Teatr

Upiór dydaktyzmu

Sztuka ciężka i do bólu dydaktyczna.

Na nic zdały się zapewnienia Izabelli Cywińskiej, reżyserki wystawionych w warszawskim Teatrze Powszechnym „Czarownic z Salem”, że jej spektaklowi nie grozi zarzut przedawnienia w obliczu przegranych przez PiS wyborów, bo jej bohaterowie nie przypominają członków poprzedniego rządu. Otóż nie muszą. I bez tego trudno w spektaklu Cywińskiej zobaczyć coś więcej niż antypisowską agitkę, w dodatku spóźnioną i wygłaszaną do przekonanych.

Poczucie misji uświadomienia widzom, czym w istocie jest lustracja (polowaniem na czarownice), popchnęło reżyserkę do okrojenia dramatu Arthura Millera ze wszystkiego, co dawało mu życie i czyniło wielowymiarowym: psychologii, wątków feministycznych, seksualnych itd. Pozostała sztuka zrobiona w sprawie, z ludźmi – postawami, absurdalnymi w swej jednowymiarowości, jak pastor karierowicz Kazimierza Kaczora, upajający się władzą sędzia Zbigniewa Zapasiewicza czy mszcząca się odrzucona kochanka Elizy Borowskiej (wyjątkiem jest John Proctor Tomasza Sapryka).

Sztuka ciężka i do bólu dydaktyczna – żeby rozwiać ostatnie wątpliwości, że nie o żadnym Salem, ale o Polsce mówimy, część widzów posadzona została na scenie i uczestniczy w sądzie, zaś reszta widowni odbija się w zawieszonym nad sceną lustrze. Zabrakło dystansu i poczucia humoru, cech, za którymi – jak pokazał wynik wyborów – tęskniła ostatnio znaczna część naszego społeczeństwa.

Reklama

Czytaj także

Nauka

Już milion ofiar koronawirusa na całym świecie!

SARS-CoV-2 okazał się bardziej zabójczy niż grypa, malaria czy AIDS. Skrócił też życie swoich ofiar średnio o 11 lat.

Marcin Rotkiewicz
27.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną