Niefortunna kolizja terminów posiedzenia Sejmu i unijnego szczytu. Niesmak

Prowincjonalny teatrzyk
I dla premier ustępującego rządu Ewy Kopacz, i dla prezydenta powstaje kolizja terminów. Na dobrą sprawę oboje powinni i mogliby być na obu tych posiedzeniach.
Źle zrobił prezydent Duda, wyznaczając posiedzenie Sejmu na dzień ważnego posiedzenia Rady Europejskiej.
Parlament Europejski/Flickr CC by 2.0

Źle zrobił prezydent Duda, wyznaczając posiedzenie Sejmu na dzień ważnego posiedzenia Rady Europejskiej.

Prezydent Andrzej Duda zwołał pierwsze posiedzenie nowego Sejmu dokładnie na dzień, w którym odbywa się na Malcie nieformalny szczyt Rady Europejskiej. I dla premier ustępującego rządu, Ewy Kopacz, i dla niego samego powstaje kolizja terminów, bowiem na dobrą sprawę oboje powinni i mogliby być na obu tych posiedzeniach. A to jest niemożliwe, gdyż jedno jest w Warszawie, a drugie na Malcie. Oczywiście ani od nieobecności, ani od ewentualnego przełożenia daty o jeden dzień tysiącletnia Polska się nie zawali, jednak ów drobny incydent źle świadczy o obyczajach nowej władzy w naszym kraju.

Zmiana ekipy rządzącej to rzecz zwykła, ale wszystkie poważne państwa starają się o stabilność w polityce zagranicznej i przy konstytucyjnym podziale władz, które bywa, że mają różne zdania i zapatrywania, troszczą się o godną reprezentację za granicą i mówienie tam jednym głosem.

Na szczeblu premiera, dopóki nowy rząd nie przejmie obowiązków od starego, Polskę reprezentuje pani Ewa Kopacz. Żelazną regułą konstytucyjną jest ciągłość państwa. Na pierwszym posiedzeniu Sejmu nie zajdzie tu nic nieprzewidzianego, gdyż z góry wiadomo, że Ewa Kopacz złoży dymisję, a prezydent – też z góry wiadomo – powierzy misję tworzenia nowego rządu przedstawicielowi zwycięskiej partii.

Powtarzamy – jeden dzień nie ma tu żadnego znaczenia. I dlatego źle zrobił prezydent Duda, wyznaczając posiedzenie Sejmu na dzień ważnego posiedzenia Rady Europejskiej.

Jest dobrym zwyczajem stabilnych państw, by w polityce wewnętrznej uwzględniać uwarunkowania polityki zagranicznej. Właśnie kultura konstytucyjna i szacunek dla państwa nakazywałby szukanie jednodniowego kompromisu.

Oczywiście można twierdzić, że prezydent Andrzej Duda nie wiedział o posiedzeniu, bo nie ma czasu czytać gazet, ale przecież jego ogromna kancelaria zatrudnia odpowiednie służby, które mogły wszystko przygotować i uzgodnić z terminami wydarzeń zagranicznych. Że takiego uzgodnienia nie ma – widzimy od dawna, choćby po tym, że prezydent nie uznał za stosowne rozmawiać z prezesem Rady Ministrów, co – nawet uwzględniając ostrą międzypartyjną walkę polityczną – na tle europejskiej tradycji konstytucyjnej jest swego rodzaju ewenementem.

Te incydenty doskonale obserwują wszystkie kancelarie dyplomatyczne naszych partnerów i można się domyślać, że widzą, niestety, po naszej stronie niewielkie zrozumienie tego, jak funkcjonuje współczesny świat.

Jak mówię, Polska się od tego nie zawali, ale niesmak pozostaje. Zły to prognostyk dla biegłości dyplomatycznej przyszłej ekipy.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną