Koniec legendy Janowa? To nie była aukcja, tylko wyprzedaż
Pokaz koni arabskich wystawionych do aukcji Pride of Poland odbył się w strugach deszczu. I to była zapowiedź tego, co stało się potem.
Sefora, rekordzistka aukcji Pride of Poland 2016, sprzedana za cenę 300 tys. euro
Michal Kosc/Forum

Sefora, rekordzistka aukcji Pride of Poland 2016, sprzedana za cenę 300 tys. euro

Aukcja Pride of Poland 2016 bez wątpienia na długie lata zapisze się w pamięci wszystkich, którzy na niej byli. Z pierwszej 10 licytowanych koni aż 5 nie znalazło nabywcy, a tylko 4 wystawionym koniom udało się przebić próg 100 tys. euro. Co nie znaczy, że aukcja była pozbawiona emocji i zwrotów akcji. Nie brakowało ich dzięki aukcjom z dogrywkami. Pierwsze zaskoczenie nastąpiło zaraz po licytacji „lotu 0”, czyli michałowskiej klaczy Emiry, wiceczempionki Europy i Świata, która miała być gwiazdą tegorocznej aukcji.

Klacz została zlicytowana za sumę 550 tys. euro, co stanowiłoby rekord tegorocznej Pride of Poland, gdyby nie to, że nie można było ustalić, kto klacz właściwie kupił. Emira zeszła więc z hali, bez pewności co do swojego nowego domu, ale z przeświadczeniem, że jest tegoroczną rekordzistką. Jak się okazało – do czasu.

Kolejną niespodzianką była Al Jazeera, klacz stanowiła sensację chempionatu i była pewniakiem janowskiej stadniny. Początkowo licytacja szła dobrze, jednak zaraz po jej zakończeniu po raz drugi nie można było ustalić, kto licytował. W związku z tym klacz została odesłana do stajni bez nowego właściciela.

Im dłużej trwała aukcja, tym bardziej stawało się jasne, że nie ma osób, które chciałyby licytować wysoko, mimo że aż 44. osoby wpłaciły wadium, więc teoretycznie potencjalnych kupujących nie brakowało. Próg 100 tys. przekroczyła janowska Sefora (300 tys. euro) oraz michałowskie klacze Formia i El Emeera. Z 31 licytowanych koni aż 15 ostatecznie nie zostało sprzedanych. Dramat całej sytuacji dobrze oddawał komentarz aukcjonera, który w pewnym momencie powiedział wprost, że konie są sprzedawane poniżej swojej wartości. Co ciekawe, aż 5 ze sprzedanych koni powędrowało do Rumunii, mimo że nikt z pytanych o to osób nie słyszał o hodowli arabów w tym kraju.

Kiedy wydawało się, że aukcja wreszcie dobiegnie końca, organizatorzy postanowili sprawić widowni niespodziankę. Po zakończeniu aukcji klaczy ponownie wprowadzili na halę (rzekomo wcześniej sprzedaną) Emirę oraz Al Jazeerę.

Klacze licytowano jeszcze raz, od początku, co jest decyzją kontrowersyjną. Zazwyczaj jeżeli osoba licytująca najwyższą cenę z jakichś powodów się wycofa, koń staje się własnością tego, którego oferta była druga w kolejności.

– Ktoś zalicytował i po prostu się wycofał, więc licytacja była bezskuteczna. Takie rzeczy czasami się zdarzają. Nie chcę tego teraz oceniać. Wyjaśnimy tę sprawę – wyjaśniał zamieszanie wiceszef Agencji Nieruchomości Rolnych Karol Tylenda.

Czyżby obecne władze Janowa nie tylko nie były w stanie określić, kto zalicytował najwyżej, ale też kto w ogóle przystąpił do licytacji? Wbrew pozorom to byłby chyba najlepszy scenariusz, bo drugą możliwością może być nieuczciwy sposób prowadzenia sprzedaży.

Powtórna licytacja ujawniła, jak bardzo zmęczeni i zniechęceni są potencjalni kupujący. Zamiast za 550 tys. euro Emira została sprzedana za 225 tys., a Al Jazeera została odesłana do stajni bez nowego właściciela. Podobnie było w przypadku ogiera Alerta. Specjaliści głośno protestowali przeciwko jego sprzedaży, ponieważ koń ma szanse na olbrzymie sukcesy w ujeżdżeniu. Okazało się, że martwili się na próżno. Nikt nie chciał przebić oferty 50 tys. euro., w związku z czym Alert nie został sprzedany.

W wyniku przetasowań rekordzistką aukcji została Sefora, sprzedana do Kataru za 300 tys. euro.

Nie sprzedajemy na siłę

Oczekiwania były duże. W końcu Pride of Poland 2016 to pierwsza impreza po śmierci dwóch klaczy i „dobrej zmianie” wprowadzonej przez PiS. Pewnie dlatego Karol Tylenda jeszcze przed jej rozpoczęciem głośno mówił o oczekiwanych sukcesach. Założyliśmy, że przychód z aukcji przyniesie 2–2,5 mln euro” – mówił w rozmowie z PAP. „Byłaby to wartość, która satysfakcjonuje, bowiem to średnia wartość z kilkudziesięciu aukcji po wojnie” – dodawał.

Nowa ekipa miała dość precyzyjny biznesplan dotyczący jednej z najbardziej prestiżowych aukcji na świecie. Jednak zdaniem byłego prezesa stadniny Marka Treli takie oświadczenie to nie tylko przykład daleko posuniętej nieroztropności, ale też zwykłej ignorancji. – Organizowałem Pride of Poland przez całe lata i nigdy nie podjąłbym się próby przewidywania, ile pieniędzy uda się zebrać podczas aukcji, ale pewne rzeczy rozumieją tylko ludzie, którzy są faktycznie związani z hodowlą koni – mówi POLITYCE.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj