Recenzja filmu: „Przebudzenie dusz”, reż. Jeremy Dyson, Andy Nyman

Dobrej nocy
Nie ma w tym filmie właściwie kobiet, duchów boją się tylko mężczyźni, którzy, co ważne, z przepracowywaniem traum nie radzą sobie wcale.
Kadr z filmu „Przebudzenie dusz”, reż. Jeremy Dyson, Andy Nyman
Kino Świat

Kadr z filmu „Przebudzenie dusz”, reż. Jeremy Dyson, Andy Nyman

Według tradycji prawosławnej dusza zmarłego przez 40 dni odwiedza miejsca i ludzi, którzy byli dla niego ważni, żegnając się w ten sposób z ziemskim żywotem. Co jednak, jeśli – cytując Dylana Thomasa – „nie wejdzie łagodnie do tej dobrej nocy”? Jeżeli zechce jeszcze nawiązać kontakt, bo nadal czuje potrzebę wyrównania rachunków? Wtedy, przynajmniej w filmie Dysona i Nymana, nawet szara codzienność staje się dla żyjących nieprzyjemna. „Przebudzenie dusz” nie wychodzi poza klasyczne brytyjskie tropy z horrorów i atmosferę strachu tworzy właśnie w prostych sytuacjach, takich jak obchód stróża nocnego czy powrót nocą autem przez las. A także samotne siedzenie w pubie w ciągu dnia, w zimnym kościele, nad morzem po sezonie albo w domu, gdy na korytarzu jest już ciemno, a przez okna pokoju sączy się to nieprzyjemne, zimowe, popołudniowe światło. Któryś z bohaterów przywołuje nawet polskie, dobre określenie na grozę codzienności – złowrogość czy złośliwość przedmiotów martwych.

Nie ma w tym filmie właściwie kobiet, duchów boją się tylko mężczyźni, którzy, co ważne, z przepracowywaniem traum nie radzą sobie wcale. Sceptyk, telewizyjny demaskator nadprzyrodzonych oszustw prof. Phillip Goodman (Andy Nyman) dostaje od swojego mentora akta trzech niewyjaśnionych spraw i rozmawia z trzema mężczyznami, którzy nie potrafią wyjaśnić racjonalnie, co im się przytrafiło. Najbardziej efektowna jest pierwsza opowieść – ochroniarza w nieczynnym ośrodku zamkniętym dla kobiet (Paul Whitehouse), który nie bez powodu nigdy nie potrafił przyzwyczaić się do nocnej zmiany. Z kolei makler Mike (Martin Freeman) swoją opowieść o poltergeiście przerywa, by sprawdzić służbowego maila. „Przebudzenie dusz” ma bowiem do siebie też trochę dystansu. Film sypie się w momencie, gdy reżyserzy próbują zmienić dość luźną antologię w głębszą narrację naprowadzającą na spójne zakończenie. To już przerosło ich ludzkie możliwości.

Przebudzenie dusz (Ghost Stories), reż. Jeremy Dyson, Andy Nyman, prod. Wielka Brytania 2017, 98 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną