Jak w Polsce leczy się choroby onkologiczne

Sieci na raka
Raka można pokonać, stosując nowe strategie. Czasem potrzeba do tego odwagi, ale przede wszystkim – wizji.
Rak jelita grubego, na którego zapada teraz w Polsce 18 tys. osób, jest dobrym przykładem, jak powinniśmy sobie radzić z chorobami nowotworowymi.
SimpleFoto/PantherMedia

Rak jelita grubego, na którego zapada teraz w Polsce 18 tys. osób, jest dobrym przykładem, jak powinniśmy sobie radzić z chorobami nowotworowymi.

Rentgenowski obraz systemu trawiennego zaatakowanego przez raka
Cavallini James/BEW

Rentgenowski obraz systemu trawiennego zaatakowanego przez raka

Polityka

Czy mamy wystarczająco dużo pieniędzy na leczenie raka? Z różnych stron płyną sprzeczne sygnały. – Los chorego zależy od tego, do jakiego trafi ośrodka – mówi prof. Wiesław Jędrzejczak, krajowy konsultant w dziedzinie hematologii. Są oddziały, którym wiedzie się lepiej i stać je na najdroższe kuracje, a są takie, którym Narodowy Fundusz Zdrowia nie płaci za nadwykonania, więc spirala zadłużenia jest tak rozkręcona, iż nie ma za co sfinansować podstawowych badań.

Dr hab. Stanisław Góźdź, dyrektor Świętokrzyskiego Centrum Onkologii: – Wiele zabiegów jest niedoszacowanych: w chirurgii głowy i szyi koszty operacji są o 59 tys. zł wyższe, niż płaci za nie NFZ, przy wycięciu guzów jąder różnica wynosi 4 tys. zł, a przy niektórych zabiegach ginekologicznych nawet 14 tys. zł.

W regionalnych ośrodkach onkologicznych strata finansowa za pierwsze cztery miesiące tego roku przekroczyła 280 mln zł, z czego niezapłacone faktury za leki wynoszą 60 mln. W warszawskim Instytucie Centrum Onkologii, choć podlega on bezpośrednio Ministerstwu Zdrowia, sytuacja wcale nie jest lepsza. Jak alarmuje dyrektor prof. Jan Walewski, NFZ za nadwykonania w latach 2012–16 winien jest szpitalowi 50 mln zł. – Aby zasypać tę dziurę, powinienem zwolnić jedną piątą personelu i przestać wykonywać niedochodowe zabiegi. A jedynym opłacalnym, przynajmniej w mojej specjalności, jest autoprzeszczep szpiku. Czy mam ograniczyć działalność kliniki do wykonywania samych autoprzeszczepów?

Są też sukcesy

Na szczęście we współczesnej hematologii jest dużo więcej możliwości leczenia, które można zaoferować chorym. Szkoda tylko, że ich wycena nie przystaje do realnych kosztów. Co ciekawe – jak wynika z analiz prof. Magdaleny Bielskiej-Lasoty z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – akurat wskaźniki wyleczalności z nowotworów krwi osiągnęły w Polsce poziom porównywalny z innymi krajami Europy, więc mimo mizerii finansowej lekarze pomagają chorym, jak tylko się da.

Niezła sytuacja panuje również w onkologii dziecięcej, co zdaniem prof. Piotra Czauderny z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego jest zasługą koordynacji opieki między różnymi ośrodkami. – Dziecko z podejrzeniem raka szybko trafia z podstawowej opieki zdrowotnej do specjalistycznej placówki, gdzie posługujemy się standardami jasno precyzującymi, jakie działania należy podjąć – mówi prof. Czauderna.

W przypadku chorób nowotworowych u dorosłych, np. z rakiem piersi, płuca czy prostaty, droga do rozpoczęcia terapii nie jest ani dla wszystkich jednakowa, ani tak prosta. Wbrew obietnicom nie zmieniło tego wprowadzenie pakietu onkologicznego, czego niedawno dowiodła w swoim raporcie Najwyższa Izba Kontroli. – Więcej dobrego zrobił Narodowy Program Zwalczania Chorób Nowotworowych, który wdrożono w 2006 r. – mówi dr Joanna Didkowska, kierująca Zakładem Epidemiologii i Prewencji Nowotworów w stołecznym Centrum Onkologii. – Od tamtej pory wskaźnik przeżywalności przy raku jelita grubego u mężczyzn wzrósł o 6 proc., a wśród kobiet o 8 proc.

To spory sukces. Przy obecnych nakładach lepiej być nie może – podkreśla prof. Magdalena Bielska-Lasota. Akurat rak jelita grubego, na którego w Polsce zapada teraz 18 tys. osób rocznie, a według szacunków za 30 lat liczba ta może się podwoić, jest dobrym przykładem, jak powinniśmy sobie radzić z chorobami nowotworowymi. Spodziewany przyrost zachorowań nastąpi bowiem nie z powodu jakiegoś kataklizmu ani nagłego pogorszenia stanu zdrowia, lecz jest wieloletnią konsekwencją stylu życia oraz naturalnego starzenia się społeczeństwa.

Na szczęście są metody, by wcześnie zapobiec rozwojowi tego nowotworu, a Polska wyrosła na wzór kraju, który w tym zakresie wypracował standard powielany na całym świecie. Ekspertem w tej dziedzinie jest prof. Jarosław Reguła, kierownik Kliniki Gastroenterologii Onkologicznej z warszawskiego Centrum Onkologii: – Aż 9 tys. Polaków udało się uchronić przed rakiem jelita grubego w ostatnich 15 latach dzięki kolonoskopii, czyli badaniom wziernikowania jelita.

Kolonoskopia pozwala wykryć i natychmiast usunąć polipy, które mogą się przekształcić w złośliwy nowotwór. Jest szczególnie polecana u osób powyżej 50–55 lat, gdyż w tej grupie wiekowej u 25 proc. badanych stwierdza się polipy, a 5 proc. jest zagrożonych rozwojem nowotworu. W przeciwieństwie do wielu innych badania profilaktyczne w tym przypadku są opłacalne i przynoszą wymierną korzyść. Biologia raka jelita grubego sprzyja wczesnej diagnozie: nowotwór rozwija się powoli, najczęściej kilkanaście lat, a kiedy uda się znaleźć i usunąć polipa, szanse na wyleczenie są ogromne.

W tym roku lekarze będą chcieli przebadać 600 tys. osób, ale ważna jest nie tylko ilość, lecz również jakość – okazuje się bowiem, że ryzyko zachorowania na raka po kolonoskopii jest prawie bliskie zeru, gdy badanie wykona lekarz o odpowiednich kwalifikacjach, ale 10 razy wyższe, gdy przeprowadzi je lekarz bez doświadczenia. Wdrożony w Polsce przez zespół prof. Reguły program poprawy wskaźników jakości kolonoskopii przesiewowej, wyjątkowy na skalę międzynarodową, przyczynił się do wyrównania tych różnic i podniósł umiejętności praktyczne lekarzy.

Byłoby dobrze, gdybyśmy, radując się tym sukcesem, nie zaprzepaszczali szansy na skuteczne leczenie, kiedy mimo wszystko dojdzie do rozwoju raka. – Dostęp do leków stosowanych we wczesnych stadiach tej choroby jest w Polsce spory – przyznaje dr Wojciech Rogowski ze szpitala Magodent w Warszawie. Ale już w gorszej sytuacji są chorzy z przerzutami, ponieważ najnowsze specyfiki, po które warto sięgnąć, gdy zawiodą wcześniejsze opcje leczenia, są wciąż nierefundowane, więc pacjenta musi być stać na miesięczną kurację kosztującą 13–20 tys. zł. – Jeśli nie ma innego wyboru, można powtórzyć schemat stosowany na początku choroby – uzupełnia dr Rogowski. – Jednak skuteczność takiej terapii nie jest udowodniona, a z naszych obserwacji wynika, że jest ona niewielka.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną