Nowrocky, czyli prezydent z telezakupów Mango. Po pierwsze Polska, po drugie handel fajansem
Najpierw było zdjęcie. Zadowolony z siebie, uśmiechnięty od ucha do ucha prezydent stoi w otoczeniu polskich olimpijczyków, ubrany w czarną koszulkę z napisem „Nowrocky”, czyli hasłem, które reklamowało Karola Nawrockiego w kampanii wyborczej. Nawiązywało sprytnie do słynnego filmu „Rocky” i bokserskiej pasji ówczesnego kandydata PiS. Miało też podkreślać jego waleczność oraz fizyczną sprawność.
Spółka Nowrocky
Fotografia z igrzysk w Mediolanie na pierwszy rzut oka wyglądała niewinnie: ot, prezydent pokazuje, że wspiera polskich sportowców na najważniejszej imprezie czterolecia. Choć mogło nieco dziwić, że głowa państwa nie występuje – jak zwykle to bywa w takich przypadkach – po prostu w biało-czerwonym szaliku albo w oficjalnym stroju reprezentacji. Wnet się okazało, że to niekoniecznie przypadek, bo logo Nowrocky to już zastrzeżony znak towarowy, a do urzędu patentowego zgłosiła go... Nina Nawrocka, czyli osoba o identycznym imieniu i nazwisku jak siostra prezydenta. Zaś wniosek do sądu o zarejestrowanie spółki Nowrocky złożył współpracownik głowy państwa z czasów Muzeum II Wojny Światowej oraz IPN.
Spółka Nowrocky handluje koszulkami, czapeczkami, kubkami, zegarkami, breloczkami, a wszystko z charakterystycznym logo i pod marką Nowrocky oczywiście. Głównym modelem prezentującym stroje jest zaś prezydent we własnej osobie. W asortymencie sklepu są też wzniosłe patriotyczne hasła na T-shirtach, np. „Co Dzień Polak Narodowi Służy”. Z przerwą od służby na handel fajansem, rzecz jasna.
Sprawę ujawnili i opisali dziennikarze Wirtualnej Polski oraz „Gazety Wyborczej”. W komentarzu dla WP rzecznik prezydenta zapewniał, że „prezydent Karol Nawrocki ani Kancelaria Prezydenta nie pozostają w żadnej formalnej lub nieformalnej relacji o charakterze marketingowym czy też finansowym z marką odzieżową Nowrocky”. To o tyle zaskakujące stwierdzenie, że marka odzieżowa promuje prezydenta, jego książkę, działalność fundacji jego małżonki oraz publikuje pod jego zdjęciem np. takie oto wpisy: „Szanowni Państwo, Kochani Patrioci! Jeżeli ktoś z Was chciałby kupić bluzę lub czapeczkę, które ma na sobie Pan Prezydent na zdjęciu, serdecznie zapraszamy do naszego sklepu”.
Albo więc Nawrocki nieodpłatnie użyczył swojego wizerunku firmie wykorzystującej znak towarowy Nowrocky (ale czy wtedy nie byłaby to „nieformalna relacja o charakterze marketingowym”?), albo jego wizerunku używa się bezprawnie na ogromną skalę. Bo o trzeciej możliwości, że oto krewni i znajomi królika za zgodą tego ostatniego postanowili zmonetyzować najwyższą funkcję w państwie, nawet wstydzimy się pomyśleć.
Czytaj też: Polska Partia Kibolska? Wchodzą na salony za Nawrockim, chowają tatuaże i wtapiają się w tłum
Być jak Donald Trump
Gdybyśmy jednak przełamali wstyd i pomyśleli o monetyzacji funkcji głowy państwa, i tak nic nie wskazywałoby na to, żeby w działalności prezydenta Nawrockiego oraz jego rodziny i znajomych było coś nielegalnego. Natomiast trudno byłoby pozbyć się uczucia zażenowania, że wizerunek polskiej prezydentury zostaje sprowadzony do reklamowania internetowego handlu tanią bawełną i zapachami na samochodowe lusterka. Wszystko wyglądałoby też jak mało ekskluzywna wariacja na temat działalności Donalda Trumpa, który bezczelność w mieszaniu prywatnego z publicznym doprowadził do mistrzostwa.
Tak opisywał to w sierpniu ubiegłego roku magazyn „New Yorker”: „Wielkie sumy pieniędzy, które trafiają do Trumpa, jego żony, dzieci oraz ich rodzin, byłyby nie do pomyślenia bez sprawowania urzędu prezydenta: to np. dwumiliardowa inwestycja z funduszu kontrolowanego przez saudyjskiego następcę tronu, luksusowy odrzutowiec od emira Kataru czy zyski z co najmniej pięciu różnych przedsięwzięć na rynku kryptowalut”. Dziennikarz David Kirkpatrick oszacował zyski prezydenckiej familii na prawie 3,5 mld dol.
Ale zauważył też, że oprócz wielkich interesów z krajami naftowymi jednym z licznych biznesów Trumpa jest działalność podobna do pomysłu na markę Nowrocky: „Byłem naprawdę zaskoczony, kiedy uświadomiłem sobie, że oprócz gadżetów wyborczych sprzedawanych przez jego sztab – co robią wszyscy kandydaci, a pieniądze z tego trafiają do funduszu kampanii i nie mogą być wykorzystywane do celów osobistych – Trump Organization ma własny sklep internetowy. Sprzedają tam najróżniejsze produkty z wizerunkiem Trumpa, bardzo podobne do tych kampanijnych, ale te pieniądze trafiają bezpośrednio do prezydenta. Wiesz, 20, 40 dol. za parę klapek, zestaw piankowych etui na puszki piwa albo czapkę z daszkiem. Trump zarabia na tym miliony” – mówił Kirkpatrick w jednym z wywiadów.
Tak że wzór dla marki Nowrocky już znamy. To zresztą rzecz charakterystyczna dla nowej populistycznej prawicy, że za powtarzanymi bez końca komunałami o wolności słowa, patriotyzmie oraz stawianiu ukochanej ojczyzny na pierwszym miejscu kryje się po prostu chęć zarobienia jak największych pieniędzy w jak najkrótszym czasie. Co z punktu widzenia biznesowego jest oczywiście racjonalne, bo jak wiemy, łaska opinii publicznej na pstrym koniu jeździ i za chwilę okres prosperity może być już tylko przyjemnym wspomnieniem.
Różnica między Trumpem a Nawrockim jest jednak taka, że obecny prezydent USA w roli sprzedawcy kryptowalut, złotych tenisówek i miejsc w Radzie Pokoju ma jakiś diabelski urok jedynego w swoim rodzaju drobnego oszusta i spektakularnego prestidigitatora zarazem. A zadowolony Nawrocki paradujący po Mediolanie w koszulce z napisem Nowrocky ma tylko aurę faceta z telezakupów Mango.