Kraj

Kupa wstydu

Nieuprzątnięte nieczystości

Wyprowadzający psy często mają przy sobie woreczek, ale sprzątają tylko wtedy, kiedy w zasięgu ich wzroku znajduje się umundurowany patrol. Wyprowadzający psy często mają przy sobie woreczek, ale sprzątają tylko wtedy, kiedy w zasięgu ich wzroku znajduje się umundurowany patrol. Andrzej Grygiel / PAP
Wyprowadzający psy często mają przy sobie woreczek, ale sprzątają tylko wtedy, kiedy w zasięgu ich wzroku znajduje się umundurowany patrol.

Idzie wiosna, a wraz z nią na osiedlowych trawnikach, skwerach i w parkach w oczy zaczynają się rzucać niesprzątnięte psie odchody. Mimo kampanii społecznych i gróźb kilkusetzłotowego mandatu wciąż niewiele osób przejmuje się obowiązkiem sprzątania po swoich pupilach. W blisko dwumilionowej Warszawie mieszka co najmniej 120 tys. psów (to tylko liczba zwierząt zaszczepionych; brak dokładnych szacunków). Pies załatwia się średnio dwa razy dziennie, co daje blisko ćwierć miliona kup dziennie i ponad 7 mln w skali miesiąca. Jednak w związku z nieuprzątnięciem nieczystości stołeczni strażnicy miejscy wystawili w ubiegłym roku zaledwie 17 mandatów – do tego 51 razy pouczyli właścicieli, a w 7 przypadkach sprawę skierowali do sądu. Wystarczy krótki spacer, aby przekonać się, że liczby te nijak się mają do skali problemu.

Podobnie zresztą wyglądają statystyki z innych miejsc Polski. W 2018 r. w Krakowie: 24 mandaty, 17 pouczeń, 6 wniosków do sądu; w Gdańsku: 10 mandatów, 19 pouczeń, 2 wnioski do sądu; w Poznaniu: 62 mandaty, 18 pouczeń, 1 wniosek do sądu; w Lublinie: 40 mandatów. We wszystkich tych miastach za niesprzątanie po psie grozi nawet 500-złotowa kara. Strażnicy miejscy tłumaczą, że sprawa nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać, i to nie tylko kwestia nieodpowiedniej liczby patroli, ale przede wszystkim społecznej świadomości i presji. Twierdzą, że lepsze efekty daje zwrócenie uwagi i „zawstydzenie właściciela” niż prośba o interwencję straży, ponieważ aby ta była skuteczna, trzeba złapać zwierzaka i jego właściciela „na gorącym uczynku”. Do tego właściciele często udają, że to nie ich pies albo próbują uciekać. Z kolei filmowanie lub fotografowanie osób uchylających się od obowiązku sprzątania i informowanie o tym Straży Miejskiej w praktyce wiąże się z koniecznością pozostawienia swoich danych jako świadka, bo jeśli właściciel czworonoga odmówi przyjęcia mandatu, sprawa trafia do sądu.

Gdańscy strażnicy zwracają uwagę, że wyprowadzający psy często mają przy sobie woreczek, ale sprzątają tylko wtedy, kiedy w zasięgu ich wzroku znajduje się umundurowany patrol. A jeśli nie mają woreczka, a widzą strażników, robią wszystko, aby nie pozwolić psu się wypróżnić. – Zdarzył się też przypadek, że nieprzygotowana do sprzątania odchodów właścicielka psa w obecności mundurowych zabrała nieczystości gołymi rękoma, bo dzięki temu strażnicy nie mieli podstaw do nałożenia mandatu – wspomina rzecznik SM w Gdańsku Wojciech Siółkowski.

Bo oczywiście ważna jest prewencja: akcje społecznościowe, edukacja w szkole (jak katowicka akcja „Zbierzmy się do kupy”), dostępność koszy, toreb i woreczków. Ale, jak się wydaje, nic tak skutecznie nie działa, jak realna groźba utraty 500 zł.

Polityka 11.2019 (3202) z dnia 12.03.2019; Ludzie i wydarzenia. Kraj; s. 7
Oryginalny tytuł tekstu: "Kupa wstydu"
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Jak amerykańskie flippery z Francji do Polski trafiły

Flippery, czyli zręcznościowe, elektromechaniczne maszyny do grania, były kiedyś obowiązkowym elementem wyposażenia w barach, hotelach i... nocnych klubach. O ich losach opowiada Marek Jasicki, który importował je z Francji do Polski.

Łukasz Dziatkiewicz
15.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną