Film

Przyjaciółka maczeta

Recenzja filmu: "Maczeta", reż. Robert Rodriguez

materiały prasowe
Komiksowy żart z latynoskiego machismo.

Grindhouse” nr 3 – tak należałoby nazwać „Maczetę”, zrealizowany na życzenie fanów tandetnego dyptyku Tarantino i Rodrigueza sprzed paru lat. Krwawy zwiastun nieistniejącej jeszcze wtedy „Maczety” pojawiał się jako smaczek, zabawne interludium, by w pełni rozkoszować się powrotem do klimatu lat 70. i ówczesnego kina klasy C. Ponieważ widownia potraktowała zapowiedź całkiem serio, Robert Rodriguez dziełko to nakręcił, w pełni wykorzystując potencjał specyficznego stylu, polegającego na sprawianiu przyjemności zwolennikom golizny i mordobicia.

Panie o urodzie playmates z rozkładówek chętnie i często prezentują swoje wdzięki, rozbierając się w takt kanonady męskich porachunków (Jessica Alba, Lindsay Lohan i najładniejsza z nich Michelle Rodriguez). Danny Trejo, stały bywalec teksańskich zakładów karnych, gra tu romantycznego zabójcę, byłego agenta federalnego, którego jedynym przyjacielem jest tytułowa maczeta. Lubi także towarzystwo lancetów, sekatorów, pił tarczowych, o pięknych i ostrych jak brzytwa kobietach nie wspominając. W roli jego adwersarzy wystąpili m.in. uwielbiający robić z siebie błazna Robert De Niro oraz opuchły od wódy weteran sztuk walki Steven Seagal. Śmiechu jest co niemiara pod warunkiem, że zostaną wyłączone wszelkie hamulce intelektualne.

Maczeta, reż. Robert Rodriguez, prod. USA, 95 min

 

Polityka 48.2010 (2784) z dnia 27.11.2010; Kultura; s. 77
Oryginalny tytuł tekstu: "Przyjaciółka maczeta"
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Antyk nad Adriatykiem

Murowana pogoda, szmaragdowe morze, pyszne jedzenie i perły rzymskiej architektury. Na dodatek, jeśli przestrzegamy reguł, wakacje w Chorwacji będą po prostu bezpieczne.

Prezentacja
24.03.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną