Kraj

Adam wrócił, Tomek zawisł, a orzeł może

Tydzień w polityce według Paradowskiej

Prawie w ostatnich godzinach 2013 r. nadeszła dobra wiadomość: orzeł jednak może fruwać. Zawdzięczamy ją Prokuraturze Okręgowej w stolicy, która umorzyła ważne śledztwo. Rzecz ciągnęła się od maja, kiedy to do prokuratury dotarło zawiadomienie posła Tomasza Kaczmarka, znanego jako agent Tomek, że w ramach akcji radiowej Trójki „Orzeł może”, pod patronatem prezydenta RP zresztą, (czyli Polak nie musi być smutasem rozmyślającym nad marnym losem rosyjsko-niemieckiego kondominium), z samolotów zrzucano ulotki z radosnymi hasłami. Czujna prokuratura śledztwo wszczęła, uznając, że sprawa może podpadać pod zarzut, iż przedsięwzięcie takie godzi w interes publiczny, bo wojskowe samoloty służyć mają do celów wojskowych, a nie politycznych. I oto po wielomiesięcznych zmaganiach prokuratury z tym ważkim problemem śledztwo umorzono, stwierdzając, że zrzucanie ulotek przestępstwem jednak nie jest, rzecz odbyła się zgodnie z procedurami i rozkazem szefa Sztabu Generalnego, który decyduje, do czego może służyć samolot.

Oddychamy z ulgą. Orzeł szybować może, natomiast w twardy grunt uderzył poseł Kaczmarek. Podpadł swojej partii i może z niej wylecieć z powodu krzesła, które planował rozbić na mężu swojej kochanki. Sama ta trójkowa konstrukcja uczuciowa jak na partię PiS, czyli ugrupowanie o najwyższym moralnym wzmożeniu, jawi się jako dość ryzykowna. Okraszona zaś słownictwem, z którego w druku pozostają głównie kropki, wydaje się ponad wytrzymałość Jarosława Kaczyńskiego, wszak inteligenta z Żoliborza. Tak więc po triumfalnym powrocie Adama Hofmana, dla którego prokuratura okazała się łaskawa i śledztwa w sprawie oświadczenia majątkowego ostatecznie nie wszczęła, w kłopoty popadł jego przyjaciel Tomasz. I to popadł w momencie kolejnych triumfów, jakimi są zagraniczne podróże byłego agenta. Właśnie wrócił z Paryża, gdzie przebywał na zaproszenie Stowarzyszenia Obrońców Krzyża, a tu spadł cios – zawieszenie w prawach członka klubu PiS, komisja dyscyplinarna, i to na wniosek samego prezesa. Nie ma co, najwyraźniej dla pisowskiej nieco podstarzałej młodzieży stan nieustannego wzmożenia moralnego, służba ojczyźnie, także zagraniczna, skupienie wszystkich myśli na interesie państwa stanowią zbyt wielkie obciążenie. Ale w takim właśnie towarzystwie lider musi budować wielką IV RP.

Końcówka roku w dużym stopniu należała do prokuratury, która wprawdzie w kilku przynajmniej sprawach nadzwyczajnie się starała, ale sukcesów ostatecznie nie zaliczyła. Po latach musiała więc umorzyć sprawę prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego, bo wreszcie dotarło do prokuratorów, że nagrania rozmów mających świadczyć o korupcyjnych propozycjach są nieautentyczne. Upór prokuratury, wspieranej przez CBA, w poszukiwaniu haków na Karnowskiego był rzeczywiście podziwu godny, przeszukano całą Polskę, aby coś na niego znaleźć, podatnika kosztowało to niemało, co na przykład prokuratora generalnego wreszcie powinno zainteresować. To nie jest tak, że prokurator Seremet jest kompletnie ubezwłasnowolniony i nic nie może. Czasem coś jednak może, choćby ograniczyć przedłużanie latami bezsensownych, podszytych politycznie śledztw czy odwoływanie się od wyroków tylko dla zasady, że prokuratura nie odpuszcza.

Tak właśnie dzieje się w innej głośnej sprawie – Krzysztofa Piesiewicza, w której sąd właśnie orzekł, że były senator jest niewinny, bo na podstawie przedstawionych przez prokuraturę dowodów skazać go za posiadanie narkotyków nie można. Rzecz była kuriozalna, szantażystów dawno bowiem skazano, a Piesiewicza trzymano w niepewności. Skazywać nadal mogą oczywiście żądne krwi tabloidy, które znów szaleją, że Piesiewicz pozostaje „bezkarny”, bo w ich świecie osoba znana zawsze jest lepiej traktowana przez sądy niż zwykły obywatel z najniższą emeryturą. Jednak w państwie, inaczej niż w tabloidach, jakiś porządek prawny istnieć musi. I czasem istnieje, choć satysfakcje po latach nie są żadnym zadośćuczynieniem. Dobrze jednak, że się pojawiają, nawet jeśli mają bardzo gorzki smak.

Kto dziś pamięta posłankę Małgorzatę Ostrowską pomówioną, że wdawała się w lewe interesy z baronami z mafii paliwowej? Kto dziś pamięta, czy w ogóle była mafia paliwowa i kto ją tworzył? Była posłanka SLD, b. wiceminister skarbu, została właśnie oczyszczona z wszelkich zarzutów. Sprawa trwała 7 lat, samo postępowanie sądowe, w trakcie którego przesłuchano ponad 200 świadków, zaczęło się w 2009 r. Wysokość łapówki, jaką Ostrowska miała przyjąć od podejrzanego biznesmena, zaczęła się od pułapu 200 tys. zł, by po latach zmaleć do 6 tys. i wreszcie zniknąć. Od samego początku było widać, że sprawa jest dęta, powstała w ramach rozrachunków z lewicą i polowań rozpoczętych przez pamiętną orlenowską komisję śledczą, której gwiazdami byli Roman Giertych i Antoni Macierewicz.

Dla Macierewicza końcówka roku w sensie prawnym też szczęśliwa nie była. Sąd Najwyższy odrzucił jego wniosek o kasację i były likwidator WSI musi przeprosić gen. Marka Dukaczewskiego, b. szefa tych służb. Wzorem wielu polityków PiS, których zdaniem – w końcu są ludźmi przywiązanymi do tradycji – wyroki sądowe służą do podbijania szlacheckich delii, Macierewicz zapewne nakazu sądu nie wykona, tym bardziej że musi to zrobić m.in. na pierwszej stronie „Gazety Wyborczej”. Ciąg dalszy szykan wobec Macierewicza już w 2014 r., bo prokurator generalny sugeruje znów wniosek o uchylenie mu immunitetu.

Politykę krajową usiłował jedynie ożywić minister zdrowia, który wystąpił o dymisję szefowej NFZ. Sprawa nie nabrała jednak należytego rozmachu, gdyż zdecydowanie uwagę przyciągnął prezydent Putin, uwalniając Chodorkowskiego. Udało się jednak błysnąć Jarosławowi Gowinowi. Rzutem na taśmę tuż przed Wigilią wyznał, że proponował Schetynie sojusz przeciwko Tuskowi. Mieliby wspólnie zabić Tuska, zanim on zabije każdego z nich z osobna, a tym samym mogliby uratować prawdziwą Platformę Obywatelską. Schetyna sprawę pokpił i Gowin Tuska musi zatapiać samotnie. Informacje o innych niegodziwościach Tuska i próbach ratowania PO przez Gowina przewidziane są już zapewne w 2014 r., bo przecież czymś ta Polska Razem musi się żywić, a już widać, że żywi się głównie Tuskiem. To na razie główny filar programowy nowego ugrupowania. Kiedy Jarosław Gowin, wzorem Janusza Palikota, napisze wreszcie książkę i odsłoni wszystkie kulisy PO i Tuska, będzie być może wreszcie mógł nieco więcej czasu poświęcić własnemu ugrupowaniu. Bo przecież cele ma wielkie i wizje też, a Tusk jak wiadomo żadnej wizji nie ma.

Polityka 1.2014 (2939) z dnia 26.12.2013; Komentarze; s. 7
Oryginalny tytuł tekstu: "Adam wrócił, Tomek zawisł, a orzeł może"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Świat

Dyplomaci jak hostessy – tak działa polskie MSZ

PiS w zasadzie nie prowadzi polityki zagranicznej. Nie potrzebuje więc doświadczonych ambasadorów. Chyba że do roli hostess.

Grzegorz Rzeczkowski
09.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną