Chiny oczami literatów

Chińska gra cieni
Ukazującą się właśnie w Polsce autobiograficzną opowieść noblisty Mo Yana warto czytać równolegle ze wstrząsającymi rozmowami Liao Yiwu, ubiegłorocznego laureata nagrody im. Kapuścińskiego. Obie książki stanowią znakomity zapis chińskich stu lat samotności.
Liu Xiaobo, laureat nagrody pokojowej (2010 r.).
Heiko Junge/EPA/PAP

Liu Xiaobo, laureat nagrody pokojowej (2010 r.).

Mo Yan, laureat nagrody literackiej (2012 r.).
Yan Bing/DPA/PAP

Mo Yan, laureat nagrody literackiej (2012 r.).

Liao Yiwu, laureat nagrody pokojowej niemieckich księgarzy i nagrody im. Kapuścińskiego.
Frank Leonhardt/EPA/PAP

Liao Yiwu, laureat nagrody pokojowej niemieckich księgarzy i nagrody im. Kapuścińskiego.

Nobla w naukach ścisłych lub ekonomii Chińczycy jeszcze nie mają. Ale te trzy – dwa literackie (2000 i 2012) i jeden pokojowy (2010) – pozwalają odczytać zawiły kontur kraju, który dziś jest w centrum światowej uwagi.

W „Zmianach” Mo Yan opowiada o rodzinnej gminie Gaomi, o matce analfabetce, która gadułów uważała za darmozjadów. Stąd przydomek Mo Yo – Milcz. Ale też chętnie słuchała jego opowieści. Urodzony w 1955 r. Guan Moye – tak się naprawdę nazywa – był dzieckiem brzydkim i nielubianym. Samotnie pasał bydło i bujał w obłokach. Wierzył, że ptak może się zmienić w człowieka, a człowiek w zwierzę. Pytany, skąd w nim tyle fantazji, odpowiada, że wierzył w duchy i „uszami czytał wielką księgę życia”. Jego literacką wrażliwość ukształtowała tradycja jarmarcznych bajarzy, bieda i głód: „Na nieszczęściu opiera się szczęście, a za szczęściem kryje się nieszczęście” – cytuje Lao Tse, filozofa sprzed 2500 lat.

Jego sto lat marzycielstwa skończyło się, gdy zaciągnął się do wojska, by poznać świat. Mówi, że karierę pisarza zawdzięcza reformom Deng Xiaopinga. W wojsku pisał poprawne opowiadania o nieskazitelnych bohaterach. W powieściach Faulknera i Marqueza znalazł pokrewne dusze. Uprzytomnił sobie, że jego Gaomi to „chiński mikrokosmos” i kopalnia zdarzeń, legend i postaci. Jego „Klan czerwonego sorga” stał się podstawą świetnego filmu, nagrodzonego Złotym Niedźwiedziem w Berlinie. A po śmierci matki w ciągu 83 dni napisał o niej swą pierwszą powieść „Obfite piersi, pełne biodra”.

Nigdy nie był dysydentem. Pisarz – mówił w Sztokholmie odbierając Nobla – jest częścią społeczeństwa; ma własne poglądy, ale musi uwzględnić zdanie ogółu, by „wszystkich włączyć do pisania swego dzieła”. Zarazem wie, że w każdym jest „coś nieokreślonego, czego nie można jednoznacznie nazwać słusznym lub niesłusznym, złym lub dobrym. To pole dla talentu pisarza”.

Obszarnik pod postacią zwierząt

Za swe najważniejsze powieści Mo Yan uważa (nieznaną jeszcze w Polsce) „Torturę sandałowego drzewa”, panoramę chińskiej prowincji w schyłkowej fazie cesarstwa na przełomie XIX i XX w., oraz „Zmęczenie powrotami do życia” – 50 lat rządów komunistycznych w rodzinnym Gaomi, opowiedziane przez rozstrzelanego w 1949 r. obszarnika, któremu książę ciemności pozwala wrócić na ziemię w postaci osła, potem wołu, następnie psa, świni i wreszcie małpy. Tytuł świadomie nawiązuje do klasycznych pism buddyzmu. Mimo dystansu do religii Mo Yan znajduje w buddyzmie „prawdziwą świadomość uniwersum” i przekonanie, że „cała szarpanina w życiu człowieka nie ma znaczenia”.

Bohaterem powieści jest Lan Lian, który skorzystał na parcelacji ziemi obszarnika, ale jako jedyny we wsi nie wstąpił do spółdzielni rolnej i wytrzymuje wymyślne szykany. To u niego były obszarnik znajduje opiekę w kolejnych wcieleniach. Pomysł fantazyjny, ale i z życia wzięty. Mo Yan przyznaje się do wyrzutów sumienia, że wraz z innymi dręczył byłego obszarnika, który na wiejskiej drodze codziennie popychał wózek ciągnięty przez kulawego osła, prowadzonego przez kobietę z ciasno owiniętymi stopami. Te zniekształcone nogi wskazywały na jej wyższe pochodzenie. Na pomysł powieści wpadł w 2005 r., gdy na ścianie świątyni zobaczył buddyjski krąg życia. 800 stron napisał w ciągu 43 dni. Zużył 50 cienkich flamastrów.

 

Gao Xingjian, chiński noblista z 2000 r., jest wdzięczny Francji, że go przyjęła po masakrze studentów w Pekinie 4 czerwca 1989 r. Urodził się w 1940 r. i trochę poznał dawne Chiny. Jeszcze w gimnazjum czytał zachodnich pisarzy. Potem maoizm popchnął go ku starożytnej kulturze chińskiej. Nad „Górą Duszy” (1988 r., wyd. polskie Rebis 2004) pracował 9 lat. Jej narrator – gdy okazuje się, że śmierć z niego zakpiła, bo nie ma raka – rusza z Pekinu w podróż po krainie Lao Tse, by dotrzeć na Górę Duszy, choć nie wiadomo, czy ona istnieje. Rozmawia z ludźmi, słucha legend o bandytach i ich kochankach, o tajemniczych zaginionych, o zwierzętach i demonach. W Europie tę opowieść czytano jako odczynianie czarów nad dzisiejszymi Chinami. Także jako opowieść o samotnym poszukiwaniu własnej karmy.

Trzeci noblista, Liu Xiaobo, laureat nagrody pokojowej z 2010 r., to dla władz chińskich kamień obrazy. Urodzony w 1955 r., też jest pisarzem i w czasie rewolucji kulturalnej został zesłany na wieś. W 1977 r. był jednym z pierwszych, którym pozwolono wrócić na studia. W 1988 r. obronił doktorat i na kilka miesięcy wyjechał do Norwegii i USA. Wiosną 1989 r. wrócił i wziął udział w demonstracjach studenckich. 4 czerwca przekonywał studentów, by nie stawiali oporu. Niemniej został wyrzucony z pracy i uwięziony. Po zwolnieniu z więzienia w 1991 r. ponownie włączył się w ruch demokratyczny. W 2009 r. za podpisanie dysydenckiej Karty 08 został aresztowany i skazany na 11 lat więzienia.

W mowie, którą chciał wygłosić przed sądem, tłumaczył, że dysydentem został dopiero pod wpływem masakry 1989 r., że nie jest wrogiem ludzi, którzy go śledzili, uwięzili i przesłuchiwali; nie akceptuje ich metod, ale respektuje ich profesję. Docenia politykę reform, która pozwoliła odejść od „filozofii walki”. Miał nadzieję, że dowodem postępu będzie wyrok, „który wytrzyma próbę historii”. Tej mowy nie wygłosił. Gdy został skazany, Herta Müller i Vaclav Havel wystąpili dla niego o Nagrodę Nobla.

Nobla dla Liu Xiaobo władze w Pekinie uznały za „bezczelną ingerencję” w wewnętrzne sprawy Chin. Jego żonie zezwolono na widzenie z mężem, ale zamknięto ją w areszcie domowym. Swą nagrodę przekazał ofiarom 4 czerwca 1989 r. Gdy była wręczana, na jego fotelu leżał bukiet kwiatów. Podobnie jak w 1936 r., gdy tę samą nagrodę otrzymał uwięziony w III Rzeszy publicysta Carl Ossietzky.

Gdy Mo Yan dowiedział się, że sam został noblistą, wyraził nadzieję, że teraz Liu Xiaobo zostanie zwolniony. Nic z tego.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną