Filmy dokumentalne o tym, co i jak jemy

Wiesz co jesz? Obejrzyj!
Coraz rzadziej gotujemy, coraz częściej kupujemy gotowe. Warto się jednak zastanowić, co tak naprawdę jemy. Czy to jeszcze żywność, czy już efekt pracy zastępów chemików? Odpowiedź na to - i inne pytania - próbują udzielić dokumentaliści.
materiały prasowe

materiały prasowe

materiały prasowe

materiały prasowe

materiały prasowe

materiały prasowe

Jedni postrzegają żywność jako obiekt sztuki. Inni grzmią, że ta dzisiejsza jest sztuczna, bo nafaszerowane chemią i trzeba się dobrze zastanowić, nim się cokolwiek połknie. 

Nasze nawyki żywieniowe zmieniają się z roku na rok, a twórcy filmów dokumentalnych w sumie mogli by nic nie robić, jedynie stanąć z boku i to rejestrować. Nawet komentarz potrzebny nie jest. Wystarczy przywołać fakty z nieodległej historii. W 1968 r. McDonald’s, który występuje tu jako przykład typowy dla całej branży, miał „niespełna” 1000 barów szybkiej pokarmowej obsługi.  Dziś ma ich ok. 40 razy więcej, a każdego roku przybywa 2000 nowych. A przecież McDonald's, choć stał się popkulturowym symbolem, to tylko jeden z wielu elementów całego przemysłu żywieniowego, w który wchodzą sieci restauracji i barów, farmy-fabryki, gdzie masowo produkuje się mięso i rośliny, przetwórnie, wielkie markety.

Jeszcze w latach 70. trzy czwarte domowego budżetu Amerykanów szło na zakup produktów niezbędnych do przygotowania domowych posiłków. Teraz większość kupuje się gotowe. Wychodzi na to, że tak jest i taniej, i szybciej. Ale połowa wspomnianego wcześniej budżetu idzie na fast foodowe śmieci. To zjawisko - tym bardziej, że ma charakter globalny - nie mogło umknąć uwadze twórców kina zaangażowanego.

Oto 5 najważniejszych filmów dokumentalnych traktujących o dostępnej dziś żywności i związanych z nią kontrowersjach.

„Fast Food Nation”

W 1999 r. dziennikarz śledczy magazynu “Rolling Stone” Eric Schlosser podjął temat wpływu amerykańskiego przemysłu fast foodowego na lokalny i globalny model żywienia. Pisał o dynamicznym rozwoju fast foodów, ich coraz to większym przełożeniu na żywieniowe nawyki Amerykanów, o zmianach w relacjach międzyludzkich, jakie z powodu śmieciowego jedzenia zachodziły. W 2001 r. powstał film, którego Schlosser był współscenarzystą. Mimo że niskobudżetowy, reżyserowi „Fast Food Nation”, Richardowi Linklaterowi udało się namówić do występu w nim największe gwiazdy, m.in. Patricię Arquette, Ethana Hawke'a i Bruce'a Willisa. Produkcją zaś zajął się Malcolm McLaren.

Oto mamy Mickey's Fast Food Restaurant, którego manager musi stawić czoło poważnemu problemowi: mrożone mięso do ich sztandarowego produktu – „Big One’a” - okazuje się skażone. Co z tym fantem począć? Nie wiadomo, ale można się przy okazji lepiej przyjrzeć firmie od kuchni. Jak się okaże, ma ona więcej ciemnych (tzn. brudnych) stron, niż można było wcześniej przypuszczać. W tzw. międzyczasie sporo się dowiemy np. o marketingu Coca-coli, która na swoich idealnych konsumentów wytypowała 8-latków. Pod przykrywką różnego rodzaju programów edukacyjnych i sponsoringu zacnych imprez edukacyjnych, przemyca do szkół – w ramach wymiany – tysiące maszyn z puszkami. W tym wieku kształtują się nawyki żywieniowe, które trudno będzie w późniejszym czasie zmienić. "Fast Food Nation" porusza też problem otyłości, który to temat odgrywa w filmie niepoślednią rolę.

„Super Size Me”

A jeśli otyłość, to obraz Morgana Spurlocka „Super Size Me”. Na potrzeby swego dokumentu przedzierzgnął się w królika doświadczalnego. Wcześniej facet zdrowy, w formie i dbający o swoją kondycję, postanawia faszerować się dzień w dzień tylko tym, co można kupić w McDonald’sie. Pod okiem lekarza, dodajmy. Marskość wątroby, zawał serca – to tylko nieliczne z zagrożeń, jakie czyhają na mającego coraz mniej siły Spurlocka. Na eksperyment dał sobie miesiąc, ale z dnia na dzień opadał z sił. Kłopoty z chodzeniem, trawieniem, apatia. I jeszcze te wymioty przez okno samochodu, tuż po zaopatrzeniu się w McDrive’ie i szybkiej konsumpcji, rozwodnionej litrami przesłodzonych napojów gazowanych.

To w gruncie rzeczy film o tym, jak niewiele szacunku mamy do własnego ciała. O tym, jak dręczymy je na własne życzenie, nie myśląc o konsekwencjach. A te mogą być zabójcze. (Autor, dodajmy, przeżył, choć po zakończeniu realizacji filmu dochodził do siebie bardzo długo.)

„Fat Head”

Niektórym „Super Size Me”  wydał się na tyle głupi i tendencyjny, że postanowili odreagować w postaci nakręcenia własnego filmu. W 2009 roku, niejako w odsieczy Spurlockowi, powstał inny dokument, tłumaczony u nas dwojako - „Grubsi nie głupsi” oraz - ostrzej - "Jak dobrze napchać wora". Tom Naughton, znany wcześniej w branży filmowej jako producent wykonawczy serialu „Z akt FBI”, próbuje w nim (dość skutecznie, bo racjonalnie, trzeba przyznać) udowodnić, że to nie fast foody winne są naszym problemom zdrowotnym. Winne są przede wszystkim brak ruchu, nadmiar cukru i predyspozycje genetyczne. To te przewiny robią z nas niesprawnych fizycznie grubasów.

„Food Inc.”

O tym filmie krytycy pisali, że po jego obejrzeniu na zawsze zmienią się u widzów nawyki zakupowe, a co za tym idzie - i żywieniowe. Że nie będziemy już zmiatać z półek do sklepowego koszyka wszystkiego, co popadnie, że przestaną dla nas odgrywać jakąkolwiek rolę reklamy. Że wreszcie - zaczniemy myśleć nie tylko o napchaniu własnych żołądków, ale i o tym, jaką drogę strawa musiała przebyć, nim do nich trafiła.

Jest i o żywności modyfikowanej genetycznie, i o makabrycznych nieraz warunkach, w jakich przetrzymywane są zwierzęta przeznaczone do uboju. Kilka ciekawych rzeczy znajdą tu też ci, których interesują wszelkie uregulowania prawne branży żywieniowej. Jak się okazuje, zbyt precyzyjne przepisy mogą czasem działać na niekorzyść tak farmerów, jak i konsumentów. Gdzie leży złoty środek? Nie wiadomo.

“McLibel”

Złote środki (w sensie dosłownym) ma za to McDonalds. To firma zasobniejsza finansowo niż niejeden kraj. A skoro dużo ma, to i dużo może. Więcej niż powinna. "McLibel" Franny Armstrong i Kena Loacha z 2005 roku dokumentuje to, jak - począwszy od lat 90. ubiegłego wieku - McDonalds dokonywał zamachu na wolność słowa, grożąc procesami wszystkim, którzy próbowali głośno mówić o tym, co im się w działalności firmy nie podoba. Robił to skutecznie do czasu, aż nie trafił na dwoje działaczy Greenpeace'u - Davida Morrisa i Helen Steel. (Bez obaw! Wbrew pozorom, nie ma tu ekoterrorystycznej indoktrynacji; film trzeba zobaczyć!)

Jednak przed usadowieniem się wygodnie na kanapie i obejrzeniem "McLibel" warto rzucić okiem, choćby pobieżnie, na kanadyjski film "Korporacja" Jennifer Abbott i Marka Achbara z 2003 roku. To niejako wprowadzenie do kontrowersyjnych mechanizmów działania dzisiejszych molochowatych firm, gdzie przestają się liczyć ludzie i ich zdrowie. Dramat, nie dokument - chciałoby się rzec, ale obowiązkowy.

***

Przedstawiciele wielkich firm produkujących i sprzedających żywność podkreślają, że wymienione wyżej filmy pokazują tylko jedną stronę problemu. Trudno jednaki twórcom odmówić zaangażowania. Ci, których zaciekawiła ta okołofastfoodowa tematyka, mogą się wybrać do kina, bowiem na ekrany wszedł właśnie dokument z Planet Doc Review - "Zanim przeklną nas dzieci". Mimo że jego reżysera, Jeana-Paula Jauda, niektórzy zaliczają "do prężnie działającej frakcji szerzącej apokaliptyczną wizję zagłady pod wpływem zanieczyszczenia środowiska" - jak pisze recenzent "Polityki" Janusz Wróblewski, film warto obejrzeć. Choćby po to, by dowiedzieć się, do czego może doprowadzić nadmierne stosowanie środków chemicznych przy produkcji żywności.

Smacznego oglądania!


Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj