Zmniejszanie nierówności – najważniejsze zadanie dla polityków

Centralny wyrównywacz
„Mój guru John Maynard Keynes mówił, że na dłuższą metę idee są ważniejsze niż interesy. Ja bardzo w to wierzę”.
Dan Callister/Rex Features/EAST NEWS

„Mój guru John Maynard Keynes mówił, że na dłuższą metę idee są ważniejsze niż interesy. Ja bardzo w to wierzę”.

„Intelektualnie ani politycznie nie jesteśmy gotowi, żeby zaproponować takie rozwiązania, które istotnie ograniczą nierówność, nie powodując szkód”.
Anindito Mukherjee/Reuters/Forum

„Intelektualnie ani politycznie nie jesteśmy gotowi, żeby zaproponować takie rozwiązania, które istotnie ograniczą nierówność, nie powodując szkód”.

Siedziba Banku Światowego w Waszyngtonie
Wikipedia

Siedziba Banku Światowego w Waszyngtonie

Jak to można praktycznie uwzględnić? Ponad 40 lat trwa dyskusja o podatku Tobina. Politycznie poparli go Obama, Sarkozy, Merkel. Ale wciąż górę biorą interesy wielkich spekulantów, którzy go blokują. Żeby uporać się z nierównościami w krajach takich jak Ukraina, trzeba by uderzyć w oligarchów mocno powiązanych z globalnym kapitałem. Nie widać, kto mógłby się na to poważyć poza instytucjami międzynarodowymi. Ale MFW ani Bank Światowy się do tego nie kwapią, a bez tego takie kraje będą szły od jednego kryzysu politycznego do drugiego, aż wpadną w dyktaturę – jak Rosja czy Kazachstan. Jak można tę sytuację zmienić w sposób politycznie realny?
Nie mam prostej odpowiedzi. Ona zapewne na razie nie istnieje. Ale trzeba tę sprawę położyć na stole globalnych debat. Wykluczeni i zmarginalizowani coraz lepiej zdają sobie sprawę ze swojej sytuacji. Trzeba dać im głos w globalnych debatach i procesach tworzenia globalnych regulacji czy zasad międzynarodowej współpracy. To stopniowo zmieni porządek, który dziś wydaje się nie do ruszenia. Już wiele razy tak było. Niech pan sobie przypomni historię niewolnictwa. 300 lat temu istniał konsens, że niewolnictwo jest dobre. Dziś wszyscy się dziwimy, jak cywilizowani ludzie mogli to akceptować. Ale ta zmiana wymagała czasu. Powstanie nowego konsensu ekonomicznego też wymaga czasu. Ważne, że zmiana już trwa. Kiedyś ludzie będą się dziwili, jak mogliśmy tolerować takie nierówności i tworzenie tak potężnych oligarchii.

Za naszego życia będą się dziwili?
W XXI w. czas biegnie dużo szybciej niż 300 lat temu. To musi być za mojego życia.

A ile lat pan ma?
62. Ta zmiana nie może trwać tak długo, jak zakończenie niewolnictwa. Świat ma na nią mniej czasu niż ja, jeśli chce uniknąć eskalacji kłopotów i erupcji konfliktów.

Jak z punktu widzenia globalnej instytucji, takiej jak Bank Światowy, można stosować te nowe idee w lokalnych gospodarkach zdominowanych przez jeden promil najbogatszych, kontrolujących nie tylko wielkie firmy, ale też media, partie polityczne, think tanki, naukę, instytucje państwa?
Nic nikomu nie możemy kazać. Ale mamy wpływ na rynek opinii, a on wpływa na politykę. W ciągu ostatniego roku za zgodą gubernatorów Banku zaczęliśmy podkreślać, że nierówności stały się globalnym hamulcem rozwojowym. Dominujące poglądy się globalnie zmieniają, więc polityka i sytuacja też zaczną się zmieniać.

Zmiana dominujących opinii jest dobrze widoczna. Ale nie idzie za nią zmiana realnej polityki. Interesy są wciąż ważniejsze niż wiedza i przekonania. Rzecz w tym, że związek między krytyką a zmianą jest tradycyjnie słaby albo opóźniony przynajmniej o epokę. Trafna krytyka wymaga tylko sensownego myślenia, a zmiana zwykle wymaga katastrofy, z której może wyrosnąć. Co zrobić, żebyśmy ze zmianą nie musieli czekać na kolejną wielką katastrofę?
Mój guru John Maynard Keynes mówił, że na dłuższą metę idee są ważniejsze niż interesy. Ja bardzo w to wierzę. Interesy liczą się w krótkich okresach. Kiedy idee zaczynają się zmieniać, interesy się do nich dostosowują. Ci, którzy mają ekonomiczne wpływy i chcą je zachować, szukają sobie miejsca w wyłaniającej się rzeczywistości budowanej według nowych przekonań. Indie, skąd pochodzę, są dobrym przykładem. 50 lat temu nikt nawet nie przypuszczał, że wyrównywanie szans najuboższych stanie się kluczowym celem polityki. A dziś to jest oczywiste dla wszystkich polityków. Ludzie nauczyli się wyrażać oczekiwania. Także ekonomicznie najsłabsi. Media nadają im rangę. Polityka musi się z nimi liczyć. Cały świat zmierza w tym kierunku. Wybitni ekonomiści, jak choćby Piketty, mają coraz lepsze narzędzia, by tę zmianę wspierać.

Co by pan, jako ekonomista, radził krajom takim jak Ukraina, które zderzyły się z Konsensusem Waszyngtońskim w jego bezalternatywnej formie, a teraz chcą budować demokratyczne społeczeństwo?
Powiem panu, kiedy nowy konsens bę­dzie gotowy.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną