Kultura

Zabójczy żart

Zbrodnie na wesoło

Humor (mniej i bardziej udany), wyraża się w języku, w osobliwościach bohaterów, okolicznościach samych zbrodni i spiętrzeniu pecha. Humor (mniej i bardziej udany), wyraża się w języku, w osobliwościach bohaterów, okolicznościach samych zbrodni i spiętrzeniu pecha. TO/Studio Polityka / Polityka
W literaturze zbrodnie i humor już się wdzięcznie splatały. Trend odżywa, jakby na przekór mrocznym skandynawskim opowieściom. I ponurym czasom.
Humor czyni życie znośniejszym i literatura ma podobny potencjał.Brain Light/Alamy Stock Photo/BEW Humor czyni życie znośniejszym i literatura ma podobny potencjał.

Artykuł w wersji audio

„Życie jest jak promocja kurczaka w markecie. Niby atrakcyjne, ale potrafi zakończyć się w najmniej oczekiwanym momencie. Tak właśnie było tego dnia” – Zofii Wilkońskiej, bohaterce komedii kryminalnej „Kółko się pani urwało” Jacka Galińskiego, „ten dzień” nie przyniósł nic dobrego. Kurczaki w markecie faktycznie się skończyły, a ją – emerytkę – czekała powrotna przeprawa do mieszkania na warszawskiej Woli. Zofia wdała się po drodze w pyskówkę z młodzieżą, kółko w wózeczku się jej urwało, przegapiła przystanek, minęła osiedlowych pijaczków, wreszcie dotarła, gdzie trzeba. A tam kolejna niespodzianka – jej własne drzwi wyjęte z zawiasów, bałagan. Upewniwszy się, że jest na właściwym piętrze (pomyłki się zdarzają, taki wiek, nie ma już przecież 50 lat), przytomnie zauważa, że doszło do włamania. Przepadły pieniądze (cały majątek – 2 tys. zł z groszami, odłożone dla wnuka), jakieś drobiazgi, ale i mundur po mężu. Ten ostatni miał wartość sentymentalną, więc strata zabolała. I rozbudziła wątpliwości – komu by zależało na znoszonym mundurze?

Starsza pani z chorym biodrem

Debiutancka książka Jacka Galińskiego jest zapisem prywatnego śledztwa starszej pani, która nie ma zaufania ani do funkcjonariuszy (współczesnych Borewiczów, ale fajtłapów), ani do sąsiadów. A przy tym – jak szczęśliwie się składa – nie ma też za wiele do stracenia. I choć szybko pojawia się trup, a w tle pobrzmiewa afera reprywatyzacyjna z całą gamą aktualnych społecznych utrapień, to jest tu też – a może przede wszystkim – spora doza komizmu. Na polskim, ale i światowym rynku komedie kryminalne zdarzają się nieczęsto. Połączenie zbrodni, grozy czy nawet fantastyki z humorem to zresztą zawsze ryzyko, że wyjdzie nie literatura, lecz jej parodia. Ale tacy ryzykanci o dziwo się znajdują. Czytelnicy – także.

Richard Asplin, brytyjski autor komedii kryminalnych (w Polsce ukazała się – tytuł znaczący – „Wesoła Trupiarnia Hollywood”), zauważył przed laty, że pisanie tylko tego, co się wie, przynosi szkodę literaturze. Kryminału może to dotyczyć w szczególności. Bo czy w morderstwach, przemocy i rabunkach jest coś dowcipnego? Na zdrowy rozum – nic. W poszukiwaniu autentyzmu gubi się więc poczucie humoru i zarzuca literackie eksperymenty. Mało to inspirujące – konstatuje Asplin i postuluje, żeby pisać to, co się lubi i chce przeczytać, a nie to dokładnie, co się wie o świecie. Efekty mogą zaskoczyć, choć nie zawsze wychodzi to rzecz jasna prozie na plus.

Zamierzałem napisać typowy kryminał – opowiada Jacek Galiński, który pracę z pisaniem zaczynał od scenariuszy. – W gatunku czuję się dobrze, bo nie mam przed sobą pustej kartki, ale już na starcie dysponuję pewnymi elementami, z których mogę budować. To bardzo wygodne.

Galiński zaczął swą opowieść od skonstruowania głównej bohaterki, dziś znanej jako emerytka Zofia Wilkońska, zlepek stereotypów o starszych, nieco zgnuśniałych paniach, którym zdarza się pomyśleć o czymś za głośno i bez pardonu. – Szybko natrafiłem na pierwsze problemy, bo wszystkie pomysły typu „detektyw po przejściach” wydawały mi się bardzo stereotypowe, ograne i nieoryginalne. W filmie czy serialu to by nie przeszło. Szukałem więc oryginalnego pomysłu. Nie mężczyzna, nie młody, nie policjant. Powstała starsza pani z chorym biodrem. Dalej już poszło niemal samo.

Komedia kryminalna – dodaje autor – jest wbrew pozorom ponurym wycinkiem codzienności starszej osoby, zdanej na siebie, pogubionej, nieporadnej, ale i rezolutnej zarazem. Humor tylko uwypukla to wrażenie, bo i takie jest jego zadanie: ukazywać rzeczywistość w ciut zakrzywionym zwierciadle. Zofia Wilkońska sama o sobie mówi, że wygląda jak Danuta Szaflarska. A w istocie ma temperament granej przez Szaflarską Anieli Walter z filmu „Pora umierać”. Autor książki ma z kolei w głowie szkice trzech do pięciu części.

Komedie pod psem

W Polsce o zbrodniach na wesoło piszą ostatnio głównie kobiety. Ledwie 30-letnia Olga Rudnicka, absolwentka Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie, ma na koncie kilkanaście książek, w które humor jest wpisany co do zasady. Zadanie wskrzeszenia gatunku komedii kryminalnej Rudnicka wzięła na siebie tak jak wcześniej m.in. Marta Obuch, polonistka z wykształcenia, autorka bodaj pierwszych – a na pewno pierwszych popularnych – książek tego gatunku w XXI stuleciu. I u Obuch, i u Rudnickiej kobiety odgrywają pierwszoplanowe role, a jeśli już ktoś obrywa łopatą – ze skutkiem śmiertelnym, naturalnie – to mężczyźni. Na oficjalnej stronie można przeczytać, że Rudnicka „jest osobą obdarzoną zmysłem obserwacji i wnikliwością, sarkastycznym poczuciem humoru oraz ironicznym spojrzeniem na realia współczesnego świata”. Czyta m.in. Joannę Chmielewską (zresztą tak jak Obuch) i Stephena Kinga. I tempo pracy ma do nich zbliżone.

Humor (mniej i bardziej udany), jak u Galińskiego, wyraża się w języku, w osobliwościach bohaterów (szczególnie bohaterek), okolicznościach samych zbrodni i spiętrzeniu pecha. „Siedząca przy oknie kobieta zastanawiała się, jak to się dzieje, że jedyną częścią ciała człowieka, która z wiekiem się nie zużywa, jest dupa. I nie, nie miała na myśli nic zdrożnego. Zdaniem Emilii Przecinek, lat trzydzieści dziewięć, wzrostu sto pięćdziesiąt sześć i pół centymetra, człowiek średnio raz w tygodniu dostaje od życia kopniaka w dupę i nadal na niej siedzi” – Emilia Przecinek jest bohaterką dwóch książek Rudnickiej, nieprzesadnie spełnioną autorką książek „romantycznych”. Ma kompleksy, nie ma szczęścia. W książce „Granat poproszę” jej kariera wisi na włosku, w dodatku – a jakże – pojawia się trup. Bliscy twierdzą, że jest za głupia, żeby kogoś zabić, ale i nie do końca wierzą w jej niewinność.

Sprawnie radzi sobie z komedią kryminalną Marta Matyszczak, chorzowianka, absolwentka politologii na Uniwersytecie Śląskim (ze specjalnością dziennikarską), gospodyni Kawiarenki Kryminalnej w internecie. Matyszczak też pisze sporo – debiutowała w 2017 r. „Tajemniczą śmiercią Marianny Biel”, wydała w sumie pięć książek, wszystkie w serii „Kryminał pod psem”. Gucio – pies właśnie – towarzyszy parze bohaterów: detektywowi Szymonowi Solańskiemu i zaprzyjaźnionej z nim Róży Kwiatkowskiej. Kundel (jego pierwowzorem jest adoptowany pies autorki) nie tylko naprowadza na tropy, ale i przejmuje narrację: „Solański znów spojrzał na zegarek. Dopadł do wielkich drewnianych drzwi. Stanąłem obok i łypnąłem na naklejkę z narysowanym na czarno i przekreślonym na czerwono psem. Zakaz wstępu, my ass, jak to mówią w amerykańskich filmach” (cytat z książki „Zło czai się na szczycie”, czwartej części serii). „Codzienność jest tak szara, bura i ponura, że ludzie potrzebują ją sobie jakoś ubarwić” – tak Matyszczak tłumaczyła popularność komedii kryminalnych w lokalnym Radiu Piekary.

Aktywność kobiet na polu literackim – także kryminalnym, mrocznym – nie powinna dziwić i podlegać dyskusji. W wydanym niedawno zbiorze opowiadań „Harda Horda” Anna Misztak, dawniej redaktor naczelna serwisu Lubimyczytać.pl, zauważa jednak, że talenty pisarskie kobiet stale się podważa, zwłaszcza w odniesieniu do literatury grozy i fantastyki („to wszystko łzawe, ckliwe, różowe, same jednorożce, błyszczące wampiry i romanse paranormalne”). W odpowiedzi – ale i dla samej pasji tworzenia – powstało nieformalne stowarzyszenie Harda Horda, które pisze z powodzeniem (wśród nich Anna Kańtoch, Magdalena Kubasiewicz czy Aleksandra Zielińska). Pomysł, by wydać ich prace w formie antologii, miała Aneta Jadowska, autorka książek fantasy, bawiąca się z konwencją i gatunkami. W jej opowieściach kryminał miesza się z fantastyką, a humor jest nieodzowny.

Chwała za humor

Tymczasem „to nie zbrodnia być zabawnym” – jak przekonywał na łamach „Guardiana” publicysta i pisarz Colin Bateman. Tyle że – dodał – współcześni autorzy podziali gdzieś poczucie humoru. A przecież już kultowa literacka para Sherlock Holmes i dr John H. Watson dała przykład, jak inteligentnie zagrać dowcipem, nie tracąc zarazem powagi i tkając sensowne intrygi. Agathę Christie uznaje się z kolei za protoplastkę mniejszego gatunku „cosy crime”, w którym nie precyzyjny opis zbrodni ma znaczenie, ale okoliczności: akcje rozgrywają się na prowincji, mordercy są zwyczajni, niekoniecznie psychopatyczni, a zagadki rozwikłują czasem zwykli amatorzy. Brak im fachu, ale ich moralność zwykle nie podlega dyskusji. No i miewają poczucie humoru. Do „cosy crime” można by zaliczyć i twórczość Matyszczak z akcją rozgrywającą się m.in. w Katowicach (by opisać kultowy hotel Kattowitz, autorka wynajęła w nim pokój na jedną noc), Chorzowie, ale też w Irlandii.

Intelekt i humor – czasem wisielczy, czarny, na ogół nienachalny – łączyli też w sobie poczciwi bohaterowie Joego Alexa, czyli Macieja Słomczyńskiego, czy Joanny Chmielewskiej, zresztą oboje byli nazywani polskimi odpowiednikami Agathy Christie. Humor czyni życie znośniejszym i literatura ma podobny potencjał. Zwłaszcza kryminalna, bo mimo wpisanej w nią ponurości uchodzi za mało realistyczną, więc nieszkodliwą, odprężającą. A w dodatku złu (przeważnie) wymierzana jest sprawiedliwość.

Dowcip tego nie wyklucza, a jednak gdzieś zaniknął. Colin Bateman zgaduje, że przyczyny porzucenia humoru we współczesnej prozie są być może całkiem pragmatyczne – to mało prestiżowe zajęcie i nagród literackich z tego nie ma. Nie ceni się pisania pół żartem, pół serio. W przeciwieństwie do prozy z wciąż modnego gatunku noir, policyjnych procedurali, mrocznych historii, chirurgicznie opisanych zbrodni itd. Takie dzieła są nagradzane przez poważne gremia literackie zwłaszcza w krajach skandynawskich, ze Szwedzką Akademią Twórców Literatury Kryminalnej na czele. Książki z półki „noir” czy „nordic noir” są na fali od kilku dekad, patronowali im przed laty Dashiell Hammett czy Raymond Chandler, autor – genialnego zresztą – „Długiego pożegnania”. Humoru próżno też szukać w prozie detektywistycznej z gatunku hardboiled, zwykle pełnej przemocy. – Trzeba bardzo uważać, żartując z poważnych spraw – zastrzega Galiński.

W 2017 r. w Wielkiej Brytanii kryminał wyprzedził powieści na listach bestsellerów po raz pierwszy w historii – rozeszło się 18,7 mln egzemplarzy, ok. 15 proc. więcej niż jeszcze w 2015 r. W Polsce też sprzedaje się najlepiej (niezmiennie popularni: Zygmunt Miłoszewski, Katarzyna Bonda, Remigiusz Mróz), tuż obok książek obyczajowych. Komedie kryminalne i podobne zabawy gatunkowe mogłyby ten rynek nieco przewietrzyć, zwłaszcza że mają zbliżone ambicje: jeśli są udane, to też badają naturę zła, tylko w lżejszej konwencji, a ich walor rozrywkowy trudno pominąć. „Fikcja kryminalna musi się wymyślić na nowo, przybrać inne szaty” – postuluje Bateman. Nowy Sherlock Holmes jeszcze się może nie objawił, ale komedie już wypada potraktować całkiem serio.

Artykuł zawiera link sponsorowany.

Polityka 13.2019 (3204) z dnia 26.03.2019; Kultura; s. 82
Oryginalny tytuł tekstu: "Zabójczy żart"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Seks bez zobowiązań: tylko dla dorosłych. Czy skłonność do „znajomości na raz” będzie rosnąć?

Do Polek i Polaków dociera, że można chodzić ze sobą do łóżka bez zobowiązań, bez stresu, dla chwili przyjemności. Zdaniem specjalistów takie podejście bywa niezwykle korzystne. Pod warunkiem że jest autentyczne (i pod kilkoma innymi).

Joanna Cieśla
19.07.2024
Reklama