Ostrołęka wolna (od „Kleru”)!
Wszyscy się oburzają, dziwią albo śmieją z ostrołęckiej pruderii i bigoterii. Jak widać w miasteczkach, gdzie wciąż rządzą wójt z plebanem, nadal taka panuje mentalność: władza i Kościół są nietykalne.
„Kler” Wojciecha Smarzowskiego
mat. pr.

„Kler” Wojciecha Smarzowskiego

Jestem niepocieszony. Mieszkańcy Ostrołęki nie będą mogli obejrzeć mojej wielkiej kreacji w słynnym filmie Wojciecha Smarzowskiego „Kler”, w którym partneruje mi Janusz Gajos. Zostałem wycięty, zakazany, ocenzurowany, choć przecież nie godzę w sojusze ani nie szkaluję Polski Ludowej i jej socjalistycznego ustroju. A może jednak szkaluję i godzę? Na przykład w sojusz ze Stolicą Apostolską, zagwarantowany w naszej konstytucji? Chyba jednak trochę godzę. A kto godzi, ten podlega. Podlega cenzurze, a nawet karze do iluś tam lat.

Czytaj także: TVP Kultura wycina z transmisji wypowiedź Wojciecha Smarzowskiego

Gdzie i kto obejrzy „Kler” Wojciecha Smarzowskiego

Nie będę się więc dziwił i ogon pod się podkulę już dziś. Lecz ostrołęczanie nie muszą. To może by tak do Przasnysza? Albo do Łomży? Mieszkańcy Ostrołęki zastanawiają się, gdzie by tu peregrynować za „Klerem”. Nie wątpię, że jak trzeba, to pojadą do samiuśkiej Warszawy, by skosztować zakazanego owocu. Owocu, któremu na imię zdrada Polski i walka z Panem Bogiem. Nie wątpię, że pokusie nie oprze się nawet ostrołęcki ksiądz. I to niejeden! A Pan Prezydent z PiS? I on odwiedzi zakazany przybytek. Albo zgrzeszy w czterech ścianach domowego zacisza. I dobrze, bo film mądry, poważny, dający do myślenia – zwłaszcza tym, którzy od dziecka uczeni są, że Kościół jest święty, a księża to osoby wyjątkowych cnót, jakby bliżej Boga stojące, za co należy im się posłuch, szacunek i nieustająca wdzięczność.

Czytaj także: „Kler”? Obywatelu, idź na ten film!

Wójt z plebanem o Kościele mówią dobrze albo wcale

Żarty żartami, a sprawa jest całkiem poważna. Podległy władzy samorządowej, a więc Radzie Miasta i prezydentowi Ostrołęki Januszowi Kotowskiemu z PiS, Dom Kultury nie chce wyświetlać „Kleru” w swoim kinie o wdzięcznej nazwie Jantar z powodów aż nadto jasnych – jest to bowiem film krytyczny wobec Kościoła katolickiego, o którym wszak w świecie PiS wolno mówić tylko dobrze albo wcale. Każda krytyka tej instytucji, nawet dotykająca tak bulwersujących spraw jak pedofilia, nazywana tu jest „atakiem na Kościół” (co miałoby stanowić z natury rzeczy czyn niegodziwy) albo „zgorszeniem”. W miasteczkach, gdzie wciąż rządzą wójt z plebanem, nadal taka panuje mentalność: władza i Kościół są nietykalne, a winni złu tego świata są poganie, liberałowie, komuniści, masoni, czyli mówiąc w skrócie: cywilizacja śmierci. Niby nie jest już ona na „ż”, ale kto ją tam wie?

Film na szczęście trafił do dystrybucji

Wszyscy się oburzają, dziwią albo śmieją z ostrołęckiej pruderii i bigoterii. Faktycznie, jest czymś żenującym, że w XXI w. cenzuruje się kulturę, choć w skali małego miasta więcej w tym folkloru niż realnego zagrożenia dla wolności. Gdyby rozpowszechnianie filmu było naprawdę utrudniane, o co zresztą zabiegali fundamentaliści, sprawa byłaby poważna.

A tak możemy sobie pogratulować – Kościół nie mógł sobie pozwolić na oficjalne oprotestowanie filmu i jego dystrybucji, wiedząc, że straciłby na tym znacznie więcej, niż zyskał, a cenzura oddziałałaby przeciwskutecznie. A skoro Kościół nie protestuje, to i władza pozostaje bierna. I tak oto mamy ogólnokrajową dystrybucję „Kleru” w kinach sieciowych. Każdy może pójść na ten film i nie należy wątpić, że uczynią tak miliony Polaków. Sprawy mogły się jednakże potoczyć inaczej. Dystrybutorzy mogli się przestraszyć i filmu nie wziąć. Wprawdzie wyrzekliby się wtenczas niemałych zysków, niemniej należą im się słowa uznania za odwagę. Przecież prowadzą biznes w kraju wyznaniowym i autorytarnym, w którym władza ma długie ręce i pamięć. Żaden biznesmen nie może spać spokojnie, jeśli podpadnie PiS-owi.

Czytaj także: Manna z nieba. Ile zarabiają księża?

Najważniejsze pytanie: czy prezes PiS obejrzy „Kler”

Lecz czy wyświetlanie „Kleru” naprawdę drażni PiS? Pytanie jest o tyle źle postawione, że PiS nie jest wspólnotą poglądów, lecz wspólnotą interesu i partyjnej identyfikacji. Nie ma „poglądów PiS” ani „woli PiS”. PiS chce tego, co zarządzi prezes, a tymczasem prezes z Kościołem akurat nigdy nie sympatyzował, traktując go po endecku, czyli dokładnie tak, jak Kościół traktuje wszelką władzę świecką, a więc czysto instrumentalnie. Musi się z nim dzielić mandatami poselskimi, oddawać hołdy i wypłacać gotówkę. W zamian ma poparcie księży i tych, którzy głosują, jak ksiądz każe. Z pewnością ten układ nie pobudza w nim uczuć sympatii i zrozumienia. Są tacy, co Kościół czczą, tacy, co szanują, ale żeby lubić? A czy Kościół kogokolwiek na świecie lubi? Albo chociaż szanuje? Nie, Kościół o wszystkim, co niekatolickie, mówi wyłącznie źle lub protekcjonalnie, więc nie może spodziewać się od nikogo przyjaźni. Od Kaczyńskiego też nie.

W kontekście wyborów awantura o film byłaby Kaczyńskiemu całkiem zbędna, za to kłopoty wizerunkowe Kościoła mogą nawet okazać się przydatne, bo niewielu będzie takich, którzy z powodu oburzenia na pokazane w filmie obyczaje księży zrezygnują z głosowania na PiS, a takich, którzy rozczarowani księżmi mogą tym silniej związać się emocjonalnie z PiS jako nośnikiem „chrześcijańskich wartości”, może być znaczne więcej. Ale to tylko spekulacje. Trudno by to było zweryfikować. Łatwiej będzie ustalić, czy Kaczyński zobaczy „Kler”. I to jest właśnie pytanie najciekawsze: czy, gdzie i kiedy Prezes RP raczy mnie obejrzeć?

Czytaj także: Wojciech Smarzowski opowiada o filmie „Wołyń”

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj