Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kultura

Rajmund Ziemski. System wczesnego ostrzegania.

mat. pr.
Wielka konfrontacja z widokiem toksycznego krajobrazu, w którym wszystkie istoty, ludzkie i nie-ludzkie, uczą się funkcjonować, choć stają w obliczu zagłady. Czy jest nadzieja na przetrwanie? O tym jest wystawa zainicjowana przez Fundację Rajmunda Ziemskiego, Ziemski ART.

Zmarły blisko 20 lat temu Rajmund Ziemski to artysta ceniony przez świat sztuki, ale chyba ciągle niewystarczająco znany szerszej publiczności. Tę sytuację ma szansę zmienić wystawa w Pałacu Czapskich ASP w Warszawie (do 26.05), która następnie odwiedzi Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu (7.06–25.08).

Pomysł był ryzykowny, albowiem kuratorka wystawy Diana Lelonek (czołowa przedstawicielka nurtu sztuki ekologicznej, laureatka Paszportu POLITYKI 2018) sięgnęła po mniej znane cykle malarskie: „Ptaki” powstałe wkrótce po ukończeniu studiów oraz pejzaże „Spojrzenia”.

W obu Ziemski stosował – jak to trafnie określiła współtworząca scenariusz wystawy Joanna Kania – „metafory na granicy naiwnej dosłowności”. W pierwszym przypadku są to hybrydalne ludzko-ptasie istoty, w drugim – motyw oczu wyłaniających się z dystopijnych, ponurych pejzaży. Owe metafory, choć powstały dekady temu, kierują uwagę na problemy, które dziś wydają się jednymi z najpoważniejszych dla planety: niszczenia natury, zmierzchu epoki antropocenu, relacji istoty ludzkie – istoty nie-ludzkie. A to oznacza, że można uznać Ziemskiego za jednego z nielicznych rodzimych twórców, którzy – nieco profetycznie – przewidzieli przyszłe problemy świata, prekursorsko kierując swoją intuicję w stronę ekologii. Jego obrazy stają się więc wyjątkowo aktualne, a co za tym idzie – mogą okazać się bliskie wrażliwości współczesnego odbiorcy i uwierającym go niepokojom.

„Ptak” (lata 1956–58), gwasz, papier, 41,4 x 29,5 cm. Wpatrujące się w odbiorcę oczy z cyklu „Pejzaże” oraz  obrazy z cyklu „Ptaki” są kanwą wystawy.Fot. A i E Ciołkowie/mat. pr.„Ptak” (lata 1956–58), gwasz, papier, 41,4 x 29,5 cm. Wpatrujące się w odbiorcę oczy z cyklu „Pejzaże” oraz obrazy z cyklu „Ptaki” są kanwą wystawy.

Diana Leonek za punkt wyjścia do ekspozycyjnej narracji wybrała właśnie cykl „Ptaki”, który tak charakteryzuje Joanna Kania: „Stają się coraz bardziej drapieżne i coraz mniej dekoracyjne, odchodzą w chaos, rozpada się oniryczno-bajkowa próba stworzenia harmonijnego współistnienia człowieczej i ptasiej natury”. Ale według Diany Lelonek tli się w tym jeszcze nadzieja. „Wystawa skupia się na współistnieniu ludzi i ptaków jako gatunków stowarzyszonych. Wiele gatunków ptaków przystosowało się do współdzielenia przestrzeni z ludźmi, są mistrzami adaptacji do toksycznych warunków tworzonych przez człowieka” – tłumaczy. Ptakom Ziemskiego towarzyszą więc dzieła (instalacje, fotografie, wideo) wielu artystów, którzy uważnie przyglądają się owemu światu na styku ludzkiego i ptasiego, próbują rozumieć, szukają analogii.

„Pejzaże” („Spojrzenia”) są rodzajem niemego, ale ważnego komentarza dla tych ludzko-ptasich potyczek. Są jakby głosem samej przyrody. Tak je opisuje Joanna Kania: „Płótna zamieniają się w kłębowisko malarskiej materii. Jesteśmy świadkami procesu kształtowania się świadomości wyłaniającej się z chaosu. Z niezharmonizowanych chluśnięć farby, spływającej w dół płótna lub narastającej gruzłowatymi warstwami, dosięga nas wzrok, jakby właśnie przebudzony, spoglądający po raz pierwszy. Na innych obrazach spojrzenie skierowane jest przed siebie, nieco nieobecne, skupione na niedostępnym nam widoku. Czasem pojawia się zarys głowy, jedna z nich jakby porośnięta piórami, prawie ptasia. Na żadnym nie ma ust. Obrazy nie mówią. Mierzą się z nami wzrokiem. Przygląda nam się istnienie niebędące żadnym konkretnym gatunkiem zwierzęcia, owada czy rośliny, świadomość poza formą, cały żyjący świat nie-ludzki, i nawet niekoniecznie zwierzęcy, który na co dzień przywykliśmy tytułować »przyrodą nieożywioną – chmury, sterty ziemi, powietrze i może kamienie. Te spojrzenia są natarczywe lub smutne, czasem nieobecne, częściej naglące i niespokojne”.

„Pejzaż 27/69” (1969), olej, płótno, 120,5 x 80,5 cm.Fot. A i E Ciołkowie/mat. pr.„Pejzaż 27/69” (1969), olej, płótno, 120,5 x 80,5 cm.

Diana Lelonek uzupełnia tę wizję: „Pejzaże konfrontują nas z widokiem skażonego, toksycznego krajobrazu, w którym wszystkie istoty, zarówno te ludzkie, jak i te nie-ludzkie, uczą się funkcjonować, próbują przetrwać lub wspólnie stają w obliczu wymierania”.

Dorobek Ziemskiego jest osobnym i wyrazistym elementem powojennej polskiej sztuki. Pojawiają się w nim tradycje kolorystów, doświadczenia ekspresjonistów, malarstwa materii, a nawet surrealizmu. Najnowsza wystawa ujawnia jego wizerunek artysty wrażliwego, przeczuwającego zagrożenia i na wiele lat przed rozwojem ruchów ekologicznych potrafiącego sprawić, by to nie ludzie patrzyli na naturę, ale natura przyglądała się ludziom. Prace pokazywanych na wystawie artystów dowodzą, że to spuścizna bardzo aktualna. Wystawę zatytułowano „System wczesnego ostrzegania”. To nawiązanie do kanarków wykorzystywanych niegdyś w kopalniach do ostrzegania przed wybuchem metanu. Dziś cała przyroda zdaje się pełnić rolę takiego systemu. Czy to jednak system „wczesny”, czy może już przedostatni trel?

Dzieła Rajmunda Ziemskiego zestawiono z pracami współcześnie tworzących artystów. To m.in. Joanna Rajkowska, Anna Siekierska, Weronika Zalewska, Matthias Garff, Diana Lelonek, Bartek Zalewski oraz ZOE (Małgorzata Gurowska, Agata Szydłowska).

Rajmund Ziemski (1930-2005)Wojciech Stan/mat. pr.Rajmund Ziemski (1930-2005)

Rajmund Ziemski (1930–2005). Jeden z czołowych twórców powojennego malarstwa polskiego. Przedstawiciel „pokolenia Arsenału” – debiutował na wystawie „Przeciw wojnie, przeciw faszyzmowi” w 1955 r. Mistrz „pejzażu wewnętrznego”, pokazujący świat ludzkich i nieludzkich emocji. Artysta totalny, życie poświęcił sztuce – malowaniu i nauczaniu.

Materiał przygotowany przez Ziemski ART.

Reklama

Czytaj także

null
Historia

Mieli rusyfikować, a się spolonizowali. Rosyjscy kolonizatorzy na Mazowszu

W XIX w. car sprowadził na Mazowsze rosyjskich kolonistów. Mieli krzewić rodzimą kulturę i zruszczać okoliczną ludność. Zamiast tego Rosjanie sami się spolonizowali.

Violetta Wiernicka
21.05.2024
Reklama