Film

Internet demoluje Ralpha

Recenzja filmu: „Ralph Demolka w internecie”, reż. Rich Moore, Phil Johnston

Kadr z filmu „Ralph Demolka w internecie” Kadr z filmu „Ralph Demolka w internecie” mat. pr.
Historia, która stanowi kolejny wariant dość powszechnie wykorzystywanego przez kino motywu, jest nużąca i aż nazbyt rozwleczona.

Gdy pod koniec 2012 r. „Ralph Demolka” (reż. Rich Moore) był już na ekranach amerykańskich kin, gruchnęła informacja, że Disney – za ponad 4 mld dol. – przejął Lucasfilm, nabywając tym samym prawa do cyklu „Gwiezdnych wojen” (1977–2005). Fani od razu zadrżeli z obawy przed tym, że oto odległa galaktyka zostanie zainfekowana postaciami pokroju Myszki Miki czy bajkowych księżniczek. Nic podobnego oczywiście się nie stało, za to w filmowej rzeczywistości „Ralpha Demolki w internecie” (reż. Rich Moore, Phil Johnston), kontynuacji hitu sprzed nieco ponad sześciu lat, aż roi się od bohaterów sagi stworzonej przez George’a Lucasa. I nie tylko.

Niezdarny Ralph, który przestał już gonić za marzeniami, osiągając spełnienie w finale pierwszej części, oraz charakterna Wandelopa, której świat – w skali mikro i makro – legł właśnie w gruzach, niczym kamienica niszczona przez jej potężnego przyjaciela, przemierzają nieposkromioną i nieskończoną sieć internetową w poszukiwaniu części pozwalającej uratować grę, z której pochodzi dziewczyna. To, w jaki sposób trafiają do globalnej wioski ery ponowoczesności, należy po prostu zaakceptować, podobnie zresztą jak wiele innych splotów fabularnych, które twórcy stawiają im na drodze.

Historia, która stanowi kolejny wariant dość powszechnie wykorzystywanego przez kino motywu – protagoniści wyruszają z małego miasteczka do wielkiej aglomeracji, by najpierw wystawić na próbę, a następnie zacementować swoją przyjaźń – jest nużąca i aż nazbyt rozwleczona (także na poziomie metrażu), co poniekąd przypomina internet właśnie: wszystkiego tu za dużo. Animacja Moore’a i Johnstona – w przeciwieństwie do poprzednika, który był pewnym powiewem świeżości i hołdem dla gier wideo – nie wnosi niczego nowego, jeśli chodzi o wizję wirtualnej rzeczywistości. Jest właściwie skrzyżowaniem tego, co całkiem niedawno można było zobaczyć w „Emotkach” (reż. Tony Leondis, 2017 r.) oraz w „Player One” (reż. Steven Spielberg, 2018 r.). Strukturalnie internet przywodzi tu bowiem na myśl olbrzymią i samowystarczalną galerię handlową, której bywalcy – czyli najbardziej charakterystyczne dla sieci elementy, jak choćby irytująco wyskakujące okienka z reklamami – są spersonifikowani.

Dwa aspekty zasługują na największe uznanie, czyniąc z „Ralpha Demolki w internecie” coś więcej niż rozrywkę dla najmłodszych. Po pierwsze, film pozwala uzmysłowić sobie, z jak wielkim konglomeratem medialnym widz ma do czynienia, widząc logo Disneya. To już przecież nie tylko oryginalne postaci, ale także części składowe firm i franczyz nabytych na przestrzeni kilkudziesięciu lat: od Pixara do Marvela. Aż dziw bierze, że korporacja nie przejęła jeszcze Google, przez co bohaterowie muszą korzystać z wyimaginowanej, choć równie skutecznej przeglądarki o nazwie Knowsmore.

Po drugie zaś, wytwórnia odważnie mierzy się z zarzucanym jej stereotypowym seksizmem, w jednej ze scen – prawdopodobnie najciekawszej – zbierając w jednym pokoju wszystkie swoje księżniczki (od Królewny Śnieżki przez Pocahontas po Vaianę), które autoironicznie komentują swoje losy i pozycję w świecie popkultury. Choćby dla tego momentu warto obejrzeć całość.

Ralph Demolka w internecie (Ralph Breaks the Internet), reż. Rich Moore, Phil Johnston, prod. USA, 2018, 102 min

Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Kobiety u władzy w Bizancjum

Zostanie cesarską małżonką, wejście w rolę bazylisy, było zapewne największym marzeniem przynajmniej niektórych mieszkanek Bizancjum, a w pewnych okresach łakomym kąskiem dla wielu dobrze urodzonych niewiast spoza niego.

Mirosław J. Leszka
12.03.2019
Reklama