W islandzkim bagnie
Polityka

Polityka

Arnaldur Indridason, W bagnie, przeł. Jacek Godek, s. 304

 

Autor powieści „W bagnie” nazywany był „islandzkim Mankellem”, ale dzisiaj takie porównania nie są potrzebne. Nazwisko Arnaldur Indridason to już jest marka. Dość powiedzieć, że prawo do przekładu jego książek nabyli wydawcy z ponad 50 krajów, a kolejni ustawiają się w kolejce.

W kryminałach dobiegającego dzisiaj pięćdziesiątki byłego dziennikarza i krytyka filmowego znajdujemy nie tylko wciągającą intrygę, ale też ciekawie zarysowane tło społeczne i obyczajowe. Islandia, wbrew potocznym wyobrażeniom wyrobionym na podstawie kilku filmów czy krótkotrwałej wycieczki, nie jest krainą szczęśliwości. Może jedynie grzechy dają się tutaj łatwiej ukryć, choć nigdy ostatecznie. Tropieniem popełnionych kiedyś – i, wydawać by się mogło, zapomnianych – zbrodni zajmuje się komisarz Erlendur Sveinsson, sam nieźle doświadczony przez los. Niemal wszyscy książkowi detektywi prowadzą życie niechlujne, ale Sveinsson pod wieloma względami bije rekordy. Gdybyśmy zajrzeli do jego domowej lodówki, znaleźlibyśmy oprócz paru innych świństw barani łeb, który nasz bohater spożywa na zimno. Niedobrze się robi od samego czytania.

Najważniejsze, że komisarz jest skuteczny. Nigdy nie idzie na skróty, wręcz przeciwnie, czasami zatacza szerokie koła, wydaje się, że oddala się od celu, ale to tylko manewr pozwalający lepiej ogarnąć główny obiekt śledztwa. Akcja „W bagnie” rozpoczyna się w Reykjaviku w 2001 r. Już w trzecim zdaniu dowiadujemy się, kim jest ofiara: „Denat był mężczyzną koło siedemdziesiątki”. Obok zwłok leżała wielka zakrwawiona popielniczka, która posłużyła za narzędzie zbrodni. Sprawca zostawił jeszcze kartkę z tajemniczym napisem „On to ja”. „Prymitywna islandzka zbrodnia” – oceni komisarz, przystępując do żmudnego śledztwa, które prowadzi aż do początku lat 60. ubiegłego wieku i odkrywa historię pewnego gwałtu.

Tytuł książki odnosi się do topografii; dom, w którym został znaleziony denat, znajduje się w dzielnicy postawionej na bagnach. Ale to jednocześnie metafora. Islandzkie bagna kryją jeszcze wiele ponurych tajemnic, którymi zajmie się Indridason w następnych kryminałach.

Zdzisław Pietrasik

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną