Literatura kontra internetowa kleptomania

Napisz – wydrukuj – wklej
Czy zachodnia kultura literacka przetrwa, zagrożona przez internetową kleptomanię, wyklejankę z zapożyczeń?
Piotr Socha/Polityka

Kali e-bookowa
Javier Candeira/Flickr CC by SA

Kali e-bookowa

O nowej sytuacji literatury w dobie e-booków i iPadów rozmawiano dużo podczas zakończonych niedawno lipskich Targów Książki. Zaczęło się od apelu niemieckich pisarzy, z Günterem Grassem i Christą Wolf na czele, którzy zaprotestowali przeciwko przyznaniu nagrody literackiej 17-letniej Helenie Hegemann. Nad jej bestsellerem, „Axolotl Roadkill” (tyle co „Rozjeżdżanie płazów na drodze”), krytyka piała z zachwytu. Wielki talent, niemiecki Kerouac.

Piekło niekochanych, krzyk rozpaczy, narkotyki, nocne kluby, seks – i wszystko opisane precyzyjnym, soczystym językiem. Tymczasem internauci zaczęli szperać i znaleźli – około 10 proc. powieści zostało żywcem ściągnięte od blogersów. Gdy felietoniści zaczęli się oburzać, autorka łatwo ich uspokoiła, wskazując na wyznanie swej bohaterki, że inspiracje czerpie, skąd się tylko da. A więc to nie twoje? Nie, z Internetu...

Internetowa wspólna własność duchowa

Zatem plagiat czy literatura ery elektronicznej, w której własność duchowa jest wspólna? Kradzież czy kolaż tworzony na zasadzie kopiuj – wklej? Po dramatycznym apelu koryfeuszy literatury w ostatnim momencie zmieniono decyzję. Laureatem lipskiej nagrody został Georg Klein, rocznik 1958, autor bardziej potulnej „Powieści o naszym dzieciństwie”.

Czy jednak dinozaurom naprawdę udało się rozkruszyć śmiertelny meteoryt? Blogersi nie widzieli sprawy. Wprawdzie za ściąganie wylatuje się z egzaminu – pisano – ale „w naszym otoczeniu społecznym 17-latka musi odpisywać, ponieważ jeszcze niczego nie przeżyła”. A całą aferę wywołały wydawnictwa i media, bo było im głupio, że nastolatka dała sobie z nimi radę.

„Jorge Isaacs – pisał któryś z niemieckich blogersów – to jeden z największych pisarzy latynoskich. Jego »Maria« należy do literackiego kanonu. Ale właśnie ona jest »zapożyczeniem« z »Pawła i Wirginii« Bernardina de Saint Pierre. Dzieło Hegemann jest o tyle plagiatem, że niektóre fragmenty przepisała dosłownie. Powinna była opowiedzieć je własnymi słowami. Przypadkowa czy logiczna zgodność idei nie jest plagiatem”.

To prawda. Można by dodać, że Goethe ściągał z Marlowe’a, Mickiewicz naśladował Goethego. A z Mickiewicza cała fura, nie tylko Wyspiański czy Bryll... W takich wypadkach literaturoznawcy mówią, że autor opierał się na..., przejął motywy od..., zainspirował się... Do XX w. własność literacka to był pusty śmiech. A i potem – kto z największych nie sięgał do antycznych mitów, renesansowych opowieści czy barokowych gawęd?

Sklejanka z zapożyczeń

To nie genialne nastolatki zagrażają europejskiej kulturze literackiej. W końcu Dorota Masłowska przebiła się do głównego nurtu. Niemniej niszczenie twórczości przez edytora tekstu jest zjawiskiem nowym i aktualnym. I nie jest to tylko zjawisko niemieckie. W Ameryce krytycy łamią sobie głowę nad książką Davida Shieldsa „Głód rzeczywistości”. Autor uważa ją za manifest nowej literatury, która ma zastąpić wypalone gatunki i stanowić już tylko wystrzygankę zapożyczeń – najlepiej bez podania źródeł, bo w końcu wszyscy jesteśmy właścicielami tego, co już zostało stworzone. Jego książka (219 stron) składa się z 618 paragrafów – i w połowie jest przepisana. Pod naciskiem prawników Shields zgodził się na ujawnienie źródeł – w specjalnym dodatku.

Problem polega na tym – tłumaczy autor w wywiadach – że „sztuka to kradzież”. Wszystko, co pamięć przetwarza, jest literaturą, na którą składają się okruchy otaczającej nas pozaliterackiej fikcji: polityki, reklamy, TV, opowieści z życia celebrytów... Dlatego pisarz ma prawo do woli korzystać z fragmentów świata przedstawionego, ponieważ te zapożyczenia stanowią jego realny świat. W końcu „każdy, kto pisze o sobie, kłamie, tworzy osobę bardziej żałosną lub bardziej interesującą czy bardziej witalną, niż był w rzeczywistości”. Konfabulacja jest częścią naszego życia...

Podobnie jak w Niemczech w wypadku Heleny Hegemann, amerykańska krytyka literacka nie bardzo wiedziała, co zrobić z tym fantem. Solidny „New Yorker” pomstował na kleptomanię, ale nie mniej poważny „New York Times” widział w tych wystrzygankach zapowiedź zasadniczych zmian w traktowaniu literatury, w której fikcja i rzeczywistość mieszają się ze sobą.

Zatem nasz spór wokół Kapuścińskiego i „śmierci polskiej szkoły reportażu” mieści się w głównym nurcie dzisiejszych debat. Niemiecki pisarz Thomas Hettche obawia się, że powieść panny Hegemann i manifest Shieldsa to symptom śmiertelnego zagrożenia literatury, jednego z fundamentów zachodniej umysłowości, która do niedawna składała się z powieści, wierszy, opowiadań. Z twórczości podlegającej pewnym kryteriom estetycznym i treściowym. Teraz rozpadają się nie tylko gatunki, ale także cała kultura literacka, obejmująca książki, księgarnie, kawiarnie literackie, lokalne biblioteki i kółka czytelnicze, a przede wszystkim – indywidualną twórczość.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną