Wyrok ws. Stella Maris: Przekręt był, wymiar sprawiedliwości bezradny

Bez końca
Nie byłoby tej afery, gdyby Kościół w Polsce nie korzystał z przywilejów podatkowych, a wydawnictwo archidiecezji gdańskiej ograniczyło się do działalności wydawniczej.
josef.stuefer/Flickr CC by SA

Sąd Apelacyjny w Gdańsku uchylił wyrok skazujący Jerzego Jędykiewicza, byłego wojewodę gdańskiego, byłego lidera pomorskiego SLD i byłego prezesa Energobudowy. Został on oskarżony przez prokuraturę o wyprowadzenie z Energobudowy prawie 31 mln zł i „wypranie” (z uszczerbkiem dla fiskusa) ok. 14 mln zł za pośrednictwem kościelnego wydawnictwa Stella Maris. W 2013 r. sąd skazał go na 3,5 roku więzienia, 305 tys. zł grzywny i zakaz zajmowania stanowisk w zarządach spółek handlowych przez 8 lat.

Najnowszy wyrok oznacza, że nad winą lub niewinnością Jędykiewicza ponownie pochyli się sąd niższej instancji. Kto wie, jak długo przyjdzie czekać na ostateczny wyrok.

Może sprawa nie byłaby godna uwagi, gdyby nie fakt, że stanowi ona jedno z odgałęzień afery Stella Maris, o której zrobiło się głośno już w 2002 r.

Nie byłoby tej afery, gdyby Kościół w Polsce nie korzystał z przywilejów podatkowych. Nie byłoby jej też, gdyby Stella Maris – wydawnictwo archidiecezji gdańskiej – ograniczyło się do działalności wydawniczej. Jednak ówczesny szef Stelli ksiądz Z.B., były kapelan arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego, korzystając z uprzywilejowania podatkowego Kościoła, wdał się w fikcyjne usługi doradcze na rzecz różnych firm. Wydawnictwo sprzedawało tzw. puste faktury (łącznie na ponad 67 mln zł), pozwalające firmom zwiększyć koszty, uszczuplić podatki i wyprowadzić spore sumy poza kasę przedsiębiorstwa. Działo się to w latach 1997–2001.

Sprawa Stella Maris to jeden ze sztandarowych przykładów niesprawności polskiego aparatu ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Zadziałał tu klasyczny już schemat: najpierw gigantyczny rozgłos, zadęcie: mamy złodziei, i to jakich (znani biznesmeni, polityk), potem długie śledztwo, wreszcie niekończące się procesy sądowe. Kilka, bo zostały rozbite na wątki z udziałem różnych grup oskarżonych.

Główni oskarżeni – ksiądz B. i jego najbliżsi wspólnicy – zostali skazani na kary w zawieszeniu we wrześniu 2014 r. Były też uniewinnienia i przedawnienia zarzutów. Jedno jest pewne – wydawnictwo świadczyło fikcyjne usługi. Ale przez te lata od momentu nagłośnienia do wyroków (zresztą niewielkich jak na owo nagłośnienie tudzież rozmiary finansowe przekrętu) totalnie rozmył się ich wychowawczy aspekt.

Mało kto w ogóle jeszcze pamięta, o co w tym wszystkich chodziło. Kto wie, czy opinii publicznej najbardziej nie zapadł w pamięć fakt, że są równi i równiejsi. Bo arcybiskup Tadeusz Gocłowski, zwierzchnik archidiecezji za czasów, gdy w Stelli Maris doszło do przestępstw, dwukrotnie był przesłuchiwany przez sąd nie na sali sądowej, ale w domowym zaciszu. By oszczędzić stresu.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną