Czy sukcesy „Czarnej Pantery” i „Wonder Woman” odmienią kino komiksowe?
„Czarna Pantera” jest najbardziej kasowym filmem superbohaterskim w historii amerykańskiego kina. Wcześniej olbrzymi sukces odniosła „Wonder Woman”. Jak to się ma do przekonania, że kobiety i czarnoskórzy nie są zainteresowani kinem komiksowym?
Kadr z filmu „Czarna Pantera”
mat. pr.

Kadr z filmu „Czarna Pantera”

Jeśli ktoś wątpił, że nadchodzą zmiany, ostatnie miesiące musiały go przekonać, że jest zgoła inaczej. Najpierw „Wonder Woman”, czyli adaptacja komiksu z kobietą w roli głównej (Gal Gadot), daleko w tyle zostawiła swoich kolegów, Batmana i Supermana, nie ustępując nawet „Lidze Sprawiedliwości”, w której wprawdzie i ona się pojawiała, ale oddając pole mężczyznom. A w miniony weekend „Czarna Pantera” („Black Panther”) zgarnęła kolejnych kilkanaście milionów dolarów, co w sumie przełożyło się na oszałamiające 630,9 mln dol. w samych Stanach, a także na miano najbardziej kasowego filmu superbohaterskiego w historii Ameryki. Tak, „Pantera” pobiła i „Avengersów”, i uwielbianego zarówno przez fanów, jak i krytyków „Mrocznego rycerza” z nagrodzoną Oscarem rolą Heatha Ledgera jako Jokera.

I choć globalnie czarnoskóry bohater T’Challa wciąż musi uznać pierwszeństwo Avengersów (1,2 miliarda „Pantery”, 1,5 miliarda „Avengers”), sukcesu najnowszej produkcji Marvela nie sposób negować.

Czytaj także: „Wonder Woman” – nadchodzi czas superbohaterek

Kobiety i Afroamerykanie chcą się utożsamić

Pytanie brzmi, czy „Czarna Pantera” i „Wonder Woman” odniosły takie sukcesy, bo są to historie z czarnoskórym superbohaterem i kobietą w rolach głównych? Z pewnością. Po latach, długich latach dominacji białych mężczyzn w trykotach z pewnością zarówno Afroamerykanie, jak i kobiety z radością przyjęły komiksowe fabuły skierowane do nich, pokazujące postaci, z którymi mogą się identyfikować. Dotychczas grupy te może i były zainteresowane, ale nie w pełni „zagospodarowane”. Studia filmowe wiedzą już, że ich siła jest co najmniej równa sile starej, stereotypowej grupy komiksowej, czyli chłopców i mężczyzn o białym kolorze skóry.

Rzecz jasna T’Challa i Wonder Woman wypłynęli na fali świetnego piaru i ogólnej radości mediów, zwłaszcza tych bardziej liberalnych.

„Czarna Pantera” i „Wonder Woman” – po prostu dobre kino

Co jednak w dyskusjach o wynikach kasowych tych filmów się pomija, to że oba są bardzo udanymi produkcjami superbohaterskimi. „Wonder Woman” wprawdzie ma problemy z trzecim aktem i w finale mocno rozczarowuje. Najlepszy wynik finansowy spośród filmów DC Comics z ostatnich lat można tłumaczyć tym, że to jest, po prostu, najlepszy film DC Comics ostatnich lat. Podobnie „Czarna Pantera” – to miła odmiana w Marvelu, który cierpiał ostatnio na powtarzalność i nie licząc „Thora: Ragnaroku”, który do kin wszedł niedługo przed „Panterą”, poprzedni naprawdę świeży i unikalny film miał w 2014 roku, kiedy debiutowali „Strażnicy galaktyki”.

W skrócie: nie trzeba być ani kobietą, ani Afroamerykaninem, by polubić „Czarną Panterę” i „Wonder Woman”. Zresztą kobiety, Azjaci, Latynosi czy Afroamerykanie przez lata zmuszani byli do oglądania wyłącznie Tonych Starków, Thorów czy Supermanów, więc i drugiej stronie nie zaszkodzi odrobina różnorodności.

Czytaj także: Pierwszy czarnoskóry bohater wkracza na ekrany

Szansa dla kina o superbohaterach

Niezależnie jednak od przyczyn kasowych sukcesów obu filmów ostatecznie skorzystają na tym wszyscy fani komiksów, bez względu na płeć czy kolor skóry, bo to oczywiste, że podążające za modami studia filmowe będą teraz stawać na głowie, by nawiązać do tych wyników (tak jak świetne przyjęcie „Deadpoola” pokazało, że filmy o superbohaterach mogą zarobić nawet mimo kategorii wiekowej R, a więc dla dorosłych). Ergo: będą szukać różnorodności, będą bardziej eksperymentować, dawać szanse większej liczbie bohaterów.

Bo w ostatnich latach filmy superbohaterskie cierpiały przede wszystkim ze względu na fabularną i wizualną stagnację („Doktor Strange” to na przykład niemalże powtórka z „Iron Mana”) i zachowawczość studiów. „Czarna Pantera” i „Wonder Woman” były więc przede wszystkim wyczekiwanymi powiewami świeżości.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj