Rapowa sobota
Bez sprawdzania line-up’u można było się domyślić, co nas czeka ostatniego dnia festiwalu. Wśród koncertowiczów zdecydowanie przeważały zetki. Festiwal rozpoczął się więc intensywnie. Co prawda nie od koncertu, ale... panelu dyskusyjnego. Namiot sceny PKO Banku Polskiego pękał w szwach podczas rozmowy Martyny Wojciechowskiej z Okim, czyli Oskarem Kamińskim. Raper opowiadał o tym, co dla niego oznacza troska o kondycję psychiczną. „Za każdym razem, kiedy miałem najgorszy czas swojego życia, miałem przy sobie przyjaciół. I przyznam się teraz do czegoś: nawet jak zdarzają się takie najgorsze momenty w moim życiu, to nie rozmawiam z rodzicami na ten temat”.
Bonusem dla fanów lubińskiego rapera było wyznanie Martyny Wojciechowskiej, że jej ulubionym utworem są „Zwariowane melodie”, ponieważ to wtedy publiczność wyłącza wszystkie urządzenia, łącząc się z muzyką na żywo.
Zwariowane było również festiwalowe tempo. Choć do koncertu Okiego pozostało jeszcze dużo czasu, on sam musiał udać się sprintem na główną scenę, by dołączyć gościnnie do Sobla. Pod sceną tłum, a warunki mało sprzyjające. Sobota poza tym, że była ostatnim dniem BitterSweet Festival, to była też dniem najgorętszym. Gorętszy od żaru z nieba był chyba tylko koncert Fukaja, który zafundował publiczności drobne opóźnienie (tłumaczone ekspresowym transportem z Krakowa do Poznania – helikopterem), ale i miotacz ognia z gitary.
Znalazło się tego dnia również coś dla festiwalowiczów „nierapowych”. Jeśli gwiazdą wieczoru był Robbie Williams, to bez wahania można stwierdzić, że gwiazdą koncertu Williamsa była... Kasia. Jedna z fanek prowadziła transmisję dla mamy. Artysta wzruszył publiczność, zabierając telefon na scenę i dedykując Kasi piosenkę, a cały koncert kwitując tym, że Polska ma powód do dumy.
Na otarcie łez nie było dużo czasu, bo prosto z występu Williamsa przechodzimy w mosh pit i koncert Okiego na Enea Stage. Było głośno, było intensywnie i była... znowu mama w roli głównej. Raper zaprosił na scenę duet: mamę i córkę, dla których był to 47. koncert Okiego. Stąd wracamy na BitterSweet Stage i już słuchamy Major Lazer, zespołu znanego z wielu współprac, których owocem są m.in. „Lean On” (z MO & DJ Snake), „Cold Water” (z Justinem Bieberem) czy „Powerful” (z Ellie Gouldig).
Kto spodziewał się pośpiewania na koniec dnia i hitów sprzed lat, ten się przeliczył. Występ Major Lazer był intensywnym treningiem interwałowym z muzyką elektroniczną, mocnymi dropami i dużą ilością skakania – dla tych, którzy jeszcze nie mieli wyrobionej wystarczającej liczby kroków.
Wielkim finałem BitterSweet Festival był wyjątkowy koncert „Bitter Chopin Sweet Chopin”. Organizatorzy i PKO Bank Polski zaprosili do udziału w eksperymencie, jakim było połączenie muzyki elektronicznej z muzyką klasyczną – na żywo! Rotunda PKO Banku Polskiego stała się sceną dla Bassa Astrala, po czym przenieśliśmy się na główną scenę, gdzie rozbrzmiały instrumenty członków Filharmonii Poznańskiej i pianistki Zitong Wang. To była muzyka klasyczna dla młodego pokolenia i zwieńczenie festiwalu w stylu BitterSweet, czyli istna mieszanka gatunków.
Cytadelski dancefloor
Największą kontrowersją całego BitterSweet Festival była jego lokalizacja. Wydarzenie odbyło się w poznańskim Parku Cytadela, który nie mógł pomieścić kilkudziesięciu tysięcy ludzi (frekwencja jednego dnia: 40 tys. osób). Strefy ze scenami czy obszary wyznaczone dla partnerów prezentowały się nienagannie i poradziły sobie nawet z pogo podczas koncertu Okiego, ale festiwal upłynął pod znakiem tłumów i kolizji.
Park znajduje się w centrum miasta, jest otoczony blokami mieszkalnymi. A organizatorzy bez wątpienia zadbali o dobre nagłośnienie. Dla uczestników był to zdecydowany plus – dla sąsiadów imprezy to były trzy dni bez zaznania spokoju i ciszy.
Kontrowersje kontrowersjami, a i tak pierwsza pula karnetów na przyszłoroczną edycję festiwalu wyprzedała się w cztery minuty. BitterSweet Festival znów dał się zapamiętać, dowodząc, że ludzi przyciąga różnorodność na scenie.