Kultura

Tina Turner. Nie potrzebujemy innej bohaterki

Tina Turner. Wokalistka zmarła 24 maja 2023 r. w Szwajcarii. Tina Turner. Wokalistka zmarła 24 maja 2023 r. w Szwajcarii. MediaPunch / BACKGRID / Forum
Zmarła Tina Turner. Wokalistka o silnym głosie, artystka potrafiąca z cudzych piosenek zrobić swoje, a przede wszystkim bohaterka, która umiała po trudnych przejściach wymyślić się na nowo. Dla wielu słuchaczy – simply the best. 

Historia Tiny Turner to jedna z najbardziej pozytywnych opowieści przemysłu rozrywkowego. Mimo że zaczyna się raczej źle: Anna Mae Bullock, młoda dziewczyna z rozbitej rodziny z małej miejscowości w stanie Tennessee, przebija się pod koniec lat 50. do zespołu Ike'a Turnera, aspirującego gwiazdora R&B i rock′n′rolla. Nie tyle on ją odkrył, co ona wypatrzyła jego, dając się poznać dzięki błyskotliwej interpretacji jednej z jego piosenek, a potem szybko przechodząc z grupy chórzystek na pozycję partnerki w duecie – i w życiu.

Czytaj też: Tina Turner nie żyje. Miała 83 lata. „Świat traci legendę i wzór”

Tina Turner. Poruszająca historia. Szkoda, że prawdziwa

Na scenie radzili sobie świetnie, mieli w Ameryce przeboje („Proud Mary” z repertuaru Creedence Clearwater Revival, „Nutbush City Limits” z tekstem samej Tiny), tworzyli świetnie przyjmowaną grupę koncertową. Tylko życie było dalekie od bajkowego: od dekad wiemy, że Ike – u którego wiele lat później zdiagnozowano chorobę dwubiegunową – bił żonę przy niezliczonych okazjach, gwałcił, złamał jej szczękę, przypalał papierosem, wymachiwał bronią (Keith Richards w swojej biografii wspomina, że nawet prosząc kiedyś o pokazanie sekretu swojego stylu gitarowego, Ike zabrał go na bok „niemal z lufą przy skroni”). Odbierał przy tym Tinie dochody i w praktyce ją ubezwłasnowolnił, doprowadzając do próby samobójczej, a w końcu po latach zmuszając do ucieczki.

W panice, z 36 centami w kieszeni, Turner zdecydowała się na rozpoczęcie życia na nowo. Rozstanie z mężem – przypieczętowane rozwodem w 1978 r. – skazało na przejście do artystycznej drugiej ligi, z długami do spłacenia i czwórką dzieci (w tym adoptowanych dzieci Ike′a) na karku. Ale na końcu – i tu zaczyna się ten pozytywny etap historii – doprowadziło też do całkowitego zwrotu w jej karierze. A może i nowego życia, bo – jak powiedziała dziennikarzowi „People” – u boku męża czuła się martwa. „Jeśli jesteś nieszczęśliwa z czyjegoś powodu – porzuć go” – napisze później w autobiografii „Ja, Tina” (1986), która stała się jednym z pierwszych tak mocnych wyznań dręczonej fizycznie i psychicznie gwiazdy w toksycznym związku, później sfilmowanym jako „Tina” z Angelą Bassett w głównej roli.

Poruszająca historia – szkoda, że w dużej mierze prawdziwa.

Sukces

Prób nowego otwarcia w karierze Turner było kilka – jeszcze w okresie duetu Ike and Tina zagrała samodzielnie rolę w rock-operze „Tommy” (śpiewa w niej brawurowo piosenkę „Acid Queen”) – ale koniec końców ważniejsze było zarabianie na życie: śpiewanie w Las Vegas, drugorzędne występy telewizyjne. Solowe albumy z końca lat 70. nie odniosły sukcesów. Ważny okazał się moment, gdy The Rolling Stones zaoferowali jej – m.in. dzięki znajomości sięgającej lat 60. – nobilitującą propozycję występów na ich trasie. Teraz przypominamy sobie, że ważną dla obu stron, bo uczyła Jaggera tańczyć. „Tego, jak bardzo pomogła mi w młodości, nigdy nie zapomnę” – wspominał na Twitterze.

Wspólna trasa pozwoliła jej o sobie przypomnieć. Ostatecznie jednak wielki powrót zawdzięczała szaleństwu wokół syntezatorowego popu, telewizji MTV oraz – po raz kolejny – swojemu darowi interpretacji piosenek. Zaprosili ją do współpracy członkowie Human League i Heaven 17, tworzący tu pod szyldem British Electronic Foundation. Idea była taka, żeby nagrać w modnym wtedy syntezatorowym stylu kilka klasyków w wykonaniu różnych wokalistów. Wersja „Ball of Confusion” The Temptations zaproponowana przez Tinę wyróżniała się w sposób zdecydowany. W dodatku powstał do niej wideoklip, który trafił do świeżo utworzonej stacji MTV – może dlatego, że pochodził z Wielkiej Brytanii, bo afroamerykańscy artyści, o czym dziś pisze się często, nieczęsto przebijali się w pierwszych miesiącach na antenę tej muzycznej telewizji. W klipie widzimy tę „współczesną” Tinę – pewną siebie, odważną, świetnie ubraną, doskonale poruszającą się na scenie. „Pracuję, a nie pozuję. Nie noszę moich strojów na pokaz. Służą mi do pracy. Nie jestem z tych, którzy tylko staną i zaczną śpiewać. To mogę robić w studiu. Na scenie daję show” – mówiła o sobie.

To po „Ball of Confusion” wytwórnia Capitol zaproponowała Tinie solowy kontrakt. A efektem była płyta „Private Dancer” z serią fantastycznych piosenek, od coverów The Beatles („Help!”), Ala Greena („Let′s Stay Together”) czy Ann Peebles („I Can′t Stand the Rain”), przez wielki przebój napisany początkowo dla Cliffa Richarda, ale przez niego odrzucony („What′s Love Got to Do with It”), aż po wykorzystane przez Tinę kompozycje Davida Bowiego („1984”) i Marka Knopflera („Private Dancer”). Finał dobrze znamy: świetne wyniki sprzedaży, nagrody Grammy i uznanie, które pozwoliło wokalistce karierę w wieku 45 lat – wtedy w showbiznesie uznawanym za dość zaawansowany (określenia „babcia” nie należały do rzadkości) – zacząć zupełnie od nowa.

Sukces przypieczętował jeszcze opublikowany kilka miesięcy później duet z Bowiem w „Tonight” – wykonali piosenkę, którą Bowie napisał dla Iggy′ego Popa, a koncertowy klip, w którym oglądamy zmysłowy taniec obojga, artyści śmieją się, szepcząc sobie coś do ucha – co dokładnie do siebie mówili, do dziś jest przedmiotem ekscytujących teorii.

Simply the best

15 minut wielkiej solowej sławy Tiny trwało ostatecznie dobrych kilkanaście lat. Obejmowało kolejne albumy, przeboje, ale też występy filmowe – od „Mad Maxa: Pod Kopułą Gromu” (z hitem „We Don′t Need Another Hero”) po utwór otwierający „Goldeneye”, jeden z filmów o Bondzie, napisany przez Bono i The Edge′a z U2. Kolejne przeboje znowu bywały, wzorem poprzednich, odrzutami z sesji innych wykonawców. Hitem „The Best” wzgardził Paul Young, bez wielkiego sukcesu nagrała tę piosenkę Bonnie Tyler, ale dopiero Tina w swoim stylu zrobiła z niego wielki hit. W Polsce na wiele lat zbudował odbiór artystki, która występowała u nas w 1996 r. w Warszawie, a cztery lata później w Sopocie, ale wcześniej przyjechała tu jeszcze na początku lat 80. (śpiewała w katowickim Spodku) – takie wizyty w erze PRL zwykle budowały u nas swoisty kult wykonawcy.

Były wreszcie książki: wspomniana „Ja, Tina”, a wiele lat później „My Love Story”, opowieść o kolejnym rozdziale w życiu artystki – u boku Erwina Bacha. Najpierw wyjechał po nią w Niemczech na lotnisko jako lokalny reprezentant tego samego koncernu, który publikował jej płyty. Oświadczył się trzy lata później, z silnym niemieckim akcentem, pytając – jak opisuje Turner – „Tina, will you marry with me?”. Spędzili ze sobą łącznie 37 lat, od 1994 r. mieszkali wspólnie w malowniczo położonym pałacu Château Algonquin w szwajcarskim Küsnacht nad Jeziorem Zuryskim, ale ślub wzięli dopiero w 2013 r.

Ostatnie lata spędziła już na muzycznej emeryturze. I w cieniu problemów zdrowotnych: był udar, rak jelit, konieczny przeszczep nerki (dawcą był mąż). Ale z dala od showbiznesu, dziennikarzy, w odosobnieniu i względnym spokoju. Wysłanniczkę „New York Timesa”, jedną z nielicznych osób, które w ostatnich latach dostąpiły audiencji w zamku Tiny Turner, powitała tabliczka na drzwiach: „prosimy nie dzwonić przed 12:00 i żadnych dostaw”. Samą rozmowę z powodzeniem można zresztą za audiencję uznać: co prawda Ike Turner swego czasu rościł sobie pretensje do rock′n′rollowego tronu, a do Rock′n′roll Hall of Fame wprowadzano ich początkowo razem (dopiero dwa lata temu weszła do Hall of Fame samodzielnie!), dziś to Tina Turner bywa wręcz oficjalnie opisywana jako królowa tej muzyki. Odchodząc w wieku 83 lat, zostawiła po sobie legendę życia większą jeszcze niż sam głos, a ten do małych z całą pewnością nie należał.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Żyjmy Lepiej

Nie dla psa czekolada. Jak karmić, żeby nasz pupil nie tył i nie chorował

Prof. dr hab. Piotr Ostaszewski o tym, jak powinien jeść pies, żeby nie tył i nie chorował.

Anna Dobrowolska
26.05.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną