Fenomen: Cimoszewicz
Im go mniej, tym więcej - tak można powiedzieć patrząc na wyniki kolejnych prezydenckich rankingów.

Włodzimierz Cimoszewicz, gdy tylko się w nich pojawia wprowadza spore zamieszanie w czołowej stawce. Regularnie już spycha na trzecie miejsce urzędującego prezydenta, którego pozycja mimo kolejnych zmian wizerunku słabnie, a ostatnio w potencjalnej drugiej turze wygrywa z niezagrożonym dotychczas premierem Donaldem Tuskiem. Andrzej Olechowski, który miał być wielką nadzieją wyborców centrowych, przestaje się w tej stawce liczyć.

Cimoszewicz niezmiennie deklaruje, że w wyborach prezydenckich nie wystartuje, ale fakt wysokiego poparcia każe zastanowić się nad jego fenomenem. Czy jego wysoka pozycja jest wynikiem naturalnego zmęczenia nieustannymi zmaganiami głównych aktorów, czy też jest w tym coś więcej, przede wszystkim oczekiwanie na inną prezydenturę, nie uwikłaną partyjnie, spokojną, odpowiedzialną, reprezentacyjną i zdolną do międzypartyjnej współpracy, co pokazał współpracując z rządem w trakcie kandydowania na stanowisko sekretarza generalnego Rady Europy i nie zgłaszając żadnych pretensji pod adresem premiera czy MSZ, gdy przegrał.

Zapewne w tej wysokiej pozycji Cimoszewicza mieszczą się wszystkie oczekiwania. Polscy politycy zużywają się szybko. Nie dawkują nam swojej obecności z minimalną choćby ostrożnością. Zapełniają ekrany telewizyjne nawet, kiedy nie mają nic do powiedzenia. W pośpiechu, aby w każdej sprawie zająć stanowisko, wyprzedzić politycznych konkurentów, bez mała się zadeptują. Cimoszewicz nie ma tej nachalnej potrzeby, by ciągle istnieć i wszystko skomentować. Konsekwentnie trzyma się z dala od partyjnych gier. Ma też niezmienne przekonania. W czasie, gdyż SLD wykonuje najróżniejsze salta wchodząc w koalicje z PiS, czego przykładem alians medialny, Cimoszewicz niezmiennie powtarza, że to rządy PiS są największym zagrożeniem. W czasie obecnego kryzysu, jako jedyny polityk wywodzący się z nurtu lewicowego miał odwagę powiedzieć, że kto podkłada nogę temu rządowi szkodzi krajowi. Zrobił to wówczas, gdy jego byli koledzy wspólnie z PiS rzucili się do powoływania komisji śledczych, a Grzegorz Napieralski wręcz stwierdzał, że kwestia CBA nie jest już ważna, bowiem ważna jest afera hazardowa. W wysokiej pozycji Cimoszewicza jest zapewne też świadomość krzywdy, jaką mu wyrządzono brutalnie eliminując z poprzednich wyborów. Krzywdy, którą warto byłoby naprawić. Być może premier Tusk popełnił błąd nie proponując mu na przykład stanowiska ministra sprawiedliwości, nawet gdyby się to części Platformy nie podobało. Pojawiły się wprawdzie komentarze, że chce pozbyć się konkurenta, ale wiarygodność rządu mogłaby jednak wzrosnąć. Fenomen Cimoszewicza zawiera się bowiem także w tym, że jest politykiem wiarygodnym.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj