz Palikot szedł na tzw. aferę, by znowu wrócić na pierwsze strony gazet i by odświeżyć swój wizerunek. Gotów był więc poświęcić swoją jedną koleżankę, a drugą wystawić na ciężką próbę odparcia oczywistego ataku, przeprowadzonego w stylu magla. Nie bardzo się jednak udało, bo nikomu z nim nie było po drodze.

Po pierwsze dlatego, że przyjemnie jest dać po raz kolejny po łapach awanturnikowi, a taką opinią cieszy się Palikot już chyba wszędzie. Po drugie, żadnej z partii nie zależało na eskalowaniu konfliktu wokół pieniędzy wypłaconych marszałkom i wicemarszałkom Sejmu i Senatu. Wszyscy czuli się jakoś głupio i niezręcznie. Notabene - kara jaka akurat miała spaść akurat na jedną tylko z osób wplątanych w te pieniądze była niepomiernie duża, by nie powiedzieć, że była wręcz kretyńska.

Właściwie każda z partii, które były przeciwko dymisji Wandy Nowickiej zachowywała się logicznie, wedle własnego interesu. By ukrócić ambicje Palikota, by nie stawiać tzw. problemu Anny Grodzkiej, by nie rozliczać swoich kolegów, którzy też wzięli premie…

Janusz Palikot zapowiedział, że będzie chciał usunąć Wandę Nowicką z klubu parlamentarnego swojego Ruchu, co tylko będzie dowodem jego dalszego słabnięcia. Mniejsza o to, jak się tam umawiano wewnętrznie, co miała dostać była wicemarszałkini w zamian za swoją auto rezygnację (ponoć miało to być gwarantowane sukcesem miejsce na liście wyborczej do Europarlamentu). Faktem jest, że na koniec Prezydium Sejmu nadal będzie pracowało w tym samym składzie. Tyle tylko, że pani Nowicka stanie się wolnym elektronem, dość nastroszonym wobec swoich byłych kolegów klubowych. Podobnie jak wszystkie środowiska feministyczne, które widziały w niej swoją reprezentantkę w Ruchu Palikota.

I wyjdzie Palikotowi na to, że zamiast walczyć o wartości, o wolność i o tolerancję, trzeba będzie walczyć z Wandą Nowicką.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną