Polska 2050 dzieli się na pół. Tę kłótnię koalicja rządowa przetrwa, ale co wydarzy się dalej?
Joanna Mucha, Paweł Zalewski, Michał Kobosko, Paulina Hennig-Kloska, Ryszard Petru, Aleksandra Leo i 14 innych osób opuściło szeregi Polski 2050. Domyka się zatem trwający wiele tygodni proces przepoczwarzania się partii stworzonej przez Szymona Hołownię. Pewne jest jedno: choć decyzje zapadają tu wolno, wszyscy wymienieni ekspresowo zniknęli ze strony Polski 2050. Od dziś mamy też nowy klub parlamentarny w koalicji rządowej. Jak to wpłynie na jej przyszłość? I czy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz wciąż może marzyć o tece wicepremierki?
Polska 2050: posłanki i posłowie odchodzą
W sobotę Rada Krajowa Polski 2050 przyjęła „uchwałę pokojową”. Jej założenie jest proste: do Zjazdu Krajowego wszystkie zmiany personalne w partii są zawieszone. Powód? Spory należy rozstrzygać w zaciszu. Zdaniem „rozłamowców” to była iście „ziobrowa” zagrywka ratująca szefa klubu parlamentarnego Pawła Śliza przed odwołaniem. Śliz poparł kandydaturę Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz na szefową partii, a po drodze pozbawił Aleksandrę Leo funkcji wiceprzewodniczącej klubu. Uchwała przeszła jednym głosem, co tylko podsyciło konflikt.
Najpierw decyzję o opuszczeniu Polski 2050 ogłosiła posłanka Żaneta Cwalina-Śliwowska. Następni byli Joanna Mucha i wiceszef MON Paweł Zalewski, którzy zadeklarowali, że pozostaną niezrzeszeni. Dalej: europoseł Michał Kobosko i była wiceszefowa MSZ Anna Radwan-Röhrenschef. Wreszcie w środę rano Paulina Hennig-Kloska, w otoczeniu kilkunastu parlamentarzystów, zakomunikowała, że pod jej przewodem powstanie nowy klub parlamentarny (Centrum). „Nie widzimy przestrzeni do realizacji naszych postulatów w obecnym ugrupowaniu i klubie parlamentarnym. Bardzo wiele można było ostatnio posłuchać na ten temat. To brak przestrzeni do dialogu i partnerskiej współpracy. Kiedy gratulowałam Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz po wygranych wyborach, powiedziałam, że po czynach nas poznają. To nie słowa, a czyny zdecydują, czy uda nam się zakopać rowy, które powstały w czasie kampanii wyborczej” – powiedziała ministra klimatu i środowiska.
Do nowego klubu dołączą posłowie i posłanki: Mirosław Suchoń, Aleksandra Leo, Ryszard Petru, Marcin Skonieczka, Norbert Pietrykowski, Ewa Szymanowska, Sławomir Ćwik, Rafał Kasprzyk, Elżbieta Burkiewicz, Żaneta Cwalina-Śliwowska, Rafał Komarewicz, Barbara Okula, Barbara Oliwiecka oraz Izabela Bodnar, która z członkostwa w Polsce 2050 zrezygnowała już w lipcu 2025. Była niezbędna, bo do utworzenia klubu parlamentarnego potrzeba 15 posłów. Do ruchu przystąpiło też trzech senatorów: Piotr Masłowski, Grzegorz Fedorowicz i Jacek Trela.
Michał Kobosko (grupa Renew Europe w europarlamencie) zapowiedział, że będzie współpracował z drużyną Hennig-Kloski. „Będziemy budować i realizować idee pozbawione groźnych skrajności, wzmacniające bezpieczeństwo, dobrobyt Polek i Polaków oraz międzynarodową pozycję Polski” – napisał na X.
Hołownia: Na nienawiści nic się nie zbuduje
Michał Danielewski nie mylił się w „Polityce” w swoim proroctwie: Polska 2050 nawet rozejść się nie potrafi. Podzielili się co prawda równo, więc obie grupy będą dysponować klubami sejmowymi, ale czy wszyscy są szczęśliwi? Otóż – nie. Gorzką refleksją podzielił się Szymon Hołownia, przez ostatnie sześć lat formalny i duchowy ojciec ruchu. „Dziś mówią »odchodzimy, dziękujemy«, ale w zasadzie nie mówią, bo ze mną nikt z nich o tym nie rozmawiał, mimo że to ja byłem na początku tej drogi, którą szliśmy” – przekazał w Sejmie. Jak dodał, sytuacja „boli i rozdziera serce”, a przesądziła o niej „nienawiść do Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz”. „Na nienawiści i niechęci niczego dobrego nikt nigdy nie zbudował. To [klub] z całą pewnością nie wystarczy, żeby w wyborach w 2027 r. być czymś więcej niż wypełniaczem list Koalicji Obywatelskiej”, komentował.
Szymon Hołownia stwierdził do tego, że z ugrupowania już dawno należało wyrzucić Ryszarda Petru, a jego „największym rozczarowaniem” jest Paulina Hennig-Kloska, budująca swój klub na „oszustwie” i „zdradach”.
Na tym tle komunikat wydany przez Polskę 2050 wydaje się suchy i techniczny. „Ludzie Polski 2050 dokonali demokratycznego wyboru. Wybrali przewodniczącą. Wybrali drogę zgodną z naszymi wartościami i naszym DNA. Wszyscy kandydaci obiecywali, że zaakceptują wyniki demokratycznych wyborów. Tej obietnicy nie dotrzymali. Posłowie, którzy opuścili Polskę 2050, nie potrafili pogodzić się z demokratyczną decyzją ludzi, którzy tworzą naszą partię”.
Decyzja o podziale była do przewidzenia. O ile jednak jej wynik może wydawać się satysfakcjonujący dla obu stron – „rozłamowcy” z wozu, reszcie lżej – o tyle jej skutki mogą mieć konsekwencje w obrębie rządu.
Polska 2050: ciąg dalszy nastąpi
Podział Polski 2050 na dwie mniej więcej równe sejmowe części stawia kilka pytań. Jedno z nich dotyczy umowy koalicyjnej, zawartej w listopadzie 2023 r., przewidującej koalicję trzech ugrupowań: Koalicji Obywatelskiej, Nowej Lewicy i Trzeciej Drogi (Polska 2050 i PSL). Czy powinno zatem dojść do renegocjacji umowy i uwzględnienia w układance nowego klubu? Prawdopodobnie nie. Sama Koalicja Obywatelska była wówczas wyborczym parasolem dla PO, Inicjatywy Polskiej, Zielonych i Nowoczesnej. Stanowiska rozdzielono między ugrupowania itd.
Dodatkowym zabezpieczeniem w umowie koalicyjnej jest zapis, że jej stronami są „Koalicyjne Komitety Wyborcze” i „Komitety Wyborcze”, a nie konkretne partie.
A czy ministrowie-rozłamowcy z nadania Polski 2050 (Paulina Hennig-Kloska, Paweł Zalewski) mogą spodziewać się dymisji? To wątpliwe z kilku powodów. Po pierwsze, formalnie nic się nie zmienia, gdyż Centrum chce zostać w rządzie, a wywodzi się z „Koalicyjnego Komitetu Wyborczego Trzecia Droga Polska 2050”. Po drugie, Hennig-Kloska miała w ostatnich dniach informować premiera Donalda Tuska o swoich zamiarach i z pewnością zadbała o stan posiadania swój i swoich kompanów. Wreszcie po trzecie, dla Tuska, który ma ostatnie słowo w sprawie rządowych posad, znacznie korzystniejsze jest rozdzielanie stanowisk między większą liczbę klubów.
Rozłam może natomiast przekreślić szanse Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz na tekę wicepremierki. Straciła połowę „szabel”, w rządzie wciąż ma trzy teki ministerialne (własną, Marty Cienkowskiej i Adriany Porowskiej) oraz 13 wiceministerialnych. Polityka bywa nieprzewidywalna, ale powróżę. W mojej ocenie teraz większe szanse na wicepremierostwo ma Paulina Hennig-Kloska niż jej była szefowa.