Kraj

Odmieniony

Sellin – Jarosław od mediów

Jarosław Sellin Jarosław Sellin Łukasz Dejnarowicz / Forum
Uznał, że wszystko, co PiS robi, jest dobre dla Polski. Z takim nastawieniem Jarosław Sellin bierze się za wypędzanie niemieckiego diabła z rynku medialnego.
W październiku 2015 r. Sellin ponownie znalazł się w szeregach obejmującego władzę PiS.Robert Ostrowski/EAST NEWS W październiku 2015 r. Sellin ponownie znalazł się w szeregach obejmującego władzę PiS.

Artykuł w wersji audio

Niegdyś dziennikarz, potem stanął po drugiej stronie muru i został politykiem. Firmuje swoją twarzą zbliżającą się „dekoncentrację mediów”. Ostateczny projekt nie jest jeszcze znany, ale podobno już gotowy i lada dzień powinien się pojawić. Ma to być repolonizacja, reforma niby na wzór francuski, ale nikt nie ma wątpliwości, że chodzi o osłabienie tych mediów, lokalnych i ogólnopolskich, które krytykują PiS. Mówi się o ograniczeniu kapitału zagranicznego do 15–20 proc. udziałów, pojawiają się sugestie, że powinny być zrewidowane koncesje na nadawanie; mają być ograniczenia w posiadaniu jednocześnie gazet, portali i stacji telewizyjnych. Bo, jak uważają politycy PiS, mimo całkowitego przejęcia TVP i zamianie jej w tubę partii rządzącej (i mimo skierowania reklam państwowych spółek tylko do prawicowych gazet), na rynku medialnym wciąż panuje „głęboka nierównowaga”. Tezy te są wypowiadane z całkowitą powagą.

– Kiedy zaszła zmiana w Jarku Sellinie? Myślę, że jestem w stanie wskazać konkretny dzień – twierdzi Wojciech Szeląg, kiedyś kumpel z gdańskiej opozycji, a potem z korytarzy Polsatu. Był koniec października 2005 r. Pierwsze posiedzenie Sejmu nowej kadencji i poselski debiut Sellina. Szeląg dostał wtedy esemesa o treści: „Zaraz głosujemy za wyborem Leppera na wicemarszałka. Chyba się zrzygam”. – Ale zaraz potem tłumaczył już, że polityka to gra drużynowa i nie można się wyłamywać. Z jednych celów warto rezygnować, aby osiągać inne, ważniejsze – wspomina Szeląg.

1.

Pierwszą pięciolatkę obecnego wieku Jarosław Sellin spędził w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Wybrany głosami AWS, robił tam za prawicową opozycję wobec panoszącego się z nadania SLD Włodzimierza Czarzastego. Afera Rywina zdemaskowała patologie ówczesnego układu medialnego, czyniąc media publiczne i hasło ich sanacji gorącym tematem politycznym.

„Jestem głęboko przekonany, że wcześniej czy później wygram” – zapewniał Sellin w 2003 r. „Że już mnie tu, w Radzie, nie będzie, ale na przykład idee, żeby odebrać politykom media publiczne i oddać je środowiskom twórczym, dziennikarskim, biznesowym, prędzej czy później wygrają. Jestem cierpliwy, mam 40 lat, do emerytury 25 lat, będę z satysfakcją za jakiś czas obserwował zwycięstwo tej idei”.

Nie musiał długo czekać. W 2005 r. został wiceministrem kultury w rządzie PiS właśnie po to, aby egzorcyzmować upiory Rywina i Czarzastego. Napisał wtedy nowelizację ustawy medialnej. Taką, jak sobie wymarzył. Z uczciwymi konkursami stawiającymi szlaban dla politycznych drapieżców. Miała to być wielka nowelizacja. Ale najpierw decyzją PiS poszła do Sejmu mała. Chodziło o zmniejszenie składu KRRiT. Tylko po to, aby rozwalić kadencje i wprowadzić do Rady swojaków. A potem prezes Kaczyński ogłosił koalicję z Samoobroną i LPR. Nowym sojusznikom zależało zaś na własnych koloniach medialnych. Nowelizacja Sellina wylądowała więc w koszu.

Długo to odchorowywał. Uznał, że granica kompromisu padła – opowiada znajomy polityka. Po przegranych wyborach, w grudniu 2007 r., Sellin opuszcza PiS. Potem wróci i już pozostanie.

2.

„Wy znów strzelacie dlatego, że jesteście za rewolucją. A rewolucja – to przecież ma być przyjemność. A przyjemność nie lubi sierot w domu. Rewolucja – to dobra rzecz robiona przez dobrych ludzi” (Izaak Babel, „Konarmia”; kolejne cytaty także).

Październik 2015 r. Sellin ponownie w szeregach obejmującego władzę PiS. Raz jeszcze urządza sobie biurko w Ministerstwie Kultury. Co roku o tej porze spotykają się w Gdańsku członkowie dawnej redakcji „Młodej Polski”. W rocznicę ukazania się w 1989 r. pierwszego numeru pisma. Tygodnik wychodził raptem przez kilkanaście miesięcy, ale był ważny. Pod skrzydłami Wiesława Walendziaka skupił elitę młodych konserwatystów. Łączyła ich polityczna inicjacja w latach 80. w Ruchu Młodej Polski. Oraz marzenie o harmonijnej syntezie tradycyjnej polskości i katolicyzmu z demokracją i modernizacją. Drogi środowiska w późniejszych latach mocno się rozeszły, co nie przeszkadza odnawiać corocznie dawną więź. Jest wtedy dużo wina, politycznych dyskusji i kombatanckich wspominek.

Tamten wieczór wypadł zaraz po zwycięskich dla PiS wyborach. Jarosław Sellin (w „Młodej Polsce” był szefem działu politycznego) apeluje, aby nie bać się nowej władzy. Deklaruje, że błędy z lat 2005–07 zostały przemyślane i tym razem będzie inaczej. Spokojniej, bardziej odpowiedzialnie.

– Na pewno mówił od serca. Ale ja nie miałem najmniejszych wątpliwości, że się myli. I doszło potem do awantury – opowiada Jacek Bendykowski, który wspólnie z Sellinem zakładał w latach 80. katolickie stowarzyszenie Verbum, a dziś kieruje klubem PO w sejmiku pomorskim. Dodaje: – Szkoda, że nikt nie nagrał tamtej dyskusji. Wiele bym dał, aby puścić teraz Jarkowi jego własne słowa.

Pozostały jednak publiczne wypowiedzi Sellina z tamtego czasu. Choćby o mediach publicznych: „Nie dam sobie wmówić, że w Polsce nie ma ludzi o dużym autorytecie ze świata kultury i mediów, które mogłyby mediami narodowymi zarządzać i które cieszyłyby się autorytetem w większości społeczeństwa. (…) Na pewno będziemy unikać sytuacji, że do tych władz zostają powołani politycy”. Dwa miesiące później zaczęła się jednak w TVP epoka Jacka Kurskiego. „Zmiany idą w dobrym kierunku” – orzekł Sellin. I tako rzecze po dziś dzień.

W pierwszym roku „dobrej zmiany” Sellin głównie „strzelał” w Muzeum II Wojny Światowej. Za to, że wystawa niedostatecznie uwzględnia polski punkt widzenia i pomija fenomen AK. To ostatnie było akurat nieprawdą. Niestety, dyplomowany historyk Sellin nie miał jak tego sprawdzić, gdyż wystawy do dziś nie zobaczył. „Odzyskanie” antypolskiej placówki ostatecznie odbyło się poprzez połączenie jej z Muzeum Westerplatte. To dziecko Sellina, które nigdy nie wyszło z fazy embrionalnej. Formalnie powołane u schyłku pierwszych rządów PiS i odpuszczone później za PO. A teraz embrion połknął kolosa. W Gdańsku jednak pamiętają, że gdy rząd PiS ogłosił ów plan, Sellin mocno się zmieszał i nawet ujawnił deficyt entuzjazmu. Zaraz jednak otrzepał się, po czym ruszył z krucjatą przeciwko autorom wystawy.

Dziś jest twarzą zapowiadanej od dawna dekoncentracji mediów. Opowiada o antypolskich narracjach i niemieckich interesach, o konieczności unarodowienia przekazu. Jest w propagandowej szpicy obozu władzy. Jak mało kto potrafi zawrzeć partyjne przekazy dnia w eleganckich formach retorycznych. Nie miewa choćby cienia wątpliwości. Każda inicjatywa PiS z zasady służy Polsce. Nawet zawetowana reforma sądów, która podobnym dawnemu Sellinowi refleksyjnym prawicowcom wybitnie nie przypadła do gustu.

Polemizującej z nim w kwestii niemieckich reparacji Monice Olejnik potrafił powiedzieć, że reprezentuje ona interesy Powiernictwa Pruskiego. Europejskim przywódcom wymyślał od bankrutów. Władysława Frasyniuka nazwał „obrońcą barbarzyńców”. Uliczne protesty to zazwyczaj „zadymy i awantury”.

3.

„Utrapienie tu u nas z okularami i w karby ująć niepodobna. Człowiek uczony… z takiego duszę tu wytrząsną. Ale spróbuj tylko naruszyć damulkę, najbardziej niewinną damulkę, wtedy dopiero będziesz miał mir u wojaków”.

Pisząc „Konarmię”, Babel nieco tylko ubarwił swe doświadczenia z wyprawy u boku Budionnego na reakcyjną Polskę w 1920 r. Nawróconego na rewolucję żydowskiego inteligenta z Odessy w samym środku wojennego chaosu, otoczonego zdemoralizowaną, łaknącą krwi hołotą. Jej popędy autor opisuje jednak z takim entuzjazmem, jakby to były wyżyny ideologicznego wyrafinowania. Nie na wiele się to wszakże Bablowi zdało. W Sowieckiej Rosji jego dziełko najpierw zrobiło oficjalną karierę, ale potem Babel trafił na Łubiankę i już stamtąd nie wrócił.

Metafora Sellina jako pisowskiego Babla pojawiła się podczas jakiegoś towarzyskiego spotkania w Gdańsku. Ponoć użył jej sam Walendziak, który w latach 90. patronował karierze Sellina. Po „Młodej Polsce” zabrał go do Polsatu, potem na krótko zrobił rzecznikiem rządu Buzka, wreszcie wylansował na członka KRRiT. Obecnie jest ważną figurą w biznesowym imperium Zygmunta Solorza i odmawia komentarzy politycznych. Choć niedawno uczynił wyjątek, składając podpis pod listem gdańskiego środowiska RMP przeciwko reformie sądów. Inicjatywa wyszła od dawnego lidera Ruchu Aleksandra Halla. Podpisali się niemal wszyscy ważni. Rzecz jasna poza Sellinem.

Starzy znajomi pytają, dlaczego tak bardzo się zmienił. Mówi się, że to przez Smoleńsk. – Tam zginęli Aram Rybicki i Maciek Płażyński, bez których nie byłoby naszego środowiska. Każdy z nas stracił tam kogoś ważnego. Nikt jednak nie zareagował jak Jarek – opowiada Bendykowski. – Zaraz po katastrofie oświadczył, że to wina Platformy. Nie mówił wprost, że był zamach, lecz wyraźnie sugerował.

Inni powiadają, że katastrofa była tylko pretekstem do zakończenia samodzielnej przygody politycznej. Polska Plus, którą po odejściu z PiS zakładali wspólnie z Kazimierzem Ujazdowskim, grzęzła w mule. Tyle że do PiS nie da się wrócić inaczej, jak z piętnem zdrajcy. I trzeba wytrwale pracować, aby odpokutować dawne grzechy. Ujazdowski tak nie chciał. Sellin podjął grę.

Koleżanka Sellina z dawnej opozycji: – Być może on naprawdę uwierzył w „dobrą zmianę” i wypiera to, co kłóci się z ideałem. Inteligentom to się często zdarza. Choć nie wykluczam, że Jarek świadomie konstruuje swoją spójność. Wielu naszych znajomych uznaje za naturalne, że idąc w politykę, człowiek zostaje zmuszony, by bronić każdej bredni, ale prywatnie mruga potem okiem. Ale jest jeszcze taka możliwość, że on jest po prostu ostrożny.

4.

W stanie wojennym trochę hipisował. Krótko kręcił się w zadymiarskim kręgu Grzegorza Biereckiego, wtedy marksizującego aktywisty z NZS, potem twórcy SKOK, dziś senatora PiS. Spotkani w stanie wojennym młodopolacy tworzyli zupełnie inny świat. Tu się raczej czytało, niż rzucało kamieniami. I broń Boże żadnego Marksa, lecz Dmowskiego bądź klasyków konserwatyzmu. Sellina fascynowały amerykańskie ruchy pro-life. A jednocześnie był oddanym filosemitą.

Nie tak pryncypialny ideowo jak koledzy. Wrażliwy, ze skłonnością do egzaltacji, nigdy nie podnosił głosu. W 1990 r. wyznaje na łamach „Młodej Polski”: „Uchodzę w redakcji za czołowego wałęsowca”. Lecz odżegnuje się od etosu Solidarności. „Co dzisiaj znaczy to słowo – zaklęcie, doprawdy trudno powiedzieć”.

Krąg Walendziaka marzył wtedy o „stronnictwie wielkiego celu”, o którym pisał emigracyjny publicysta Wojciech Wasiutyński. Czyli o wielkiej formacji prawicy stawiającej sobie cele chrześcijańskie i narodowe, lecz odrzucającej ideowy brokat i czcze uzurpacje. Przepojonej wspólnym duchem, a nie ślepą wiarą w przywódców.

Jarosława Kaczyńskiego „Młoda Polska” więc nie ceniła. W relacji z kongresu założycielskiego Porozumienia Centrum zauważano nadreprezentację gości z niemieckiej chadecji („W łonie tej partii tkwi bardzo silne lobby proniemieckie. Ogromne znaczenie mają tutaj środki, jakie Niemcy oferują na rozwój partii, przede wszystkim na wybory parlamentarne”). Krytycznie oceniano przywództwo Kaczyńskiego: „Więcej tam było taktyk i gry politycznej niż ideowości, pragmatyzmu przeradzającego się w oportunizm niż wartości chrześcijańskich. Jedno jest pewne: lider zarządził, iż będzie to chadecja, wobec czego jest to chadecja”.

Sellin o Kaczyńskim ćwierć wieku później: „Nauczyciel, mistrz, analityk, strateg”.

5.

Jeszcze w kampanii Andrzeja Dudy podkreślał otwartość PiS. Twierdził: „My chodzimy wszędzie, nawet do mediów, w których wiadomo, że nie będziemy traktowani łagodnie. Po drugiej stronie jest problem – politycy PO chodzą tylko do zaprzyjaźnionych mediów, unikają tych trudnych”.

Tym razem nie porozmawia jednak z POLITYKĄ. Nawet jeśli będzie to tekst o nim samym. – Ale przeczytam – zapowiada.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Pokolenie iGen: jakie jest i co mu zagraża

Przedstawiciele młodego pokolenia iGen nie wyobrażają sobie życia bez stałego kontaktu z całym światem, który jest zamknięty w małym pudełeczku, na dodatek w kieszeni – mówi dr Tomasz Grzyb, psycholog, profesor na Uniwersytecie SWPS we Wrocławiu.

Teresa Olszak
25.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną