Recenzja płyty: Omara Portuondo, "Gracias"

Kubanka melancholijna
Śpiewa jak na sesjach Buena Vista.

Omara Portuondo jest legendą kubańskiej i – ogólnie – latynoskiej wokalistyki. Gwiazda Buena Vista Social Club, co dobrze pamiętamy ze słynnego filmu Wima Wendersa, zasłynęła już w latach 50. jako jedna z pierwszych reprezentantek stylu filin, czyli kontaminacji muzyki kubańskiej i amerykańskiego jazzu.

Album „Gracias”, nagrany między innymi z udziałem znakomitego perkusity hinduskiego Triloka Gurtu i basisty Richarda Bony, zawiera przede wszystkim liryczne, melancholijne pieśni, w których obecne jest echo kubańskiej odmiany bossanovy, zaś przypisywana latynosom żywiołowość przejawia się rzadko, jakby mimochodem (najwyraźniej w tytułowym „Gracias”). Omara śpiewa tak, jak czyniła to na sesjach Buena Vista wespół z Ibrahimem Ferrerem: z wielką subtelnością i dbałością o każdy dźwięk.

Omara Portuondo, Gracias, Montuno 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną