Kraj

Offset na miarę (małych) możliwości

Polska na ostatniej prostej do podpisania kontraktu na patrioty

Niewielka wartość porozumień offsetowych świadczy o tym, że nasze ambicje okazały się nierealistyczne. Niewielka wartość porozumień offsetowych świadczy o tym, że nasze ambicje okazały się nierealistyczne. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Niewielka wartość porozumień offsetowych świadczy o tym, że nasze ambicje okazały się nierealistyczne.

Niecały miliard złotych wynieść ma uzgodniona z dostawcami i ogłoszona przez MON wartość porozumień offsetowych towarzyszących pierwszej fazie kontraktu na system „Wisła” – obrony antyrakietowej opartej na unowocześnionym Patriocie. Ma to być największa umowa zbrojeniowa w historii Polski, a jej wartość – którą zapewne poznamy podczas uroczystości podpisania w przyszłą środę – szacowana jest na przynajmniej 4,5 mld dolarów, czyli około 15 mld złotych.

Druga faza kontraktu będzie większa, jeśli chodzi o ilość sprzętu, i obejmie więcej nowoczesnych technologii, może więc być jeszcze kosztowniejsza, co sprawi, że całość przekroczy deklarowany przez ostatnie dwa lata pułap 30 mld złotych. Na tle takich liczb ledwie miliard w offsecie może wydawać się zaskakująco małą sumą. Ale to nie takie proste, jak się wydaje.

Offset to nie dotacja

Przyzwyczailiśmy się wcześniej, że tzw. offset to kompensacja wydatków poniesionych na zakup uzbrojenia w formie inwestycji oferowanych przez jego dostawcę, niekoniecznie wyłącznie w zbrojeniówce. Stąd w najsłynniejszym przypadku umowy offsetowej związanej z zakupem samolotów F-16 (wartości 6 mld dolarów) projekty offsetowe poza sektorem obronnym objęły fabrykę Opla w Gliwicach, rafinerię Lotosu czy producenta maszyn budowlanych Caterpillar.

Gdy podpisywano zamówienie na myśliwce, ustawa wymagała, by wartość offsetu była przynajmniej taka jak wartość kontraktu na dostawę. Wymuszało to stosowanie tzw. mnożników, które sztucznie windowały ceny najprostszych nawet produktów czy usług do kosmicznych kwot – by liczby się zgadzały. Nikt przecież nie podpisze zobowiązania do dostarczenia kosztownego uzbrojenia, by potem musieć zwracać jego wartość w offsecie.

Krytyka tych rozwiązań i chęć przyspieszenia rozwoju technologicznego firm zbrojeniowych – w powiązaniu z nowym planem modernizacji wojska – doprowadziły do zmiany przepisów w 2014 roku. Nowa ustawa offsetowa inaczej niż poprzednia definiuje samo pojęcie offsetu. To już nie kompensacja, a narzędzie pomagające w opanowaniu technologii związanych z kupowanym sprzętem i uzbrojeniem. Może służyć produkcji, serwisowi lub obsłudze systemów dostarczanych z zagranicy i nie musi już odpowiadać wartością zamówieniu. Dlatego odnoszenie wartości umów związanych z Wisłą do prognozowanych kosztów zamówienia nie ma ani uzasadnienia, ani sensu.

Casus Caracali

Zmiana prawnej definicji kilka lat temu nie przeszkodziła politykom tym na czele MON i w opozycji używać offsetu jako narzędzia najbardziej przypominającego pałkę. Wszyscy pamiętamy, że „sprawdziła się” doskonale w przypadku francuskich śmigłowców. Tamten przetarg był rozpoczęty przed wejściem w życie nowej ustawy, więc negocjacje offsetowe prowadzono na poprzednich zasadach. Wartość offsetu, oczywiście z mnożnikami, musiała odpowiadać wartości zamówienia, określonej na 13,4 mld złotych. Gdy Caracal wygrał w ocenie wojska i zaczęto rozmowy offsetowe, Airbus Helicopters zaproponował ukierunkowane na przemysł zbrojeniowy i zaplecze naukowo-badawcze inwestycje w Radomiu, Dęblinie, Skarżysku-Kamiennej, Łodzi, Warszawie, Bydgoszczy, Gdańsku – a i tak nie przekonało to rządu jeszcze w poprzedniej kadencji.

W miarę upływu czasu polskie żądania rosły, a po zmianie władzy wręcz eksplodowały, wspierane narracją o zbrojeniowych ambicjach i wstawaniu z kolan. Eskalacja skończyła się jednak tym, że propozycje offsetowe Francuzów trafiły do kosza wraz z całym kontraktem i nadziejami na szybkie i kompleksowe odnowienie floty śmigłowcowej. Z Wisłą – systemem obrony powietrznej – mogło być podobnie, gdyby nie o wiele wyższy priorytet programu i jego strategiczne zakotwiczenie w relacjach z USA.

Offset o mało nie wykończył Wisły

Przypomnijmy bowiem, że rząd PiS zaczął urzędowanie od totalnej krytyki stanu rozmów o patriotach, a potem zaczął eskalować żądania. Wśród wcześniej zdefiniowanych 57 obszarów offsetu – technologii i zdolności wymaganych przy zakupie – nowy rząd 12 określił jako krytyczne, bez których do transakcji nie dojdzie. Mało tego, MON dodał jeszcze 12 kolejnych punktów do listy wymagań, powiększając offset do 69 obszarów i podzielonych na siedem działów. Niektóre nie były wcale związane z obroną powietrzną, dotyczyły np. myśliwców F-16 i armat 30 mm Bushmaster, montowanych na Rosomakach.

Politycy PiS na każdym kroku podkreślali, że tylko spełnienie wszystkich warunków offsetowych umożliwi podpisanie zamówienia. Takie postawienie sprawy rychło doprowadziło do kryzysu w rozmowach z Amerykanami, który trwał prawie rok. Trzy firmy włączone w dostawy – Raytheon, Northrop Grumman i Lockheed Martin – dwoiły się i troiły, by dostosować do polskich warunków, jednocześnie próbując przekonać Warszawę, by nieco spuściła z tonu. Latem 2017 roku, tuż po wizycie prezydenta Donalda Trumpa, w czasie której wprost nawiązał do zakupu patriotów, sytuacja była tak napięta że ówczesny wiceminister obrony Bartosz Kownacki przypominał Amerykanom w liście, że w przypadku niespełnienia warunków offsetu kontraktu nie będzie.

Otrzeźwieniem był jednak koszt polskich ambicji: 10,5 mld dolarów wskazane jako maksymalny koszt programu zawierający wszystkie wskazane zamierzenia offsetowe wycenione przez dostawców. Od tej pory było jasne, że dla zbicia ceny do akceptowalnego poziomu – czyli mniej więcej o połowę – trzeba nie tylko szukać oszczędności w każdej pozycji oferty, ale również ograniczyć własne ambicje.

Wartość offsetu miarą ambicji

Niestety, przynajmniej na razie nie wiadomo dokładnie, jak głębokie były cięcia. Porozumienia offsetowe objęte są klauzulą tajności, bo służą bezpieczeństwu narodowemu. Do wiadomości publicznej do tej pory przedostały się jedynie strzępy informacji, jak na przykład to, że Polska zrezygnowała z produkcji własnych kontenerów dla systemu dowodzenia IBCS.

Pod koniec zeszłego roku ówczesny minister Antoni Macierewicz w kilku wypowiedziach i wywiadach sygnalizował, że wymagania offsetowe zostały rozdmuchane przez „niektóre firmy” polskiej zbrojeniówki. Kiedy indziej mówił, że z amerykańskiej oferty – która była przecież odpowiedzią na nasze zamówienie – Polska dopiero wybierze to, co uzna za naprawdę niezbędne. Sygnalizował w ten sposób, że ambicje offsetowe będą urealnione w czasie dwóch tur negocjacji w USA i praktycznie stałych rozmów z delegacjami dostawców w Polsce. Chodziło nie tylko o cenę, która i tak pochłonie dużą część polskiego budżetu modernizacyjnego, ale możliwości absorpcji technologii przez polską zbrojeniówkę.

Amerykańscy dostawcy je zbadali i ocenili, a ta ocena wypadła marnie dla PGZ. Stąd bez żalu rezygnowano z wymagań, którym polskie firmy i tak nie byłyby w stanie sprostać, co zagroziłoby realizacji kontraktu. Ostatecznie, jak podał MON, wartość offsetu uzgodnionego z firmą Raytheon (obejmującego też IBCS z Northrop Grummana) to nieco ponad 224 mln złotych, a zobowiązania Lochkeeda wyceniono na prawie 725 milionów.

Już w trakcie negocjacji docierały z USA sygnały, że to Lockheed Martin będzie w pierwszej fazie kontraktu jego największym beneficjentem i wartość offsetu od tej firmy też będzie największa.

Lockheed wygrywa z Raytheonem – na razie

Komunikat MON potwierdza znany fakt, że największym kosztem jakiegokolwiek systemu antyrakietowego są używane w nim pociski przechwytujące. W przypadku Polski to 208 sztuk bojowych PAC-3 MSE i 11 rakiet szkolnych. Technologia ich budowy jest zastrzeżona przez rząd USA i nie podlega na razie eksportowi, ale Polska chce produkować niektóre ich elementy, komponenty wyrzutni, mieć własne laboratorium testowe i umieć je serwisować – tak ogólnie opisany został offset od największego dostawcy uzbrojenia na świecie, zawarty w 15 zobowiązaniach.

Poza rakietami uzgodniono też większe niż do tej pory wsparcie utrzymania samolotów F-16, których producentem jest LM. 31 obszarów offsetu dotyczy Raytheona i Northropa, ale ich wartość jest dużo skromniejsza. Część projektów obejmuje technologicznie prostsze komponenty, jak produkcja i serwisowanie wyrzutni i pojazdów transportowo-załadowczych, ale też bardzo istotny system dowodzenia oparty o IBCS. Kto wie jednak, czy najważniejszym punktem offsetu od Raytheona nie jest Centrum Administracji i Zarządzania Produkcją, czyli kompetencje do tego, by najbardziej skomplikowany program w historii polskich zbrojeń się powiódł.

Jako swoisty bonus Polska zażyczyła sobie – i według MON uzyskała – licencję na produkcję wspomnianej armaty Bushmaster. Ale trzeba pamiętać, że to wszystko dotyczy tylko pierwszej fazy kontraktu, w której Warszawa zdecydowała się postawić na zdolności antyrakietowe – stąd pełen pakiet pocisków PAC-3 MSE.

Druga faza będzie już zdecydowanie przewagą Raytheona, zarówno gdy chodzi o wartość dostarczanych komponentów, jak i offset. Jego najistotniejszymi elementami będą technologie radarowe bazujące na najnowszych półprzewodnikach z azotku galu oraz rakietowe, gwarantujące Polsce produkcję pocisków SkyCeptor.

I zamówienie, i offset będą mieć przewidywalnie dużo wyższą wartość, ale negocjacje o drugiej fazie Wisły dopiero się zaczną i nie wiadomo, kiedy skończą. Jest oczywistością, że efekty dziś podpisanych umów też poznamy dopiero po latach – ustawa przewiduje, że projekty mają być zrealizowane w ciągu dekady. Wielu ekspertów uważa, że to i tak za mało.

Offsetowa przygrywka do kontraktu stulecia

Zanim przejdziemy do negocjowania drugiej fazy Wisły, musi być podpisana pierwsza. Po parafowaniu umów offsetowych powinna je zatwierdzić Rada Ministrów. Stanie się to najpewniej w najbliższy wtorek. O ile nie nastąpią żadne nieprzewidziane zdarzenia, uroczyste podpisanie zbrojeniowego kontraktu stulecia będzie mieć miejsce w środę w warszawskiej siedzibie jednej ze zbrojeniowych spółek PGZ – PIT-Radwar. To tam w przyszłości miałyby powstawać radary do systemu Wisła, a przynajmniej ich istotne elementy.

O ile potwierdzą się nieoficjalne przecieki, samo podpisanie będzie miało najwyższy status państwowy, niewykluczony jest udział prezydenta i premiera. Polska zrobi wtedy milowy krok do pozyskania systemu, który na Zachodzie wciąż wyznacza najwyższy poziom inwestycji w zbrojenia. Antyrakietowy Patriot jest w użyciu w 13 krajach: poza USA mają go Niemcy, Holandia, Grecja, Hiszpania, Izrael, kilku arabskich sojuszników Ameryki, Japonia, Tajwan, Korea Południowa. Niedawno zamówienie złożyły Rumunia i Szwecja (na systemy w obecnej konfiguracji i bez offsetu).

Polska wersja będzie w założeniu najnowocześniejszą, może się też okazać jedną z najdroższych. Ale poza zapewnieniem zdolności wojskowych ma symbolizować determinację w zbrojeniach i cementować sojusz polsko-amerykański na dekady. Przewidywany czas użytkowania patriotów z IBCS i pociskami PAC-3 MSE to minimum 30 lat.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Dramat dzieci z wrodzonymi wadami

Co roku rodzi się ponad 2 tys. dzieci z głębokimi wadami. Ich rodziców czasem trzeba zastąpić lub im pomóc. Lecz nie ma kto tego zrobić.

Agnieszka Sowa
01.11.2016
Reklama