Moje miasto

Dwumieście

Wyzwania dla regionu kujawsko-pomorskiego

Prezydenci Michał Zaleski (po lewej, Toruń) i Rafał Bruski (Bydgoszcz) wspólnie kibicują żużlowcom, ale miasta chcą rozwijać osobno. Prezydenci Michał Zaleski (po lewej, Toruń) i Rafał Bruski (Bydgoszcz) wspólnie kibicują żużlowcom, ale miasta chcą rozwijać osobno. Tytus Żmijewski / PAP
O przyszłości całego regionu zadecyduje to, czy jego dwa największe miasta naprawdę zaczną współpracować.

Bydgoszcz i Toruń współrządzą województwem kujawsko-pomorskim, jednym z dziwniejszych w Polsce ze względu na podziały i różnice wynikające z odmiennych historii i tradycji poszczególnych powiatów. Spór między „miastami stołecznymi” regionu okrywa cieniem los trzeciego pod względem wielkości ośrodka – liczącego 115 tys. mieszkańców Włocławka (w latach 1975–98 był miastem wojewódzkim). Teraz leży na peryferiach, cierpiąc wysokie bezrobocie (20 proc. w mieście, 28 proc. w powiecie – średnia dla województwa to 18 proc.). Odmianę ma przynieść zakończenie budowy autostrady A1, co uczyni z miasta ważny węzeł komunikacyjny.

Wyzwanie metropolitalne

O przyszłości regionu zadecyduje jednak „wyzwanie metropolitalne”, czyli model rozwoju Bydgoszczy i Torunia. Zdaniem wielu ekspertów najsensowniejsza byłaby budowa duopolis, wspólnego obszaru metropolitalnego, który zamieszkuje w tej chwili 775 tys. mieszkańców (37 proc. ludności województwa) wytwarzających prawie 30 mld zł PKB, a więc blisko połowę urobku regionu. Z raportu o Bydgosko-Toruńskim Obszarze Metropolitalnym (BTOM) przygotowanym dla Urzędu Marszałkowskiego wynika, że potencjał konkurencyjny Bydgoszczy i Torunia jest poniżej potencjału demograficznego tych miast i daje im pozycję na końcu krajowego rankingu (gorzej wypadają jedynie Szczecin i Lublin). Wniosek? Ośrodki powinny wspólnie planować rozwój.

Już w 2002 r. prezydenci Bydgoszczy i Torunia zadeklarowali chęć tworzenia wspólnej metropolii, w 2005 r. podpisali odpowiednie porozumienie, które rządzący Toruniem Michał Zaleski określił jako akt „zakopania toporków wojennych”. Miasta połączył w 2003 r. „szlak przyjaźni”, czyli ścieżka rowerowa, którą otwierali wspólnie prezydenci, spotkawszy się w połowie drogi w Skłudzewie. Tam właśnie został zakopany ów symboliczny wojenny toporek. Ruszyła także modernizacja linii kolejowej łączącej Bydgoszcz i Toruń, BiT City oferuje swoim pasażerom nawet bilet aglomeracyjny: bydgoszczanin wsiadający do pociągu może po dojechaniu do Torunia jeszcze przez godzinę poruszać się po mieście komunikacją miejską. Torunianin może liczyć na wzajemność. Ponadto nakładem blisko miliarda złotych powstanie w Bydgoszczy spalarnia śmieci obsługująca cały obszar metropolitalny. W końcu bydgoska Akademia Medyczna zintegrowała się z Uniwersytetem Mikołaja Kopernika i działa w jego strukturze jako Collegium Medicum.

Równocześnie w tym samym czasie pieniądze unijne posłużyły na wiele inwestycji, które trudno traktować inaczej niż dublowanie infrastruktury. W rezultacie, jak ujawnia wspomniany raport, oba miasta zamiast się uzupełniać, stają się coraz bardziej do siebie podobne. Tyle tylko, że Bydgoszcz jest prawie dwukrotnie liczniejsza, co utrudnia ustalenie sprawiedliwego parytetu. Stąd pewnie opinia prezydenta Bydgoszczy Rafała Bruskiego wygłoszona podczas sesji Rady Miejskiej: „Metropolia z Toruniem to wielka niewiadoma. To podróż w nieznane. Związki między nami są żadne” (zanotowane przez reportera bydgoskiej „Gazety Wyborczej” 11.04.2012 r.).

Narcyzm małych różnic

W oficjalnej strategii rozwoju Bydgoszczy do 2030 r. mówi się o samodzielnym tworzeniu metropolii w oparciu o sąsiadujące z miastem gminy. Toruń, przynajmniej w dokumentach strategicznych, jest bardziej skłonny do kooperacji i przyznaje, że rozwiązaniem jest duopolis. Do takiej współpracy chciałaby też skłonić Warszawa – jednym z instrumentów służących podziałowi pieniędzy unijnych w nowym 7-leciu (2014–20) będą tzw. ZIT, czyli Zintegrowane Inwestycje Terytorialne. Bydgoszcz i Toruń zostały wrzucone do jednego ZIT.

Takie rozwiązanie z uznaniem przyjęła Rada Miasta ­Torunia, Bydgoszczy pomysł podoba się mniej. Pod koniec stycznia jej Rada Miasta postanowiła: ZIT razem z Toruniem – owszem, ale to my decydujemy o jego kształcie, kieruje nim nasz prezydent, a pieniądze dzielimy proporcjonalnie do liczby mieszkańców.

Jeśli ZIT nie powstanie, przepadnie 153 mln euro. Niemożność stworzenia wspólnego projektu metropolitalnego mimo tak wielu racjonalnych przesłanek nakazuje szukać wyjaśnień poza rozumem. To klasyczny przykład „narcyzmu małych różnic” (zidentyfikowanego przez Zygmunta Freuda): im bardziej jesteśmy podobni, tym mocniej eksponujemy swoją odrębność, zatracając się w końcu w tym procesie. Może więc warto część pieniędzy z nowej perspektywy budżetowej przeznaczyć na zbiorową psychoanalizę i terapię, zamiast wspierać nimi projekty będące często wyrazem irracjonalnego, wręcz dziecinnego zaczadzenia.

Polityka 9.2014 (2947) z dnia 25.02.2014; Portrety miast: BYDGOSZCZ; s. 66
Oryginalny tytuł tekstu: "Dwumieście"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Młodzi: monogamia to tylko jedna z opcji

Amelia chętnie słucha, gdy jej chłopak opowiada, jak mu się udała randka z drugą dziewczyną. Dla coraz większej liczby młodych monogamia przestaje być normą. Staje się tylko jedną z opcji.

Norbert Frątczak
11.10.2021
Reklama