Po dymisji generała Różańskiego: dwuwładza w armii i spór prezydenta z MON
Dymisja generała Mirosława Różańskiego wywołała niemały bałagan. Zaiskrzyło na linii MON – prezydent.
Nie wiadomo, czy z MON dotarł już do prezydenta wniosek w sprawie generała Różańskiego.
Łukasz Dejnarowicz/Forum

Nie wiadomo, czy z MON dotarł już do prezydenta wniosek w sprawie generała Różańskiego.

Wszystko wzięło się z lakonicznego oświadczenia Bartłomieja Misiewicza, rzecznika prasowego MON. W zaledwie niespełna czterech linijkach w imieniu resortu rozstał się on z generałem Różańskim, pisząc, że „Minister Obrony Narodowej przyjął dzisiaj dymisję gen. broni Mirosława Różańskiego z pełnionej funkcji i polecił generałowi wykorzystać zaległy urlop”. Kilka godzin później okazało się, że nawet w tych kilkunastu słowach resort obrony popełnił błędy. Chodzi o sformułowanie „przyjąć dymisję”.

MON się pospieszył. Mało tego, że użył sformułowań nieznanych ustawie, która mówi o „wypowiedzeniu stosunku służbowego” i o „zwolnieniu” ze służby, a nie dymisji, to jeszcze nietrafnie przypisał sobie kompetencję do zatwierdzania tych decyzji.

Jako pierwszy na Twitterze wskazał na to były szef BBN, generał Stanisław Koziej. Przypomniał, że zgodnie z ustawą – tzw. pragmatyczną – o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych, dymisję dowódcy generalnego może przyjąć wyłącznie prezydent RP. Generał Koziej nazwał to przejawem braku profesjonalizmu po stronie resortu, chaosu komunikacyjnego oraz łamania konstytucji.

BBN prostuje Macierewicza

Ustawa w art. 43 pkt 3 mówi jasno, że najwyższych dowódców (Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, Dowódcę Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych i Dowódcę Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych) może przed końcem ich trzyletniej kadencji zwolnić ze stanowiska jedynie Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. W dodatku jedynie na uzasadniony wniosek lub w porozumieniu z ministrem obrony narodowej.

Taki wniosek zaś musi opierać się na uzasadnionych potrzebach sił zbrojnych, na przykład na tym, że taki najwyższej rangi generał jest potrzebny na innym eksponowanym stanowisku. Nie ma tu przy tym zastosowania następny artykuł ustawy, mówiący o tym, że minister wyznacza i zwalnia żołnierzy zawodowych na stanowiskach etatowych generała. To bowiem przepis ogólny, podczas gdy ten wcześniejszy wymienia poszczególne stanowiska i precyzuje w odniesieniu do nich wyłączną prerogatywę prezydenta.

To, że MON nie posługuje się w swoich oświadczeniach językiem ustawowym, nie jest wielkim zaskoczeniem. To, że zdaje się omijać nakazane prawem procedury – większym, choć zdarza się to nie pierwszy raz. Dość przypomnieć zapowiedzi zakupu śmigłowców z Mielca „jeszcze w tym roku”, które to deklaracje okazały się nic niewarte, gdy fachowcy przekonali ministra, że nie da się kupić niczego bez wszczęcia stosownej procedury. Największym zaskoczeniem było wczoraj to, że błędy MON zdecydowało się sprostować Biuro Bezpieczeństwa Narodowego.

Krótko po tym jak generał Koziej cierpliwie tłumaczył w wielu wpisach, dlaczego minister Macierewicz nie miał prawa „przyjąć dymisji” generała Różańskiego, dokładnie taka sama interpretacja znalazła się w oświadczeniu BBN. Czytamy w nim: „Zgodnie z art. 43 ust. 3 ustawy z dnia 11 września 2003 r. o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych, żołnierz zawodowy zajmujący stanowisko służbowe Dowódcy Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych, może być zwolniony ze stanowiska przed upływem kadencji przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w porozumieniu z Ministrem Obrony Narodowej lub na jego wniosek, jeżeli przemawiają za tym uzasadnione potrzeby Sił Zbrojnych”.

Przytoczony literalnie przepis opatrzony został komentarzem: „W sytuacji, w której Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych złożył wypowiedzenie stosunku służbowego zawodowej służby wojskowej, powinien on zostać zwolniony z zajmowanego stanowiska najpóźniej z dniem zwolnienia ze służby”. Czyli nie ma mowy o tym, by pozbawiać go pełnionej funkcji już teraz.

Prezydent odwiedza dowódców

BBN uznał za stosowne dość wprost wytknąć MON przekraczanie swoich uprawnień i wkraczanie w kompetencje zastrzeżone dla zwierzchnika sił zbrojnych. W oświadczeniu napisano bowiem, że: „Prezydent RP podejmie decyzję w sprawie zwolnienia gen. broni Mirosława Różańskiego z zajmowanego stanowiska Dowódcy Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych po otrzymaniu wniosku od Ministra Obrony Narodowej”. To minister Macierewicz będzie więc musiał sporządzić i podpisać stosowny wniosek, a prezydent się dopiero wtedy zastanowi. BBN nie ustosunkowało się wczoraj do drugiej decyzji MON, o powierzeniu wykonywania obowiązków Dowódcy Generalnego pierwszemu zastępcy Różańskiego, generałowi broni Leszkowi Surawskiemu.

Zdaniem generała Kozieja również ten akt jest bezprawny i nieskuteczny, z tych samych powodów – to również kompetencja Prezydenta RP. „MON nie może w tym zakresie przyjmować żadnej dymisji, ani też nikomu powierzać pełnienia funkcji Dowódcy Generalnego” – napisał Koziej.

Kancelaria Prezydenta potwierdziła w piątek popołudniu, że z MON dotarł już do prezydenta wniosek w sprawie generała Różańskiego. Dyrektor biura prasowego Marek Magierowski nie ujawnił treści wniosku, zapowiedział jedynie że prezydent podejmie decyzję wkrótce. Wcześniej BBN ujawniło, że generał złożył wypowiedzenie 12 grudnia i sam poinformował o tym prezydenta. Jeszcze w czwartek stał obok niego na tradycyjnym wojskowym opłatku, w towarzystwie szefa sztabu generalnego, generała Mieczysława Gocuła. O nim też mówi się, że ma wkrótce pożegnać się z mundurem. Zyskaliśmy też potwierdzenie – i to na piśmie – czegoś, czego sygnały docierają od dawna: że prezydentowi jako zwierzchnikowi sił zbrojnych i jego profesjonalnemu zapleczu w postaci BBN decyzje i polityka resortu Antoniego Macierewicza coraz mniej się podobają.

Prezydent odbył w ostatnich tygodniach spotkania z najwyższymi dowódcami. Był w Dowództwie Operacyjnym, Dowództwie Generalnym i w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego. Wszędzie w oficjalnych spotkaniach towarzyszył mu minister obrony narodowej, ale – jak usłyszałem – generałowie nie czuli się tym za bardzo skrępowani i mówili, co myślą.

A nie jest tajemnicą, że nie ze wszystkimi poczynaniami resortu się zgadzają. Czy prezydent Andrzej Duda weźmie ich stronę w sporze z Antonim Macierewiczem? To chyba najważniejsze pytanie w kontekście zapowiadanych zmian w armii – a także np. w sprawie wojskowych emerytur, które są teraz tematem najgorętszych dyskusji w mundurowych środowiskach i rodzinach. Na razie prezydent słucha, ale jego biuro zaczęło pisać.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną