Kim jest delebryta, czyli jak zarobić po własnej śmierci

Gdy mi ciebie zabraknie
Co może sprzedać delebryta, czyli dlaczego gwiazdy, które zeszły z tego świata, pozostają na rynku i często zarabiają lepiej niż te żywe.
Możliwość wykorzystania wizerunku Marilyn Monroe stała się przedmiotem sporu sądowego.
materiały prasowe

Możliwość wykorzystania wizerunku Marilyn Monroe stała się przedmiotem sporu sądowego.

Chopin, gdyby jeszcze żył, toby pił – twierdzi Nos w „Weselu” Wyspiańskiego. Twórcy reklamy markowej whisky uznali, że Bruce Lee również nie wylewałby za kołnierz, czym rozjuszyli wielu jego wyznawców – mistrz kung-fu był przecież zdeklarowanym abstynentem. A Grzegorz Ciechowski? Czy miałby coś przeciwko powstaniu inspirowanej jego wizerunkiem linii eleganckich ubrań, które niedawno ogłoszono ku protestom kolegów i fanów? Spory dotyczące komercyjnego wykorzystania wizerunku osób zmarłych to na całym świecie codzienność, a za potrzebami rynkowymi, pomysłami agencji reklamowych i technologicznymi rozwiązaniami ledwie nadążają regulacje prawne. Kto decyduje o życiu po życiu bohaterów zbiorowej wyobraźni?

W reklamowo-naukowym żargonie nazywa się ich bezpardonowo delebami – to skrót od „dead celebrities”, czyli martwych sław. Bez delebów nie byłoby rosnącego w siłę nekromarketingu (zwanego również eufemistycznie retromarketingiem), który ma przed sobą świetlaną przyszłość. Tak przynajmniej twierdzą Denver D’Rozario z Uniwersytetu Howarda i Frank K. Bryant z Kalifornijskiej Politechniki Stanowej w opublikowanym na łamach „International Journal of Marketing Studies” artykule „Wykorzystanie wizerunku zmarłych celebrytów w reklamie i marketingu – omówienie, rekomendacje etyczne i rady dla praktyków”. Z ich ustaleń wynika, że deleb to współpracownik niemal idealny.

Po pierwsze, deleb nie jest tak chciwy, jak gwiazda z krwi i kości. Przykład pierwszy z brzegu: za współpracę z Gillette David Beckham zainkasował 30 mln funtów, a Jamesa Deana można zatrudnić na rok już za niecałe 10 tys. Beckham świetnie się trzyma, ale nastolatkiem już nigdy nie będzie, natomiast Dean – owszem, na zawsze służy wizerunkiem wkurzonego na świat młokosa.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną