Profesor Legutko namawia do pokazania Europie „gestu Kozakiewicza”. Niech PiS posłucha!
Przynajmniej mielibyśmy jasność, że rządząca partia nie rzuca słów na wiatr i swoje stanowisko wobec Brukseli potrafi przekuć w czyn.
Tumblr

Na razie widzimy grę pozorów. Prezydent w wywiadzie dla BBC odżegnuje się od eurosceptycymu i mówi jedynie o eurorealizmie, premier zapewnia, że Polska będzie aktywnym członkiem UE, choć daje do zrozumienia, że interesują nas tylko korzyści z przynależności do unijnej wspólnoty i po cichu usuwa unijne flagi z sali, w której odbywają się jej konferencje prasowe.
 
Mój redakcyjny kolega Wojtek Szacki napisał na swym blogu, że woli Jarosława Kaczyńskiego od wielu jego partyjnych podwładnych, bo przynajmniej mówi to, co myśli, a nie próbuje robić ze słuchaczy głupków. Nie ukrywam, że od dawna tak się czuję, słuchając wypowiedzi liderów PiS na temat Europy, które sprowadzają się do tego, że z europejskości najbardziej lubią pierwsze cztery litery, i to na bankowych kontach.
 
Dlatego słowa eurodeputowanego tej partii Ryszarda Legutki nie tylko mnie nie dziwią, ale w pewien sposób cieszą. Przynajmniej mamy jasność: „Jeśli kogoś przez cały czas się ruga, dodatkowo robiąc to na podstawie kłamstw i przeinaczeń – racjonalną reakcją nie jest stulenie uszu, poddanie się, ale wykonanie gestu Kozakiewicza” – rzekł w wywiadzie dla „Gazety Polskiej Codziennie” profesor Legutko. Była to odpowiedź na pytanie, czy płynąca z Brukseli krytyka osłabi czy wzmocni poparcie dla rządu w Warszawie.
 
Pora więc przejść od słów do czynów. Najlepiej jak najszybciej, bo – przypominam – Władysław Kozakiewicz wykonał swój gest niejako „po czynie”, czyli po skoku, który dał mu zwycięstwo w olimpijskim konkursie w Moskwie i zamknął usta nieprzychylnej sobie radzieckiej publiczności.
 
A skoro tak, to Panie i Panowie z PiS, należałoby – pokazując Brukseli „wała” jak najszybciej:
  •  zrzec się przynajmniej jakiejś solidnej części z ponad 400 miliardów złotych, jakie Polska ma otrzymać z unijnych funduszów w najbliższych latach,
  • zrezygnować z dopłat bezpośrednich dla rolników (kilka miliardów euro rocznie), bo przecież sami mówicie, że to niesprawiedliwe, żeby polski rolnik dostawał mniej niż holenderski czy niemiecki,
  • przywrócić kontrole na granicach, żeby żaden nosiciel cholery, dezynterii czy innych pierwotniaków nam się na polskiej ziemi nie panoszył.
 
Do tego zbojkotować Parlament Europejski, wycofując swoich eurodeputowanych (PiS ma ich 19) oraz zrezygnować z obsadzania stanowisk w Komisji Europejskiej polskimi urzędnikami. Na zachętę dodam, że niewątpliwym plusem z takiego naśladowania Kozakiewicza byłoby wyrzucenie Donalda Tuska z fotela przewodniczącego Rady Europejskiej.
 
Potem można iść jeszcze dalej, aż do wyjścia z UE włącznie (Cameron może poddać pod referendum brytyjską obecność w Unii, a Kaczyński nie?!) i skierowania Polski ku Unii Euroazjatyckiej. Bo do czegoś należeć trzeba, a tam przynajmniej nie ma Merkel ani Schulza. Są inni, którzy nikomu nie wypominają naruszania konstytucji i przepychania ustaw po nocach, za to chętnie dzielą petro- i gazodolarami. A więc do dzieła!

Czytaj także

Polityka Cyfrowa

Teraz miesiąc od nas w prezencie!

Zaprenumeruj

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj