Książki

Strach na języku

Recenzja książki: Dawid Grosman, "Tam, gdzie kończy się kraj"

materiały prasowe
Wojna oglądana od strony rodzica.

Kiedy Dawid Grosman pisał powieść „Tam, gdzie kończy się kraj”, jego syn Uri walczył w drugiej wojnie libańskiej. Zginął na krótko przed zawieszeniem broni. Rodzinna tragedia nie wpłynęła zasadniczo na konstrukcję książki, choć odbiła się na jej recepcji. „Tam, gdzie kończy się kraj” nie jest bowiem jedynie powieścią antywojenną. Unikający z reguły tematów politycznych Grosman bardzo subtelnie kreśli tutaj skomplikowane relacje na Bliskim Wschodzie, gdzie z mlekiem matki wysysa się „lęk i nienawiść”. Ale tym, co zajmuje go w równym stopniu, są sprawy najważniejsze: miłość, sens życia ludzkiego, rodzina. Wojnę oglądamy tutaj od strony rodzica właśnie. Ora, matka Ofera, postanawia jechać „tam, gdzie kończy się kraj”, by odciąć się całkowicie od kolejnego konfliktu, w którym bierze udział jej syn. Czuje, że jeśli będzie musiała czekać na jego powrót, to oszaleje.

W „Tam, gdzie kończy się kraj” widać zamach na arcydzieło; powiódł się już wcześniej w przypadku „Patrz pod: Miłość”. Grosman miesza strukturę bliską dramatowi z porażającym strumieniem świadomości, poprzez który doświadczamy życia rozpiętego między dwoma mężczyznami i kolejnymi wojnami. Autor „Kto za mną pobiegnie?” potrafi przy tym poruszyć jednym zdaniem czy krótką sceną. Pokazuje, że jest literackim gigantem, na świecie zresztą wcale nie mniej rozpoznawalnym niż Amos Oz. Nagroda Nobla dla niego nie byłaby wielkim zaskoczeniem.

 

Dawid Grosman, Tam, gdzie kończy się kraj, przeł. Magdalena Sommer, Świat Książki, Warszawa 2013, s. 768

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Polityka 42.2013 (2929) z dnia 15.10.2013; Afisz. Premiery; s. 94
Oryginalny tytuł tekstu: "Strach na języku"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Wojna secesyjna: arystokrata Lee kontra łachmyta Grant

150 lat temu skończyła się wojna secesyjna. Armiami stron dowodzili generałowie Robert Edward Lee i Ulisses Grant. Reprezentowali dwie bardzo odmienne wersje sukcesu z amerykańskiego snu.

Grzegorz Mathea
14.04.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną