Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Książki

Piękne katastrofy

Recenzja książki: Raymond Queneau, „Psia trawka”

materiały prasowe
Zadziwiającą umiejętnością Queneau jest to, że ogromne rusztowanie teoretyczne zupełnie nie utrudnia lektury, nie odbiera przyjemności.

Ten debiut Queneau przeszedł w 1933 r. początkowo bez echa, bo wcześniej ukazała się głośna „Podróż do kresu nocy Celine’a”. Z czasem znaczenie tej pozornie błahej powiastki rosło. Można tę podmiejską groteskową epopeję czytać dla samej przyjemności języka we wspaniałym tłumaczeniu Hanny Igalson-Tygielskiej (konstrukcja typu „tór kafka ule ciała”), humoru absurdalnych scenek i kapitalnych dialogów, ale pod tym wszystkim, jak pisze w świetnym wstępie Anna Wasilewska, kryje się precyzyjna struktura numeryczna (wielokrotności liczby 7 i 13, Queneau wyznaczył sobie reguły podobne do reguł sonetu), w której widać upodobania autora późniejszych „Ćwiczeń stylistycznych”. Postaci nie pojawiają się i nie znikają przypadkiem, ich imiona również mają znaczenie, w tok narracji wplecione są dywagacje filozoficzne o bycie i niebycie (dwóch bohaterów rozprawia o tym, czy niebyt pochłania byt, czy może odwrotnie, zaniedbując w burdelu panienki). Postaci są zresztą świadome swojej tylko książkowej egzystencji: „– Pan jest pisarzem? – Nie. Postacią”.

Zadziwiającą umiejętnością Queneau jest to, że ogromne rusztowanie teoretyczne zupełnie nie utrudnia lektury, nie odbiera przyjemności. „Psia trawka” kojarzy się z „Bouvardem i Pecuchetem” Flauberta z racji niekończących się dialogów i z „Życiem. Instrukcją obsługi” Georges’a Pereca, która z pewnością wiele zawdzięcza tej książce Queneau. Przyglądamy się bowiem życiu przedmieścia, rodzinom powiązanym najrozmait­szymi koligacjami, narratorami są kolejne postaci, również pies Jupiter. Z jego punktu widzenia obserwujemy pogrzeb, który kończy się katastrofą, śmieszną i straszną zarazem. Queneau interesują rozmaite nieporozumienia na każdym poziomie – takie, które prowadzą do zbrodni jak z kroniki kryminalnej i przede wszystkim nieporozumienia i wieloznaczności językowe. Z tych nieporozumień wyłania się portret ludzkiej głupoty, ale przede wszystkim są one pożywką pisarstwa. Ta opowieść jest też parodią natchnionej literatury, kpiną i zabawą jednocześnie. Taką, którą również dziś, mimo upływu lat, czytamy z zachwytem.

 

Raymond Queneau, Psia trawka, przeł. Hanna Igalson-Tygielska, W.A.B., Warszawa 2014, s. 340

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Polityka 19.2014 (2957) z dnia 06.05.2014; Afisz. Premiery; s. 86
Oryginalny tytuł tekstu: "Piękne katastrofy"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Przerwane porwanie: koszmar 14-latki z Poznania. „To już z nią zostanie”

Tylko niesamowity zbieg okoliczności sprawił, że policji udało się przerwać udrękę 14-latki porwanej w Poznaniu przez matkę jej koleżanki. Było golenie głowy, przypalanie papierosami, gwałt. Co dalej by wymyśliła ta kobieta?

Violetta Krasnowska
03.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną