Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Tusk zmienia rząd. Bodnar traci funkcję, przychodzi sędzia Żurek. Czy to dobra zmiana?

Tusk zmienia rząd. Bodnar traci funkcję, nadchodzi sędzia Żurek. Czy to dobra zmiana?

Adam Bodnar i sędzia Waldemar Żurek (w białych T-shirtach) podczas akcji Tour de Konstytucja za rządów PiS i ministra Zbigniewa Ziobry. Częstochowa, 18 czerwca 2021 r. Adam Bodnar i sędzia Waldemar Żurek (w białych T-shirtach) podczas akcji Tour de Konstytucja za rządów PiS i ministra Zbigniewa Ziobry. Częstochowa, 18 czerwca 2021 r. Grzegorz Skowronek / Forum
Ktokolwiek, kto przyszedłby w miejsce Bodnara, jest w sprawie rozliczeń w o tyle dobrej sytuacji, że i bez jego dodatkowych działań zaczną się teraz pojawiać skutki półtorarocznej pracy prokuratury.

Krakowski sędzia Waldemar Żurek będzie nowym ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym. Nominowanie na ten urząd sędziego, i to takiego, który walcząc z upolitycznianiem sądownictwa, doznał prześladowań, ma prawdopodobnie uspokoić sędziów niezadowolonych z dotychczasowego tempa porządkowania wymiaru sprawiedliwości, w szczególności statusu neosędziów. I dać nadzieję na szybsze rozliczanie afer PiS.

Czy to dobra zmiana? I dlaczego Adam Bodnar stracił funkcję?

Czytaj też: Hołownia dał się podejść, Kaczyński posłał mu pocałunek śmierci. Nikt mu już nie uwierzy

Rozliczenia PiS

Jednym z najważniejszych zarzutów stawianych rządowi Donalda Tuska jest „brak rozliczeń”, przez co opinia publiczna rozumie przede wszystkim to, że nikt z odpowiedzialnych polityków władzy PiS „nie siedzi”. To znaczy nie siedzi dłużej niż dwa tygodnie – jak było z Mariuszem Kamińskim i Maciejem Wąsikiem.

Winą za to obarcza się ministra/prokuratora generalnego Adama Bodnara. Mimo że nie jest w mocy ministra nakazać sądowi uwięzienie kogokolwiek. Może jako prokurator generalny popędzać prokuraturę do sprawniejszego prowadzenia śledztw i szybszego stawiania w stan oskarżenia, ale to się musi utrzymać w sądzie. A nie utrzyma się, jeśli dowody są wątpliwe albo czyn, aczkolwiek zły i naganny, nie był przestępstwem – pisaliśmy o tym więcej w tekście „Rozliczamy rozliczenia: raport „Polityki” ze śledztw. Dlaczego ludzie PiS ciągle są bezkarni?”.

Adam Bodnar doprowadził do powstania w Prokuraturze Krajowej czterech zespołów śledczych do spraw „afer PiS” – dotyczących NCBiR, Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, Funduszu Sprawiedliwości czy Pegasusa. Te śledztwa są pod najsilniejszym z możliwych nadzorów. Czy inny minister/prokurator generalny doprowadziłby w półtora roku do „posadzenia” prominentnych członków rządu PiS? Wątpliwe. Ale skoro nie można teraz dać wyborcom konkretnych skutków rozliczeń, to można przynajmniej zmienić ministra i dać im nadzieję, że nowa miotła lepiej posprząta. I premier Tusk właśnie to zrobił.

Ktokolwiek, kto przyszedłby w miejsce Bodnara, jest w sprawie rozliczeń w o tyle dobrej sytuacji, że i bez jego dodatkowych działań teraz zaczną się pojawiać skutki półtorarocznej pracy prokuratury. Natomiast jeśli chodzi o Waldemara Żurka, najbardziej chyba prześladowanego przez władzę PiS sędziego w Polsce, to jako prokurator generalny zostanie postawiony w mocno niezręcznej sytuacji: ma nadzorować rozliczeniowe śledztwa wobec osób winnych jego prześladowania, jak Zbigniew Ziobro (afera Funduszu Sprawiedliwości i Pegasusa).

Sytuacja, w której ofiara nadzoruje rozliczanie swoich oprawców, może się spodobać publiczności, dać nadzieję na spektakularne wyniki, ale nie jest zgodna ze standardami sprawiedliwości i bezstronności. I to może być podnoszone przed sądami i międzynarodowymi trybunałami. Z kolei jeśli Waldemar Żurek publicznie odetnie się od jakiegokolwiek wykorzystywania swojej władzy w tego typu sprawach, to zawiedzie pokładane w nim rozliczeniowe nadzieje opinii publicznej i zniweczy polityczny cel swojej nominacji. Tak źle i tak niedobrze.

Przywracanie praworządności

Adam Bodnar, pracownik naukowy, wykładowca akademicki, działacz na rzecz praw człowieka i były Rzecznik Praw Obywatelskich, jako minister miał dawać gwarancję, że przywracanie praworządności w wymiarze sprawiedliwości nie będzie się działo na rympał, lecz z poszanowaniem europejskich standardów. Tylko że takie poszanowanie sprawia, że skutki nie są spektakularne, więc nie zaspokajają oczekiwań wyborców.

W dodatku nie zaspokoiły oczekiwań sędziów, którzy – prześladowani za PiS – od półtora roku czekają na cofnięcie skutków mianowań neosędziów, ukaranie neoprezesów sądów, zlikwidowanie neo-KRS i rozliczenie jej członków, a także usunięcie z funkcji i rozliczenie rzeczników dyscyplinarnych.

Dawniej rzecznik stowarzyszenia Iustitia, a teraz jej prezes Bartłomiej Przymusiński tuż przed decyzją premiera o rekonstrukcji rządu krytykował Bodnara za opieszałość w tych sprawach. W „Newsweeku” mówił: „Poczucie zawodu jest powszechne. Nie spodziewałem się, że w 2025 r. nadal nie będziemy mieć prawidłowo działającego Trybunału Konstytucyjnego. Ani tego, że o ważności wyborów orzeknie nielegalna Izba Kontroli Nadzwyczajnej. Nie spodziewałem się też, że sędziowie wciąż nie będą mieli dostępu do postępowań przed legalną Krajową Radą Sądownictwa. I nie spodziewałem się, że profesor Krystian Markiewicz dalej będzie musiał walczyć w sądzie z hejterami z afery hejterskiej, a minister Bodnar będzie wnosił o oddalenie jego powództwa” (chodzi o odpowiedź Prokuratorii Generalnej, działającej w imieniu skarbu państwa, w tym wypadku ministra sprawiedliwości, na pozew, w której stwierdzono, że działań hejterskich funkcjonariusze resortu nie wykonywali w ramach obowiązków służbowych, więc skarb państwa za te działania nie odpowiada).

I dalej: „Najważniejszym zadaniem ministra Bodnara jest przywrócenie wymiaru sprawiedliwości na ścieżki zgodne z konstytucją i standardami europejskimi. To obiecał Polkom i Polakom. I zadeklarował w Unii Europejskiej. A realnie zrobił niewiele, by chociażby wykonać wyrok Trybunału w Strasburgu w sprawie Wałęsa przeciwko Polsce”.

Zarzuty dotyczące Trybunału Konstytucyjnego i neo-KRS są o tyle niecelne, że nowelizację ustawy o TK prezydent Andrzej Duda posłał do Trybunału nie-Konstytucyjnego, a ustawę nowelizującą neo-KRS zawetował. Co do uregulowania sytuacji neosędziów – minister Bodnar czeka na opinię Komisji Weneckiej, która miała być w czerwcu. Prawda, dostał już jesienią 2024 r. opinię do założeń tej ustawy i mógłby nie zadawać kolejnych pytań, tylko przygotować projekt i wysłać go do Sejmu. Problem w tym, że Iustitia, sędziowie, którzy walczyli o zachowanie niezależności, płacąc za to prześladowaniami, i wielu prawników chce radykalnej rozprawy z neosędziami przez cofnięcie ich na poprzednie stanowiska. A temu Komisja Wenecka się sprzeciwia.

Bodnar najwyraźniej utknął między dwoma sprzecznymi stanowiskami. Nominacja Żurka, sędziego, działacza stowarzyszenia Themis i zdecydowanego zwolennika cofnięcia neosędziów na zajmowane przed awansem z udziałem neo-KRS stanowiska, ma być zapewne sygnałem dla niecierpliwiących się sędziów, że ustawa zostanie szybko i po ich myśli uchwalona. Oczywiście prezydent ją zawetuje, ale wola polityczna rządu Tuska zostanie jasno zadeklarowana.

Nominacja Żurka daje też sędziom nadzieję, że szybciej potoczą się sprawy rozliczeń prześladujących sędziów rzeczników dyscyplinarnych Ziobry: Piotra Schaba, Przemysława Radzika i Michała Lasoty. Bodnar dopiero niedawno odwołał ich ze stanowisk, co mógł i powinien był zrobić już na początku urzędowania. Ale z ich rozliczeniem, podobnie jak z rozliczeniem bohaterów afery hejterskiej, już nie pójdzie łatwo, bo Izba Odpowiedzialności Zawodowej SN odmawia uchylenia im immunitetów. A na to minister Żurek raczej nic nie poradzi. Znieść Izby Odpowiedzialności Zawodowej nie ma jak, bo nie zgodzi się na to prezydent, a w trybie pozaustawowym nie ma do tego podstawy prawnej w postaci orzeczenia TSUE czy ETPC.

Czytaj też: Dariusz Matecki teraz broni granicy. Przypominamy grzechy męczennika z PiS

Usprawnienie pracy sądów

Nie poprawiła się praca sądów mimo rozmaitych doraźnych zmian, które Bodnar wprowadzał zarządzeniami czy nowelizując rozporządzenia. Sędziów brakuje, bo minister nie ogłaszał konkursów na obsadzanie wakatów, by nie mnożyć neosędziów. Ale nie powstała też w resorcie ustawa o ustroju sądów powszechnych zawierająca koncepcję nowego wymiaru sprawiedliwości ani ustawa zmieniająca ustrój Sądu Najwyższego. A więc prezydent nie ma szansy ich zawetować.

Nie powstała też ustawa nowelizująca procedury karne, cywilne i sądowo-administracyjne, pozwalająca przyspieszyć te postępowania, a przecież miałaby szansę na podpis prezydenta. Owszem, są przygotowywane zmiany w procedurze sądowej, ale w ramach rządowej „deregulacji”. I niekoniecznie chodzi w nich o przyspieszenie postępowań.

Nominacja sędziego na urząd ministra sprawiedliwości rodzi nadzieję, że łatwiej będzie się dogadywał ze środowiskiem w sprawie potrzeb, postulatów i pomysłów reform. Ale w środowisku mogą się odnowić podziały częściowo zasypane wspólną walką. Sędzia Żurek odszedł swego czasu ze stowarzyszenia Iustitia, które przejęła wtedy frakcja walcząca o interesy sędziów rejonowych, i współtworzył konkurencyjne (Themis).

Poza tym nie jest tajemnicą, że o urzędzie ministra sprawiedliwości marzył sędzia Krystian Markiewicz, do niedawna prezes Iustitii, która przygotowała projekty reformujące wymiar sprawiedliwości czy KRS i z pewnością ma nadzieję na ich przejęcie przez resort. Markiewicz jest członkiem Komisji Kodyfikacyjnej Ustroju Sądów i Prokuratury, która przygotowała własne projekty dla ministra.

Żurek jest sędzią od początku lat 90. Od dwóch dekad w Sądzie Okręgowym w Krakowie, którego był przez 14 lat rzecznikiem prasowym. Sądzi sprawy cywilne. Jego niewątpliwą zaletą jest doświadczenie dwu kadencji w Krajowej Radzie Sądownictwa (druga pod koniec przerwana przez PiS). KRS była wtedy ciałem, w którym spotykały się punkty widzenia sędziów, parlamentarzystów czy rządu i wykuwały się kompromisy. Od ponad roku jest zastępcą dyrektora Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury ds. Organizacyjnych. Zainicjował szereg spraw karnych i cywilnych w związku z doznanymi szykanami, w tym pozew o zadośćuczynienie za aferę hejterską przeciwko skarbowi państwa.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Już jedna trzecia Polaków to single. Związki wydają się dziś ciężką harówką, dane są zatrważające

Prof. Tomasz Szlendak o tym, że miłość i związki coraz częściej traktuje się jako ciężką pracę, a romantyczne uniesienia ciągle pozostają pożądane, ale nie są doświadczane.

Joanna Podgórska
06.01.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną