Istnieje 5 etapów miłości. Na którym z nich jest teraz wasz związek?
Jedowi Diamondowi, autorowi „Irritable Male Syndrome”, udało się w trakcie 30 lat pracy zawodowej stworzyć koncepcję pięciu etapów w rozwoju związku.
.
Roman Kraft/Unsplash

.

Psychologowi Jedowi Diamondowi, autorowi „Irritable Male Syndrome” (w wolnym tłumaczeniu: zespołu męskiego napięcia), udało się w trakcie 30 lat pracy zawodowej stworzyć koncepcję pięciu etapów w rozwoju związku, przez które przechodzą zakochani (jednak nie wszyscy, o czym będzie szczegółowo później).

Jeśli czujecie, że utknęliście w martwym punkcie w swojej relacji, Diamond przychodzi z pocieszeniem: podobno większość par zatrzymuje się na etapie numer trzy.

Ale zacznijmy od początku.

Faza pierwsza – zakochiwanie się.

Ten pierwszy czas uniesień między dwojgiem ludzi nazywany jest także „miesiącem miodowym”.

Jak tłumaczy Jed Diamond, w tym okresie projektujemy na swoich partnerów wszystkie nasze skrywane nadzieje i marzenia. Nasi wybrańcy (bądź wybranki) tymczasowo nie mają żadnych wad, wydają się spełnieniem naszych romantycznych ideałów. Za silne pobudzenie emocjonalne (oraz zaróżowione policzki, gładką cerę, błyszczące oczy i większe źrenice) odpowiadają hormony szczęścia endorfiny.

Oczywiście zakochanie nie może trwać w nieskończoność.

.
Flickr CC by 2.0

.

Faza druga – przejście do związku.

Na tym etapie zbliżacie się ze swoimi partnerami symbolicznie: przez małżeństwo, narodziny dziecka, dzielenie mieszkania. Czujecie zjednoczenie, jesteście przekonani o pełnym do siebie dopasowaniu. Wierzycie, że „los” was ze sobą połączył tłumaczy Diamond.

Jednak, jak mawiał F. Scott Fitzgerald „pokażcie mi bohatera, a ja napiszę tragedię”.

.
Flickr CC by 2.0

.

Faza trzecia – rozczarowanie.

Diament twierdzi, że etap „rozczarowania” jest częściej związany z pojawieniem się wątpliwości w nas samych niż z błędami, które nasi partnerzy popełniają. To moment, kiedy zaczynamy się zastanawiać, czy nasz związek nie za bardzo nas rozprasza, czy przypadkiem nie zabiera czasu na „ważniejsze obowiązki”. Zaczynamy myśleć o zerwaniu, racjonalizować je, partnerzy wydają się nam irytujący.

To właśnie na tym etapie zatrzymuje się większość par i podejmuje decyzję o rozstaniu.

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj