Kongres Kobiet z przyklejoną gębą

Fenomen fraucymeru
Odejście Jolanty Kwaśniewskiej z Kongresu Kobiet zostało przez media zinterpretowane w kategoriach małej, ale godnej okładek salonowej aferki.

Oto była pierwsza dama nieco rozczarowana swoją nie dość wyeksponowaną pozycją i niechęcią, z jaką jej koleżanka Magdalena Środa potraktowała niedawno  polityczną aktywność  Aleksandra (projekt Europa+), w kulturalny sposób się nabzdycza i opuszcza doborowe grono.

Choć sprawa nie ma praktycznie żadnego znaczenia, to przy okazji ucierpiał wizerunek Kongresu. Szkoda. Bo to fenomen na scenie publicznej. Potężniejący byt, który właściwie nie ma definicji, nie jest ani związkiem, ani partią, ani w ogóle specjalnie sformalizowaną strukturą. Analogia, jaka się nasuwa, to początki Solidarności, kiedy również ujawniła się wielka społeczna energia.

Z jednej strony Kongres ma  dziwne władze, które pochodzą z doboru, a nie z wyboru (200-osobowa Rada Programowa i 15-osobowy Gabinet Cieni), co może sprawiać  wrażenie starannie skompletowanego klubu kobiet sukcesu. Z drugiej strony – cieszy się on ogromną  popularnością w tak zwanym terenie. Od 2009 r. spontanicznie zorganizowano  kilkadziesiąt Kongresów lokalnych. Na  tegoroczny  czerwcowy zjazd centralny zapisują się dziesiątki tysięcy chętnych (na pierwszym było 4 tys. uczestniczek, na IV - 10 tys.).

Zjazdy mają specyficzną dramaturgię- szczególnym uznaniem cieszą się panele i warsztaty, a ich tematyka zadziwia rozpiętością– od dyskusji  o energetyce po warsztaty yogi. Równie trudno na podstawie wysuwanych postulatów zidentyfikować ideologiczna barwę Kongresu- jeśli to feminizm, to w bardzo łagodnej postaci.

Tym nie mniej spoiwo polityczne, łączące uczestniczki jest coraz silniejsze: one naprawdę chcą rządzić, zwłaszcza w gminie, w regionie. Nie tylko o arytmetyczną równość udziału we władzy im chodzi, widać wyraźnie priorytety: opieka nad starszymi i dziećmi, dożywianie, edukacja, kultura, energetyka, ekologia. Mniej chcą władzy dla samej władzy, na pokaz, mniej orlikowo, bardziej życiowo. Owszem, w interesie kobiet. Żeby im ulżyć. Apetyt na udział we władzy centralnej też rośnie – nie jest to już tylko kwestia poprawnych politycznie haseł, ale poczucie mocy i kompetencji.

Czy z Kongresu może wyniknąć jakiś polityczny projekt? Czy kobiecość jest wystarczającym i sensownym spoiwem politycznym? Matki-założycielki Kongresu nie zaprzeczają, że i dla nich to interesujące pytania, na razie bez odpowiedzi. Kongres przerósł ich oczekiwania sprzed pięciu lat. Oby miały dość siły, by przeprowadzić go przez możliwe rafy. Jest nią również wizerunek fraucymeru pełnego egzaltowanych dam, przyprawiony mu w tym tygodniu przez media.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj