Leki bezpłatne zamiast płatnych, czyli program 75+

Triki na leki
Darmowe leki dla seniorów to spełnienie obietnicy wyborczej PiS. System jest zbudowany według prostej reguły: dobra władza daje, źli lekarze mają odmawiać.
Narodowy Fundusz Zdrowia już zapowiedział, że będzie starannie wyłapywał każdą poprawioną w aptece receptę i nakładał surowe kary.
Agnieszka Woźniak/Caiaimage/Getty Images

Narodowy Fundusz Zdrowia już zapowiedział, że będzie starannie wyłapywał każdą poprawioną w aptece receptę i nakładał surowe kary.

To lekarze i aptekarze mają stać na straży finansów publicznych.
photographee.eu/PantherMedia

To lekarze i aptekarze mają stać na straży finansów publicznych.

audio

AudioPolityka Paweł Walewski - Triki na leki

Kłótnie, awantury, skargi. Czy tak będą wyglądać pierwsze dni obowiązywania programu darmowych leków dla osób powyżej 75 lat? Boją się tego lekarze rodzinni, którzy jako jedyni otrzymali prawo wystawiania recept „S” (na bezpłatne leki dla seniorów). Inni specjaliści, nawet zatrudnieni w przychodniach rodzinnych, z listy uprawnionych zostali wykluczeni.

Większość pacjentów korzystających z podstawowej opieki zdrowotnej nie musi wiedzieć, że jeden lekarz zdał egzamin z medycyny rodzinnej, a internista obok, choć pełni rolę lekarza pierwszego kontaktu, nie ma swojej własnej „zadeklarowanej” listy chorych. Albo tylko dyżuruje nocą lub w święta. Dla pacjenta to bez różnicy – dla NFZ, który zapowiada szczególne kontrole recept dla seniorów, będzie to jednak miało istotne znaczenie. Lekarze boją się więc ewentualnych sankcji Funduszu oraz awantur.

Szczególnym naciskom będą poddani specjaliści. Choć oni nie mogą wystawiać recept „S”, uprawnieni pacjenci będą na nich nastawać, aby dobierali im kuracje właśnie z listy bezpłatnych medykamentów (liczy ona 68 substancji, ale wziąwszy pod uwagę różnych wytwórców, jest na niej 1129 pozycji). Z receptą od specjalisty pacjent pójdzie do rodzinnego, aby ten ją powielił, bo jak tu nie skorzystać z takiej szansy? Wszak sam prezes Jarosław Kaczyński zachęca, by cieszyć się „dobrą zmianą”. Tymczasem Ministerstwo Zdrowia bardzo ostro wypowiedziało się na temat zastępowania leku płatnego bezpłatnym bez uzasadnienia medycznego. Więc specjaliści mają zgryz: wymieniać leki na darmowe o podobnym działaniu, czy nie narażać się Funduszowi i odsyłać chorych z kwitkiem?

Pod ostrzałem znaleźli się też aptekarze. Nawet w przypadku ewidentnej pomyłki lekarza, kiedy mimo spełnienia przez pacjenta wszystkich wymogów zapomni wpisać kod uprawniający do bezpłatnej zniżki, otrzymali bezwzględny zakaz dopisywania czegokolwiek na receptach (a chodzi tu o literę „S”). Narodowy Fundusz Zdrowia już zapowiedział, że będzie starannie wyłapywał każdą poprawioną w aptece receptę i nakładał surowe kary. Nie wiadomo tylko na kogo – na lekarza, który coś przeoczy, czy na aptekarza, który naprawił jego błąd, chcąc zaoszczędzić pacjentowi czasu na powtórną wizytę w przychodni. Bo to lekarze i aptekarze mają stać na straży finansów publicznych.

Lekarze na straży

Do końca roku na program 75+ (uprawnionych jest 3 mln osób; według GUS – 2,7 mln) przeznaczonych będzie 330 mln zł, ale w przyszłym roku suma ta wzrośnie do prawie 565 mln. Oficjalnie minister chce poszerzać wykaz darmowych leków co dwa miesiące. Jednak nie wiadomo, czy zapas pieniędzy nie zostanie zużyty na zapłacenie za leki tym pacjentom, którzy do tej pory nie wykupywali ich wcale lub którzy obdzielą teraz nimi swoje rodziny czy młodszych współmałżonków, korzystających z podobnych kuracji na podobne przypadłości senioralnego wieku. Nie pierwszy raz w ostatnich latach władza stawia lekarzy w tak niekomfortowej sytuacji. Bo to znowu na nich spada odpowiedzialność za tonowanie nadmiernych oczekiwań pacjentów, którym wmówiono, że państwo stać na fundowanie seniorom darmowych lekarstw. Jeśli koszty całej operacji okażą się zbyt wysokie, łatwo będzie wskazać winnych właśnie wśród lekarzy. Jeśli zaś protestować będą rozczarowani pacjenci, znów odpowiedzialnością za ten stan rzeczy obarczy się doktorów. Kolejna korporacja, która podkopuje zaufanie pokładane w „dobrej zmianie”.

A zawiedzionych zawartością i dostępnością listy darmowych leków może być sporo. Bo np. pewne grupy są na liście wyjątkowo licznie reprezentowane, a innych nie ma wcale. Argument, że dokonano wyboru tylko spośród preparatów dostępnych do tej pory z odpłatnością 30- i 50-procentową, by nie rozdawać za darmo i tak tanich leków z wykazu na ryczałt (czyli za 3,20 zł), broni się połowicznie. Bo sporo leków z listy ryczałtowej, na przykład kardiologicznych, jest tylko w teorii tak tanich – kto się nimi leczy, ten wie, że w aptece trzeba nieraz pokryć z własnej kieszeni różnicę między ceną detaliczną a tzw. podstawą limitu, wskutek czego nasz specyfik kosztuje nie 3,20, lecz kilkanaście złotych. Mimo to w wykazie „S” znaleźć się nie mógł.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną