To, kogo powinniśmy poślubić, zależy od kolejności urodzenia
Psycholog Kevin Leman stworzył teorię wyjaśniającą, dlaczego przybieramy takie, a nie inne role w związkach.
Scott Webb/StockSnap.io

Podobno do 11. roku życia spędzamy ze swoimi braćmi i siostrami ponad jedną trzecią swojego czasu, więc nic dziwnego, że ich obecność wpływa na kształtowanie dorosłego, którym się stajemy z biegiem czasu. Z kolei relacje, jakie utrzymujemy z naszym rodzeństwem, wpływają później na to, czego oczekujemy od partnera i co chcemy mu dać.

Takiego zdania jest Kevin Leman, amerykański psycholog. W książce „The New Birth Order Book: Why You are the Way You are” („Kolejność urodzenia: Dlaczego jesteśmy tacy, jacy jesteśmy”) wskazuje na wpływ, jaki kolejność narodzin ma na nasze zdrowie i związki, jakie tworzymy. Okazuje się bowiem, że nierzadko traktujemy współmałżonka podobnie jak... swoje rodzeństwo.

Choć układy w rodzinie mogą być bardziej złożone niż opisane niżej (nie jest to również matematyczny wzór na małżeństwo), to pewne prawidłowości mają charakter powszechny:

Jeśli jesteś najstarszym dzieckiem...

Najlepszy wybór: Związek z partnerem, który jest najmłodszym dzieckiem.
Najgorszy wybór: Związek z partnerem, który jest najstarszym dzieckiem.

Jak wynika z badań Waltera Tomana, profesora psychologii klinicznej na Uniwersytecie Erlangen-Nuremberg, który przebadał 3 tysiące rodzin (na które powołuje się w swojej książce Leman), związek najstarszego i najmłodszego dziecka ma duże szanse na powodzenie. W takiej konfiguracji role, które te osoby odgrywały jeszcze w dzieciństwie, okazują się komplementarne.

Odpowiedzialność i perfekcjonizm to cechy dominujące najstarszego dziecka. Najmłodszego z kolei – towarzyskość i optymizm.

Ta z dwóch osób w związku, która była najstarszym dzieckiem swoich rodziców, pełni więc funkcję „organizatora”, który sprawuje pieczę nad najważniejszymi sprawami i uczy partnera, który był najmłodszym dzieckiem, odpowiedzialności. A od drugiej strony uczy się spontaniczności i dystansu.

Oczywiście w takim układzie wielu może drażnić bezradność młodszego partnera. Czasem jednak wyraźny podział ról w związku – spaja ten związek.

Natomiast relacja dwójki najstarszych to zazwyczaj związek niezależnych osób, z których każde ma swoje własne sprawy, a są ze sobą, ponieważ „tak chcą” lub „tak trzeba”. Docieranie się zajmuje im nieco więcej czasu.

Ale to nie znaczy, że jeśli w znajdziemy się w takim układzie, jesteśmy skazani na porażkę. Przykładowo: Hillary i Bill Clintonowie, którzy są ze sobą już 41 lat (choć, jak wszyscy wiemy, niejedno razem przeszli), to także najstarsze dzieci swoich rodziców.

Jeśli jesteś środkowym dzieckiem...

Najlepszy wybór: Związek z partnerem, który także jest środowym dzieckiem.
Najgorszy wybór: 
Związek z partnerem, który jest najmłodszym dzieckiem.

Wydaje się, że osoby będące środkowymi dziećmi (a więc nie najstarszymi ani nie najmłodszymi) mają najlepsze umiejętności do zbudowania długotrwałej relacji, ponieważ dorastały, ucząc się kompromisu ze swoim rodzeństwem. Można też u nich zauważyć mieszankę cech zarówno odpowiedzialnego pierworodnego, jak i wesołego najmłodszego.

Bywa jednak, że bycie kolejnym dzieckiem swoich rodziców prowadzi do skrywania tego, co się naprawdę czuje. Dlatego najlepszą konfiguracją jest związek z kimś, kto był wychowany tak samo, zna te same problemy. Taki związek to szansa, by siebie wreszcie wzajemnie docenić.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną