Kultura

Batman z Detroit

Charlie LeDuff, Batman z Detroit

Charlie LeDuff jako pracownik hotdogarni American Coney Island w Detroit. Charlie LeDuff jako pracownik hotdogarni American Coney Island w Detroit. Matt Labash/The Weekly Standard
Reporterską opowieścią o zdegenerowanej amerykańskiej metropolii Charlie LeDuff podbił świat. Teraz chce opisać to, co się dzieje w Europie. Na razie przyjeżdża do Polski.
„Kiedy ludzie nie mają pieniędzy, tracą rozum. I to się dzieje wszędzie. W Detroit ten upadek był spektakularny, ludzie tracili zdrowie, bali się o swoje dzieci.”Joshua Lott/Reuters/Forum „Kiedy ludzie nie mają pieniędzy, tracą rozum. I to się dzieje wszędzie. W Detroit ten upadek był spektakularny, ludzie tracili zdrowie, bali się o swoje dzieci.”

Do Detroit jechałam w strachu. Charlie LeDuff – znany reporter i showman – w „Detroit. Sekcja zwłok Ameryki” i „Shitshow. Ameryka się sypie, a oglądalność szybuje” pokazuje miasto niebezpieczne i zdewastowane, które nie podniosło się od czasu słynnego bankructwa w 2013 r. Po drodze z lotniska mijam kierunkowskaz do Flint, gdzie – jak opisał LeDuff – władze dopuściły do regularnego trucia ludzi. Woda w rurach pochodziła prosto z rzeki znanej jako składowisko trupów i akumulatorów, pełnej ołowiu i bakterii coli.

Spotykam się z LeDuffem w Downtown. Wygląda imponująco, jak kawałek Manhattanu. Z tą różnicą, że wiatr hula po pustych ulicach. Żadnych turystów, niewielu urzędników. To tylko biały cypel w morzu – jak pisze LeDuff – „dickensowskich” biednych przedmieść, przede wszystkim czarnych. Spotykamy się w hotdogarni American Coney Island, która działa do początku XX w. LeDuff wchodzi tak, jakby wkraczał na scenę, głośno witając się z obsługą, każdego zna z imienia. Ma na sobie flanelową koszulę i wygląda, jakby był częścią tego miejsca. I tak rzeczywiście jest.

Czy jesteśmy dziwolągami?

– Widziałaś te lodówki za barem? Właśnie je zamontowałem – mówi. Od kiedy rzucił media po dojściu Trumpa do władzy (pracował wcześniej m.in. w „New York Timesie”, a potem robił cykl filmów o życiu Amerykanów dla „Fox News”), pracuje jako złota rączka w knajpie, żeby mieć ubezpieczenie. Teraz współpracuje tylko z lokalną gazetą, robi podcasty na stronę NBN, czyli „No Bullshit News” („Wiadomości bez kitu” – red.). Bardzo popularne: „Charlie, jesteś jak Batman w Detroit, dobra robota!” – ktoś mu napisał w komentarzu. Zajmuje się sprawami miasta: wyburzeniami, fatalnym poziomem edukacji, ludźmi wyrzuconymi na bruk.

Ledwo się przywitaliśmy, już wychodzi na zewnątrz zapalić. Bez pytania zaczyna mówić o Kapuścińskim – jaki był dla niego zawsze ważny, o związkach między Polską a Detroit czy Chicago, miastami, których dobrobyt tworzyli też Polacy.

Ameryka to największy eksperyment w historii, i to działa. Eksperyment wszystkich kolorów i języków, ale najważniejszym kolorem w Ameryce jest zielony. Kolor pieniędzy. Kiedy ludzie nie mają pieniędzy, tracą rozum. I to się dzieje wszędzie. W Detroit ten upadek był spektakularny, ludzie tracili zdrowie, bali się o swoje dzieci. W książce „Detroit” pytałem, czy jesteśmy dziwolągami, czy też przypadkiem nie jesteśmy w środku czegoś, co nadchodzi.

Dostępne już po polsku „Shitshow” jest drugą częścią nagrodzonego Pulitzerem „Detroit”, LeDuff zajmuje się w niej całą Ameryką. – Jedną z przyczyn, z powodu której rzuciłem telewizję, było to, że odkryłem, o co naprawdę chodziło we Flint. To był po prostu kontrakt rządowy, tam nie trzeba było nawet budować budynków, pewien bogacz po prostu jeszcze bardziej się dzięki temu wzbogacił. On nie zamierzał nikogo truć, było to efektem ludzkiej chciwości. I kiedy zdałem sobie z tego sprawę, nazwałem gubernatora stanu Michigan tchórzem. A oni się poskarżyli i mój szef powiedział, że już więcej nie będziemy robić materiału o Flint. A ja na to: co to, kurwa, ma znaczyć?

Trumpowi zaproponował na jednym z przedwyborczych spotkań, że zostanie wiceprezydentem. Tą prowokacją wywołał straszne zamieszanie.

Jeździłem za nim, część mojej rodziny na niego głosowała i nie mam z tym problemu. Użyłem Trumpa po to, żeby wiedzieć, co się dzieje na granicy (jest w książce rozdział o przemycie ludzi przez granicę meksykańską – red.). Fox News początkowo wcale nie sympatyzował z Trumpem, chciał go odstrzelić, dopiero potem stali się dla niego mili. Zacząłem dostawać w nocy telefony do domu: daj spokój Trumpowi. Pamiętam do dzisiaj, jak krzyczałem na szefa: „To nie są wasze wybory, tam w waszych biurowcach, to są nasze wybory!”.

Tu, w Detroit, mówią mi: odczep się od skorumpowanego burmistrza – kontynuuje LeDuff. – Tutaj znowu się kradnie, milionerzy dostają pieniądze, które miasto zabiera biednym, żeby zlecić przedsiębiorcom budowę wielkiej areny hokejowej. I bogaci bogacą się jeszcze bardziej za pieniądze miasta. A oni i tak zdejmą mi to z anteny, bo burmistrz wniósł skargę. Szef policji kłamie w statystykach o skali przestępczości, a oni mówią: wszystko mamy pod kontrolą. A naprawdę jest jeszcze gorzej, potrafię przecież liczyć. Jaki w ogóle jest sens to wszystko robić? Musi być jakiś inny sposób.

LeDuff jako reżyser

Ktoś macha mu na ulicy, wygląda, że LeDuff zna wszystkich w tym mieście. – Posłuchaj teraz – mówi do mnie i krzyczy do Greka przechodzącego obok: – Hej, jesteś wściekły na rząd?Jasne, bo kradną – odpowiada zaczepiony. Podchodzi Arab: – Mam dość, popatrz na ulice, co tu się dzieje?Boisz się o rodzinę? – pyta tym razem Afroamerykanina. A potem do mnie: – Widzisz? Arab, Grek, czarnoskóry. Wszyscy są wkurzeni na rząd. A ja czuję się, jakbyśmy byli w środku filmu, którego LeDuff jest reżyserem.

Jestem dumny z „Shitshow” – mówi dalej – bo dotyczy ważnego, a nieopisanego czasu. Chodzi o lata 2014–17. LeDuff pisze o mediach, które przestały pełnić swoją funkcję, zamieniły się w jakiś „shitshow” ku uciesze gawiedzi. A najgorszą formą dziennikarstwa są wiadomości telewizyjne (nie tylko w Ameryce) – jak pisał Hunter Thompson: przypominają plastikowy korytarz, po którym biegają alfonsi i złodzieje, a dobrzy ludzie idą na śmierć.

Nie mam telewizora – mówi LeDuff. – Nie tylko ja, już czas, żeby go nie mieć. LeDuff zbierał materiał do tej książki, gdy dla Fox News kręcił cykl „Amerykanie”, który można znaleźć w internecie. Ale stacja nie dała ekipie legitymacji prasowych. Więc zrobili je sobie sami. Duży napis PRESS, zdjęcia z poważną miną, logo stacji i na to przykleili kod paskowy wycięty z opakowania po ciasteczkach. – I to zajebiście działało – mówi LeDuff. Wpuszczali ich wszędzie. Trafili tam, gdzie akurat wybuchały zamieszki rasowe i klasowe („W Ameryce istnieją problemy klasowe, ale media najwyraźniej ze wszystkich sił starają się widzieć tylko stereotypy i odcień skóry” – pisze w książce). Odwiedzili m.in. Baltimore, Fergusson, dotarli też do Dakoty Północnej, Iowa, Alabamy, Florydy, Kalifornii, Karoliny Północnej i Południowej, gdzie wszyscy pamiętają spalenie kościoła społeczności afroamerykańskiej w Charleston przez Ku Klux Klan. Odwiedzili więc Wielkiego Smoka, szefa Białych Rycerzy – podobno jednej z najbardziej brutalnych frakcji Ku Klux Klanu. LeDuff opisuje wspólną podróż samochodem z Wielkim Smokiem. „Krakersa? Z białej mąki. Podziękował, nie zrozumiawszy dowcipu”. Następnie ubrany w klanowe ciuchy Wielki Smok poszedł do sklepu. „Chyba tylko czarnych wpuszczają tutaj do toalety. – Co za ironia – odpowiedziałem – Jakie to uczucie?”. – Mam nadzieję, że się trochę śmiałaś przy tej książce – upewnia się LeDuff, kiedy mówię o przerażających rzeczach, które opisał. Śmiałam się, i to zasługa tłumaczki Kai Gucio, która bardzo dobrze oddała styl LeDuffa. A wizyta u Wielkiego Smoka to rzeczywiście najzabawniejsza część książki, bo okazuje się, że wygląda to – w tym miejscu – bardziej żałośnie niż groźnie. Dykta i kilku przebierańców.

Pytam o „gonzo”, sposób pisania reportaży zapoczątkowany przez Huntera Thompsona. – Jeśli chodzi o to, żeby umieścić siebie wewnątrz historii, to tak, piszę gonzo. Jako czytelnik lubię wiedzieć, kto do mnie mówi. Nawet Kapuściński wkładał siebie do historii.

W „Detroit” opowiedział o historii swojej rodziny z Joy Road, ulicy, na której rządziły narkotyki. Przez nie straciły życie jego siostra i jej córka, także brat heroinista. Inny brat pracuje w fabryce samochodów, kolejny pije. Matka codziennie dojeżdżała do kwiaciarni, w dość niebezpiecznym miejscu. Teraz dba o ogród. Ale Joy Road, jak wszystko poza Downtown, rozpada się, zżerają ją podatki. – Mieszkałem w wielu miejscach, podjąłem decyzję, by tu wrócić – mówi LeDuff. – Mam tu córkę, rodzinę. To jest moje miasto. Jego dziadek, co odkrył już jako dorosły, był Kreolem, w praktyce był czarnoskóry. A w czasie spisu ludności utrzymywał, że jest biały i ma francuskie pochodzenie. – Okazało się, że jestem najbielszym czarnym mężczyzną w mieście. Z drugiej strony babka była Indianką. – Moje pochodzenie sprawia, że mam do spełnienia zadanie w tym mieście – pośredniczyć między jednymi i drugimi, białymi i czarnymi.

Przechodzimy za budynek. LeDuff pokazuje mi coś po drugiej stronie ulicy. – Widzisz ten czerwony samochód? Tu zastrzelono czarnoskórego w środku dnia na ruchliwej ulicy. To jest najniebezpieczniejsze miejsce w Stanach, a widzisz gdzieś policję? Przed tym lokalem z hot dogami w południe złodziej wyrwał właścicielce telefon z ręki. LeDuff złapał go pierwszy i przytrzymał go, dopóki nie przyjechała policja. Pokazali to w wiadomościach lokalnych. – Tam, tuż zaraz, jest posterunek, ale czeka się na policję min. 20 min!

Akurat w tym momencie, kiedy rozmawiamy o tym, że policji w mieście nie ma, podjeżdża samochód policyjny. Kierowca wysiada coś kupić. LeDuff wita się z policjantem za kierownicą i zaczyna go wypytywać o konkrety, tak żebym miała jasny ogląd sytuacji w Detroit.

– Ile zarabia żółtodziób w policji? 14 dol. na godzinę? – powtarza niedowierzająco odpowiedź policjanta. – Czy masz pojęcie, ile to jest? To jest nic!

– Jaki procent policjantów ma doświadczenie pięcioletnie albo krótsze? Ponad połowa ma mniej doświadczenia niż 5 lat!

– Ile procent policjantów to biali? 75 proc.!

– A ile proc. mieszkańców to czarni? 80! Rozumiesz, do czego zmierzam? Większość z nich – tłumaczy mi – to chłopcy z prowincji (bez obrazy!). Sadzają ich razem po dwu do radiowozu i wysyłają na dwie zmiany z rzędu, po 16 godzin. A kiedy odchodzisz na emeryturę, nie masz żadnego ubezpieczenia, tak? – zwraca się do policjanta, który kiwa głową. – A jak cię zabiją na służbie, to czy rodzina dostaje ubezpieczenie? – Nie – kiwa przecząco policjant.

Nie tak dawno, kiedy policjanta zabito na służbie, poruszyli niebo i ziemię (LeDuff brał w tym udział), żeby jego żona miała pokryte chociaż koszty pogrzebu. – Szanuję tych facetów, walczę w mieście właśnie dla nich. Więc jak rząd zabiera pieniądze i daje na budowę takich aren hokejowych, to zabiera właśnie im. I mówią, że to dla ich dobra. A żeby w tym mieście było bezpiecznie, musimy coś zrobić, tymczasem dostajemy tylko garść gównianych statystyk, że sytuacja się poprawia. To jest kurewsko ciężkie miasto! – wzdycha LeDuff.

Dobrzy reporterzy są starsi

Książka o Detroit zaczyna się od obrazu zamarzniętego trupa, którego znajdują w szybie windy w opuszczonym budynku, w którym zimą mieszkali bezdomni. Trzy miesiące leżał, ludzie o tym wiedzieli, ale nikt się nim nie interesował. Ten obrazek jest pojemną metaforą w tej książce – w tym mieście ludzie nie są ważni, nikogo nie obchodzą. – Czasem zastanawiam się nad ludzkim życiem. Czy jest jakiś sens? Bóg? Czy tylko zimna wieczność? Dla mnie jedyną rzeczą istotną jest drugi człowiek: moje dziecko, mój sąsiad. Staram się żyć najlepiej, jak potrafię, być użyteczny, żeby ludzie wiedzieli, że jestem z nimi, kiedy to gówno nas otacza. Moje marzenia na przyszłość? Niech będzie, jak jest, i chciałbym dożyć z moją żoną do starości.

Z „Shitshow” wyłania się przede wszystkim obraz degeneracji dziennikarstwa, schyłku mediów. „Płyniemy ściekiem, a sceneria ani na chwilę się nie zmienia. Bogaci mają bogactwa. Biedni mają dzieci. A prowadzący udaje oburzenie. Szanowni Państwo, za chwilę dalszy ciąg programu!”. – Dziennikarz – mówi LeDuff – chce widzieć świat taki, jak mu się wydaje, że jest, może pisać, uderzać w klawisze, bez rozglądania się dookoła.

Pytam więc, czy reporter ma nadzieję, że coś może zmienić w rzeczywistości. – Ale ja nie chcę, nie mogę w ogóle zmieniać świata, kim ja jestem? Kiedy odkładam pióro, nie wiem więcej, nie jestem lepszy czy gorszy od innych ludzi. Bo kiedy znajdę się w jakimś ciemnym zaułku w Warszawie, nie ma znaczenia, że potrafię pisać, bo może ktoś inny rządzi tym zaułkiem. Kiedy się to zrozumie, można zacząć jeździć po świecie jako reporter. Trzeba mieć silną osobowość, ale nie można rwać się do działania, jeśli się chce być reporterem. Jak wtedy w Ferguson (zamieszki po zabiciu Afroamerykanina – red.), mogłem zlać tego chłopaczka, który się na nas rzucił, rozbroić człowieka, ale gdybym to zrobił, mógłbym zostać zabity. Trzeba to wiedzieć. Może ma to jakiś związek z wiekiem. Naprawdę dobrzy reporterzy są raczej starsi, wiedzą już, jak postępować z ludźmi.

Sam ma 53 lata. Po dwóch książkach – „Detroit” i „Shitshow” – planuje część trzecią, chciałby opisać dzisiejszą Europę w kryzysie. – Europa traci rozum, cały świat płonie, a nikt tutaj, w Ameryce, nie zwraca na to uwagi. Chciałbym opisać to, co się dzieje, z perspektywy zwykłych ludzi. Wybiorę trzy kraje w Europie. Może będzie to Polska? Rozejrzę się.

Następnego dnia próbowałam zobaczyć legendarny dworzec kolejowy, zaprojektowany przez architekta Grand Central w Nowym Jorku. Opuszczony w latach 80., stał się słynną ruiną, która grała w filmach Michaela Baya, w „Avengersach”. Ale nie dojechałam, bo wysiadłam z autobusu na pustkowiu i ze strachu wróciłam piechotą do centrum. Kierowca Ubera, z którym wracałam na lotnisko (były scenarzysta z Los Angeles), mężczyzna z żydowskiej rodziny, która przed wojną przyjechała tu z Polski, postanowił naprawić wizerunek miasta. – Naprawdę się wystraszyłaś? – zdziwił się. – Przegapiłaś bardzo ciekawą dzielnicę irlandzką. I wróciliśmy pod dworzec, imponujący rzeczywiście. Kiedyś był znakiem świetności miasta, teraz znowu może miasto ożywić, bo kupił go Ford i odbudowuje. Kierowca zdecydowanie jaśniej widział sytuację Detroit niż LeDuff. – Przyjechałaś specjalnie do LeDuffa? To mój kolega z klasy. To taki z niego geniusz? – roześmiał się. – No, nie spodziewałbym się.

***

Charlie LeDuff będzie gościem organizowanego przez Empik Apostrofu – Międzynarodowego Festiwalu Literatury, który odbędzie się 20–26 maja 2019 r. w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, Katowicach i Gdańsku. Książki Charliego LeDuffa w Polsce ukazują się nakładem Wydawnictwa Czarne.

Polityka 20.2019 (3210) z dnia 14.05.2019; Kultura; s. 92
Oryginalny tytuł tekstu: "Batman z Detroit"
Reklama

Czytaj także

Świat

NIEMCY: Berlin ciągnie do Moskwy

Osiem dekad po pakcie Ribbentrop-Mołotow w Niemczech rośnie presja na kolejną odwilż w relacjach z Rosją. Działania polskiego rządu raczej nie studzą tego zapału.

Adam Krzemiński
02.09.2019
Reklama