Kandydatura Magdaleny Ogórek – zaskakująca i wyrachowana

Kandydatka zza węgła
Inni kandydaci są albo osiwiali i nadzwyczaj dorośli, albo wprost partyjni. Tak czy inaczej nie bardzo sexy.
Facebook

Leszek Miller w przeszłości potrafił zaskakiwać opinię publiczną efektownymi (niektórzy mówili, że raczej efekciarskimi) pomysłami. Jeszcze w PRL jako jeden z sekretarzy KC PZPR zaprosił do dyskusji w białym domu działaczy studenckiego NZS, jak wiadomo – bardzo negatywnie nastawionych do reżimu. Potem, już w głębokiej III RP, przeciągnął do formacji postkomunistycznej i potem do swojego rządu Katarzynę Piekarską z Unii Wolności.

Na kolejnym zakręcie odszedł z SLD do Samoobrony, potem jednak wrócił. Ostatnio z kolei wszedł w chwilowy sojusz z Jarosławem Kaczyńskim w proteście przeciwko rzekomemu sfałszowaniu wyborów samorządowych. Efekty tych decyzji były różne, niektóre z nich Leszek Miller sam krytykował po latach.

I znowu się okazało, że Leszek Miller szuka rozwiązań nieszablonowych i SLD ma nieoczekiwaną kandydatkę na prezydenta – panią Magdalenę Ogórek, osobę, która wyszła niejako, jak to się mówi, zza węgła. Już nikt na lewicy nie wspomina ani o Ryszardzie Kaliszu, ani o Joannie Szenyszyn, ani o Ewie Łętowskiej.

Magdalena Ogórek tak na oko ma dobre papiery, dobry wygląd, niejakie doświadczenie polityczne, choć nie partyjne, także organizacyjne. Zna języki, napisała kilka książek, bada dzieje Kościoła, obroniła doktorat, chętnie występuje w mediach jako ekspert. I jako że urodziła się w 1979 r., będzie bezsprzecznie najmłodszym kandydatem do urzędu prezydenckiego, bo ledwo przekroczyła wymagany przez ordynację wyborczą próg metrykalny (35 lat).

Zresztą już w pierwszym swoim wystąpieniu w nowej roli zaczęła ten fakt dyskontować, przedstawiać się jako orędowniczka młodszych pokoleń, ich interesów. W ogóle stara się robić wrażenie osoby energicznej, dynamicznej, gotowej do ożywienia tak prac jak i inicjatyw urzędu prezydenckiego.

Na pozór ta kandydatura jest szansą dla SLD, przesłania anachronizmy tej partii, pozwala mówić o Magdalenie Ogórek jako o liderce całej lewicy, może też budzić nadzieję, że rzeczywiście młodsi wyborcy dadzą się uwieść czy zwieść i poprzeć pomysł Millera, zwłaszcza że inni kandydaci są albo osiwiali i nadzwyczaj dorośli, albo wprost partyjni. Tak czy inaczej nie bardzo sexy.

Co jest jednak najsłabszą stroną tej kandydatury? Otóż to, że jest ona tak wyrachowana, wyspekulowana, że jest tak bardzo zaskakująca, taka właściwie niezwykle hazardowa. Ktoś powie, że właśnie fakt, że jest taka, może stworzyć nowe jakości i nowe fakty polityczne, a tego właśnie polska polityka najbardziej potrzebuje. Dodaje się także zwyczajową formułę, że trzeba dać kandydatce szansę, że niech pokaże, co potrafi.

Dobrze, niech pokaże.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną