Kraj

Najlepsi do koryta

Jak zwykle, kiedy zbliża się stacja docelowa, ruch panuje przy korycie.

Gdzie się podziały hasła liderów Prawa i Sprawiedliwości, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy (Kaczyński), o Polsce dojnej (Morawiecki), o służbie i o pokorze (Szydło)? Zamiast tego słyszymy, że pieniądze się im należały. 60–80 tys. miesięcznie w NBP? Dlaczego nie? Premier Morawiecki mówi, że jego celem jest, abyśmy zarabiali tyle co na Zachodzie. No, to zarabiają.

Rafał Ziemkiewicz daje w „Do Rzeczy” ponury obraz „dorobku” trzech lat rządów PiS, po czym konkluduje: „PiS w końcu musi zapytać siebie: Po co rządzi? I wtedy stwierdzi w zdumieniu, że jedyna odpowiedź brzmi: po to, żeby rządzić. Żebyśmy to my, nie oni, obsadzali te spółki, stołki, doili, co jest jeszcze do dojenia. Bo jak nie my, to kto? Złodzieje kamienic i VAT, kombinatorzy od Gawłowskiego i Plichty?”. „Były jakieś cele, jakieś wizje, hasła, ale wszystko to się nie wiadomo jak i kiedy poszło czochrać…”. Jedynym, co się PiS udało, jest opozycja – czytamy.

Ziemkiewicz jest i tak wyrozumiały, bo co prawda nie ma jeszcze obiecanych samochodów elektrycznych, dronów i śmigłowców, ale udało się „przywrócić godność”, położyć edukację, rozłożyć siły zbrojne, zepsuć politykę zagraniczną, rozmontować wymiar sprawiedliwości, któremu już nawet zagraniczne sądy boją się przekazywać podsądnych Polaków, wreszcie zdegradować Polskę na arenie międzynarodowej – od prymusa do trudnego dziecka Europy. Także rozbudować szczujnię mediów publicznych do niespotykanych rozmiarów. Nie jest to mało, jak na trzy lata.

Jak zwykle, kiedy zbliża się stacja docelowa, ruch panuje przy korycie. Media donoszą, że prezes Lotu może stracić fotel lada chwila. Gotuje się w zarządzie Jastrzębskiej Spółki Węglowej, gdzie zmiany wiszą w powietrzu. Wokół spółek Skarbu Państwa trwa nieustająca walka o fotele i stołki. Im bliżej wyborów i zamknięcia kasy – tym większa nerwowość w kolejce. Trochę przypomina to zabawę w komórki do wynajęcia, ale stawką są miliony złotych dla zainteresowanych. I – co ważniejsze – decyzje merytoryczne w spółkach, przy takiej rotacji, nie zawsze mogą być kompetentne. Czy prezes, który ma nóż na gardle, pod którym chwieje się fotel, albo kandydat do tego fotela będą podejmować decyzje racjonalne czy raczej te oczekiwane przez przełożonych?

Według analiz przeprowadzonych przez Sedlak&Sedlak rotacja w giełdowych spółkach Skarbu Państwa na stanowiskach w zarządach wyniosła w 2017 r. 30 proc. posad, a w 2016 r. aż 73 proc. stanowisk. Normalna rotacja na rynku menedżerskim wynosi 15–20 proc. Takie zmiany często są bardzo kosztowne (zwalnianym trzeba wypłacić odprawy). Najlepiej opłacani prezesi zarabiają siedem i więcej milionów rocznie – czytamy w „Parkiecie”.

Takie koncerny, jak KGHM, Energa czy Polska Grupa Zbrojeniowa, to prawdziwe karuzele, żeby nasi mogli się dorobić, chociaż na krótko. – Arkadiusz Siwko, który szefował PGZ przez kilkanaście miesięcy, był przedtem szefem Energi. Radosław Domagalski-Łabędzki, który do marca ub.r. szefował Polskiej Miedzi, według nieoficjalnych wiadomości miał trafić do PGZ. Jego następca, p.o. prezesa Rafał Pawełczak, „wyczyścił kadry spółek z grupy kapitałowej kombinatu” – pisała w sierpniu Karolina Baca-Pogorzelska w „Dzienniku Gazecie Prawnej”. Od miesiąca kombinat ma kolejnego szefa – Marka Chudzińskiego, który wcześniej kierował Agencją Rozwoju Przemysłu. To piąty od czasu wygranych przez PiS wyborów szef miedziowego giganta. Polska Grupa Zbrojeniowa, podobnie jak KGHM, ma już chyba piątego prezesa, czwartego prezesa (dane chyba już nieaktualne) ma Lotos, trzeciego prezesa Grupa Azoty i poznańska Enea.

„Miotła hula” – pisała Anita Błaszczak („Rz”, listopad 2018). Trwa upychanie swoich. W ciągu minionych 12 miesięcy niemal połowa szefów dużych państwowych firm została wymieniona. „Karuzela prezesów wyraźnie przyspieszyła w czasach rządów PiS”. W czasach poprzednich rządów w trzecim roku u władzy barometr prezesów nie przekraczał 30 (procent zmian na stanowiskach). Teraz trzyma się powyżej 40 pkt. W ostatnim roku przyczyniły się do tego rezygnacja szefów Alior Banku i PGZ. „Dziennik Gazeta Prawna” pisze o „karuzeli zawrotnej prędkości”. Od utworzenia rządu PiS prezesi (lub ich p.o.) średnio piastowali stanowiska krócej niż rok. (Aczkolwiek są wyjątki). „Na zbiorowy skok na kasę partyjna armia czekała długie lata, coraz bardziej niecierpliwie przebierając nogami” – pisał Jacek Zalewski w „Pulsie Biznesu”.

Analizując zaplecze finansowe radnych PiS, „Puls Biznesu” pisze: Jednym z rekordzistów jest Paweł Śliwa, który jako wiceprezes do spraw innowacji w Polskiej Grupie Energetycznej zarobił w 2017 r. ponad 1 mln zł. Kolejny milioner to Krzysztof Skóra, u którego w PRL ukrywał się Adam Lipiński, prawa ręka Jarosława Kaczyńskiego. Jako były już prezes KGHM zainkasował w 2016 r. 1,3 mln zł, a w 2017 r. miedziany kombinat dołożył jeszcze 700 tys. z tytułu odprawy. Radni wojewódzcy PiS w kontrolowanych przez Skarb Państwa spółkach i instytucjach w latach 2016–17 zarobili 26,8 mln zł. (Dawid Tokarz, „Puls Biznesu”). Każdy z nich w tym czasie zarobił 350 tys. na państwowym garnuszku. 77 samorządowców najwyższego szczebla z partii rządzącej znalazło pracę w kontrolowanych przez Skarb Państwa instytucjach i urzędach. W 2017 r. zarobili 20,3 mln zł, o 150 proc. i więcej niż przed wyborami.

Czytając o partyjnej armii, warto przypomnieć głośny swojego czasu (1971 r.) artykuł Mieczysława F. Rakowskiego w POLITYCE „Dobry fachowiec, ale bezpartyjny”. Artykuł mógł się wtedy ukazać w klimacie kolejnej odwilży, tej po Grudniu 1970 r., za „wczesnego Gierka”. Był głosem protestu przeciwko faworyzowaniu swoich, czyli partyjnych, i dyskryminacji bezpartyjnych.

„Skoro partia jest kierowniczą siłą, to znaczy, że powinna sprawować bezpośrednią kontrolę nad każdą dziedziną życia – charakteryzował autor panujące zasady. – Jak to osiągnąć? Najłatwiej przez postawienie członka partii na stanowisku kierowniczym!”. Czekamy na kolejną odwilż.

Polityka 4.2019 (3195) z dnia 22.01.2019; Felietony; s. 95
Reklama

Czytaj także

Rynek

Ciemne strony zakupowego szaleństwa

Choć w te święta oszczędzać jeszcze nie będziemy, moda na zakupowe szaleństwa powoli się kończy. Na drodze rozpasanej konsumpcji stają coraz głośniej wyrażane obawy o przyszłość. Zarówno naszych portfeli, jak i naszej planety.

Cezary Kowanda
03.12.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną