Teatr

Manru, czyli Inny

Recenzja spektaklu: „Manru”, reż. Marek Weiss

„Manru”, reż. Marek Weiss „Manru”, reż. Marek Weiss Krzysztof Bieliński / materiały prasowe
Opera ta była napisana pierwotnie po niemiecku, a tłumaczenie powstało później na użytek polski. Może dziś warto byłoby zrobić lepsze?

Dobrze, że przypomniano tę operę. Nie tylko z powodu rocznicy wiadomego wydarzenia z historii Polski i że to twórczość jednego z tych, którzy je wywalczyli. Po prostu jest to dzieło naprawdę dobre i niesłusznie zapomniane (a swego czasu jako jedyna polska opera zostało wystawione w nowojorskiej Metropolitan Opera!), po drugie – pod względem treści okazuje się niezwykle aktualne. Marek Weiss stworzył realizację uwspółcześnioną, ale nieprzesadnie udziwnioną. Kiedy z wiejskiego wesela grupa „ziomali” (jak nazywa ich reżyser) prześladuje bohaterkę Ulanę i jej cygańskiego męża Manru, widzimy obrazy, które zdarzają się niestety i dziś. To jest bowiem opowieść o pojawieniu się Innego, nieudanej próbie jego adaptacji oraz wykluczeniu. Opera wykorzystuje zmodyfikowane wątki z „Chaty za wsią” Józefa Ignacego Kraszewskiego, a reżyser jeszcze je nieco zmienił: złagodził tragiczny finał, w którym w oryginale Ulana (jak Halka) popełnia samobójstwo. Mocną stroną spektaklu jest obsada: Ewa Tracz (świeżo po zwycięstwie na Konkursie im. Szymanowskiego) jako Ulana, Mikołaj Zalasiński jako zakochany w Ulanie Urok, Peter Berger w roli tytułowej (bardzo tu pasuje Słowak śpiewający po polsku z akcentem). Minusem jest polski tekst – dość grafomański i trudny do wyśpiewania. Opera ta była napisana pierwotnie po niemiecku, a tłumaczenie powstało później na użytek polski. Może dziś warto byłoby zrobić lepsze?

Ignacy Jan Paderewski, Manru, reż. Marek Weiss, Teatr Wielki – Opera Narodowa

Polityka 43.2018 (3183) z dnia 23.10.2018; Afisz. Premiery; s. 77
Oryginalny tytuł tekstu: "Manru, czyli Inny"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Dyplomaci jak hostessy – tak działa polskie MSZ

PiS w zasadzie nie prowadzi polityki zagranicznej. Nie potrzebuje więc doświadczonych ambasadorów. Chyba że do roli hostess.

Grzegorz Rzeczkowski
09.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną